środa, 18 stycznia 2017

20.

Próbuje właśnie zupę i stwierdza, że wyszła jej całkiem nieźle, kiedy słyszy dzwonek telefonu. Sprawdza kim jest dzwoniąca osoba, a kiedy widzi na wyświetlaczu " Adrian" zastanawia się czy ma odebrać. To nie tak, że rozmowa z chłopakiem byłaby czymś złym, nie, ale zastanawia się czy przypadkiem on nie chce się z nią umówić na spotkanie, a ona niekoniecznie wiedziałaby co odpowiedzieć. Kiedy telefon milknie czuje ulgę, bo nie musi się zastanawiać. Znów zajmuje się gotowaniem. Telefon dzwoni ponownie, więc wzdycha i po prostu odbiera. Rozmowa z Adrianem jest niezobowiązująca, co jej się podoba. Jeszcze rozmawiają, kiedy w kuchni zjawia się Maxymilian. Od razu widzi jego badawczy wzrok. Chłopak kładzie na stole zakupy nadal na nią patrząc, zapewne zastanawiając się kim jest jej rozmówca. Tak domyśla się Sam. Max nie wychodzi, rozpakowuje torby, a kiedy kończy, a ona ciągle rozmawia, wychodzi i idzie do łazienki pod prysznic.Po około 20 minutach wraca mając na sobie jedynie bokserki. Spogląda na niego, lustruje jego ciało wzrokiem i bardzo podoba jej się to, co widzi. Uśmiecha się.
-Buziaka nie dostałam.- upomina się.
-Byłaś zajęta rozmową, nie chciałem przeszkadzać.- z ust chłopaka pada odpowiedź, po czym podchodzi do niej i składa na jej ustach pocałunek. A ona go oddaje, inicjując następne.
-Słyszę w twoim głosie nutę zazdrości? - drażni się z nim kiedy przestają się całować.
-Słyszysz.- stwierdza brunet, bo to prawda.-To był Adrian?- pyta, bo domyśla się, że to był on.
-Tak, to był Adrian.- odpowiada.
-Po co dzwonił?-pyta.
-Po prostu zadzwonił.- odpowiada Sam patrząc na niego badawczo.- Maxymilian...-Chłopak spogląda na nią.- Nie masz powodów do zazdrości.- mówi.- Ty jesteś moim mężczyzną, tak?- patrzy na niego, a z jego twarzy znika ślad niepewności, który przez chwilę na niej gościł.
-Tak. Przepraszam.- mówi Max.
***
Samanta akurat przebiera się, gdy do szatni wchodzi pielęgniarka, prosząc, aby udała się do gabinetu szefowej. Tak robi. Jako, że posłuchała słów Megan i przestała ciągle myśleć o tym co się stało, gdyż najnormalniej w świecie nie miała nic na sumieniu, jest spokojna. Jadąc windą zastanawia się, co usłyszy? Okazuje się, iż szefowa kliniki nie jest sama, obok niej stoi jej mąż. Sam zna go z widzenia.
-Dzień dobry.- mówi na powitanie.
-Dzien dobry, Samanto. Dobrze, że jesteś.- mówi Megan.- Poznaj proszę mojego męża, Michaela. Kochanie, to jest Samanta, moja stażystka.- przedstawia ich sobie. Podają sobie dłonie po czym wymieniają grzecznościowe zwroty. Zaraz po tym mężczyzna żegna się i opuszcza gabinet.
15 minut później brunetka opuszcza gabinet szefowej z uśmiechem na ustach. Jest szczęśliwa, ma ochotę zadzwonić do Maxa, ale zdaje sobie sprawę, iż nie może pozwolić sobie nawet na krótką rozmowę telefoniczną, wszakże ma dyżur. Odkłada informowanie Maxymiliana. Kiedy schodzi na dół, praktycznie z marszu musi wsiąść do karetki i pędzić do wypadku. Zapowiada się ciężki dzień, ale ona jest w swoim żywiole. Od zawsze pragnęła pomagać ludziom, teraz może to robić.
***
Rozmawia z Lukiem po południu. Jego szef nie jest zachwycony tym, co usłyszał, ale też nie robi mu jakichś mega wyrzutów. Koniec końców dogadują się. Może nie jest do końca tak, jak sobie zaplanował, ale przeżyje to, bo potem zakończy pewien etap.
***
Nie mówi jej o tym. Po prostu idą do klubu jak zwykle. To rutyna. Samanta nie porusza tematu tańca w klubie, on również. Pozostawia sprawy własnemu biegowi. To nie tak, że ona się nie dowie. Oczywiście, że się dowie. 
Jest jak zwykle. Dużo kobiet, które piją dużo drinków. Max standardowo wypija drinka przy barze, show się zaczyna. Sam zastanawia się dlaczego on jest taki milczący, chce zapytać, ale w końcu rezygnuje ponieważ wie, że on i tak jej powie, ale w odpowiednim dla siebie momencie. Nie jest fanką wyciągania na siłę. Jest cierpliwa. W końcu, przed ostatnim tańcem Luke pojawia się na scenie i zapowiada Maxa. Standard. Zaczyna grać muzyka, światła gasną i pojawia się Max. Panie od pierwszego momentu są zachwycone. To nie nowość. Sam zerka kątem oka na pokaz w wykonaniu bruneta, ale musi też obsługiwać. Max porusza się płynnie, taniec ma we krwi, potrafi skupić na sobie uwagę. Sam zza baru, może nie może zobaczyć dokładnie min kobiet znajdujących się w klubie, ich spojrzeń, ale właściwie wie jak wyglądają. Jest pewna, że pożerają bruneta wzrokiem. Nie dziwi im się. Maxymilian jest bez wątpienia bardzo przystojnym mężczyzną. Do tego ma ładnie wyrzeźbione ciało. 
Show się kończy, na sali są owacje i piski i prośby o bis, ale Max jest nieugięty. Nie ma bisów. Nigdy tego nie robi. 
Luke pojawia się na scenie i kilka zdań, które wypowiada zaskakują Samantę. Słucha uważnie przerywając robienie drinka. A kiedy już wszystko wie, czeka na pojawienie się Maxa.
***
-Wiesz, że jestem w tobie zakochana, prawda?- pyta go.
-Tak, wiem. 
-I wiesz jak bardzo podoba mi się pomysł nie tańczenia w klubie?- pyta.
-Wiem. Mnie też się podoba. Nadszedł ten czas.
-A wiesz co sobie myślałam jak tańczyłeś oprócz tego, że świetnie ci idzie?
-Nie wiem, ale zapewne mi powiesz...- uśmiecha się do niej.
-Powiem ci...- pada odpowiedź.- Myślałam sobie, że jesteś mój.- mówi Sam.
-Jestem.- przyznaje.
-Mogą się na ciebie patrzeć, mogą ślinić się na twój widok, ale to jedyne co mogą...- mówi mu.- Nie mogą cię mieć...- mówi pewnie.
-Nie mogą. Ty możesz, zawsze.- zapewnia ją po czym nachyla się i całuje ją.-Nigdy nie kochałem tak jak kocham ciebie. Nigdy z nikim nie czułem się tak bezpiecznie, jak przy tobie. Nigdy nikogo nie pragnąłem tak jak ciebie...- wyznaje.- Może tam być 100 lub 1000 kobiet, mogą się na mnie gapić, palić mnie wzrokiem, mogą się ślinić, ale ja... dla mnie jesteś tam tylko ty. Widzę tylko ciebie. I dziś tańczyłem dla ciebie. I jutro po raz ostatni w klubie zatańczę tylko dla ciebie...
***
Blogger szaleje. Przykro mi, że tak krótko, ale nie dam rady wrzucić więcej, bo dzieją się cuda, w sensie, że blogger nie współpracuje, a nie chcę przeciągać kolejny dzień. Następny będzie dłuższy.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

19.

Maxymilian stoi obok łóżka swojej matki. Chwilę wcześniej dowiedział się od lekarza, że dostała kolejną dawkę leku, więc w najbliższym czasie rozmowa z nią nie będzie możliwa. Chce poznać prawdę, ale rozumie także sytuację. Jadąc do kliniki obwiniał się, iż to może rozmowa z nim mogła ją tak zdenerwować, iż po jego wyjściu dostała wysokiego ciśnienia. Lekarz wyprowadził go z błędu twierdząc, że potem ktoś jeszcze u niej był i to właśnie ta osoba, w pewnym momencie, wezwała lekarza mówiąc, iż Aleksandra źle się poczuła. Przypomina sobie mężczyznę, w którego wpadł. Widział go jedynie kilka sekund, nie pamięta dokładnie jego twarzy, ale zastanawia się kim on był. Skoro odwiedzał jego matkę musi ją znać. Chłopak nachyla się i całuje swoją rodzicielkę w czoło. Po południu ma lot do Londynu. Musi lecieć, ale wie, że to nie ostatnia wizyta w Polsce.
***
Alexandra budzi się. Jest sama. jest rozczarowana, bo miała nadzieję zobaczyć obok swojego łóżka syna. Nie ma go. Jest jej przykro. Miała nadzieję mu wiele wyjaśnić, poprzedniego dnia nie zdążyła, bo wyszedł. Teraz zapewne nie będzie miała okazji. 
Jakieś pół godziny później w jej pokoju pojawia się lekarz.
-Widzę, że się obudziłaś. Jak się czujesz?- pyta.
-Dobrze.- odpowiada.- Czy mój syn był w klinice?- dopytuje.
-Tak. Niestety wtedy spałaś po lekach. Wyjaśnił mi, że musi wracać do Londynu. Zostawił ci numer telefonu i kazał przekazać, że przyleci kiedy tylko będzie mógł. Ale był tutaj...
-Czyli przyszedł...- szepce kobieta.
***
Jest godzina 18:30 kiedy wchodzą do mieszkania. Maxymilian stawia walizki w przedpokoju po czym po prostu obejmuje Samantę, a potem przytula się do niej. Sam obejmując go myśli, że życie jest jednak zakręcone. Wychodzili wszakże z tego mieszkania jako przyjaciele, wrócili... cóż... chyba jako ktoś więcej. Żadne z nich nie użyło jeszcze określenia para, ale jest pewna, że nią właśnie są. Już obydwoje wiedzą co do siebie czują. 
Czuje jak Max splata swoje palce z jej palcami, jak bierze ją za dłoń i niepewnie odrobinę prowadzi ją w stronę swojej sypialni. Przed drzwiami jednak, kiedy on już je otwiera ona zatrzymuje się. Maxymilian spogląda na nią zdezorientowany.
-Dlaczego się zatrzymałaś?- pyta.
-Max...- mówi tylko stojąc przed nim, po czym obejmuje go w pasie  i patrzy mu w oczy. Przez moment nic nie mówi toteż chłopak nie może dłużej czekać na to co nadejdzie.
-Nie chcesz ze mną być?- Rozmyśliłaś się?- wypowiada swoje obawy w formie pytań.
-Nie, Max.- odpowiada i widzi na jego twarzy ulgę.- Chcę cię tylko zapytać czy jesteś pewien?-- pyta patrząc na niego. Max w odpowiedzi przytula ją do siebie twarz chowając w jej włosy.
-Jestem.- mówi dość cicho, ale na tyle głośno, że ona słyszy.
-Bo jeśli nie jesteś...- mówi Samanta.- Jeśli przez to, co się stało w Polsce czujesz się jakoś zobowiązany...- mówi mu, a on odsuwa się odrobinę po to, aby spojrzeć jej w oczy.
-Nie czuję się zobowiązany dlatego, że kochaliśmy się w Polsce. To nie to.- mówi jej.- Naprawdę chcę być z tobą.- wyznaje.- Dość długo zajęło mu przyznanie się samemu przed sobą, że jestem w tobie zakochany. Może dlatego, że nigdy wcześniej nie czułem się w ten sposób.- patrzy jej  w oczy.- Byłem o ciebie zazdrosny, mało mnie nie skręciło, kiedy umówiłaś się z Adrianem. Byłem zazdrosny o barmana w hotelowym barze. I pewnie będę niejednokrotnie o każdego faceta, który spojrzy na ciebie w sposób, w który nie powinien. Wcześniej trzymałem się z daleka, bo nie miałem prawa prosić, abyś nie wyszła z Adrianem. Teraz, chcę byś wychodziła ze mną. Pragnę cię i jestem w tobie zakochany, Sam... Choć powinienem chyba powiedzieć w odwrotnej kolejności, bo możesz pomyśleć, że to pożądanie...
-A to nie jest pożądanie?
-Nie.- zaprzecza.- Ja... Cóż... Byłem z wieloma kobietami w ciągu tych kilku lat. Interesowały mnie, ale fizycznie. Wiesz o tym, bo nie ukrywałem tego. Teraz jest inaczej.- zapewnia ją.- Może źle zaczęliśmy, Od końca. Wiem, ale to po prostu się wydarzyło... Przepraszam...
-Nie przepraszaj...
-Ja nie zapraszam cię tylko do mojej sypialni. Zapraszam cię do mojego życia. Nie wiem jak żyłem zanim cię poznałem. Nie chcę pamiętać.- mówi jej, a ona wie, że jest szczery. Widzi to w jego oczach.- Możemy zrobić to właściwie. Możemy chodzić na randki, na spacery, do kina, na dyskoteki czy gdzie będziesz chciała. Chcę tego z tobą. Nie musisz też sypiać w mojej sypialni, jeśli nie chcesz...- proponuje, ale ona kręci głową.
-Chcę.- mówi pewnie.- Chcę, Maxymilian. Naprawdę chcę.- powtarza.- Tylko, że musisz wiedzieć, że jak już mnie tu zaprosiłeś, to tak szybko się mnie stąd nie pozbędziesz?- pyta.
-Nie mam zamiaru, nawet jak będziesz bardzo chciała.- zapewnia.- Jesteś moja, nie lubię się dzielić.
Samanta całuje go, a on oddaje każdy z pocałunków. Potem dziewczyna odsuwa się odrobinę od niego.
-Mogę cię o coś poprosić?- pyta.
-Tak, dam ci wszystko.- zapewnia.
-Wszystko?
-Tak.- powtarza.
-Możesz dla mnie zatańczyć?- patrzy na niego pytająco.- Później, kiedy się trochę odświeżymy, przebierzemy?
-Zatańczyć?- domyśla się o co jej chodzi, o jaki taniec, ale chce to usłyszeć.
-Tak jak w klubie tylko dla mnie?- pyta.
-Hmm... Muszę się zastanowić, czy cię na to stać?- patrzy na nią pytająco, a ona się śmieje. Max całuje ją w usta.- Jasne, że dla ciebie zatańczę.
***
Prowadzi ją do salonu i prosi, aby usiadła na sofie, co ona robi. Max na moment wychodzi, ale szybko wraca. Muzyka zaczyna rozbrzmiewać, a on zaczyna tańczyć. Wpatruje się w niego, w to, w jaki sposób się porusza. Uśmiecha się do niego. ten taniec w niczym nie przypomina tego z klubu. Nie przypomina, bo Maxymilian jest rozluźniony, jego ruchy nie są wyuczone, automatyczne, jak nie raz podczas występu. tańczy bardziej zmysłowo, bardzo blisko niej. W niektórych momentach się o nią ociera. Kiedy w pewnym momencie zawisa nad nią, ona kładzie swoją dłoń na jego brzuchu.
-Łamiesz zasady.- mówi chłopak upominając ją.- Nie można dotykać striptizera.
-Zasady są właśnie po to, by je łamać.- mruga do niego, chcąc przyciągnąć ją do siebie, ale on się trochę odsuwa. Nadal tańczy, kusi ją. Chwilkę później Max ma na sobie jedynie stringi ( specjalnie je założył), zbliża się do niej. Widzi, że jej oczy błyszczą. Jej dłonie automatycznie lądują na jego ciele. Nachyla się i jednym sprawnym ruchem rozsuwa jej zamek sukienki po czym zsuwa ją z ramiona. Składa ciepły pocałunek na jej ramieniu, po czym ma zamiar się odsunąć, ale ona mu nie pozwala łapiąc za ostatni kawałek materiału, który on ma na sobie.
-Czas się tego pozbyć.- mówi mu wskazując na coś, czego raczej nie można nazwać bielizną. Maxymilian uśmiecha się widząc pożądanie w jej oczach.
-Tego nie praktykujemy w klubie.- mówi jej.
-W domu będziemy praktykować.- stwierdza dziewczyna po czym przyciąga go do pocałunku. 
***
Telefon dzwoni, ale jemu się nie chce wyciągnąć po niego dłoni. Przed kilkoma minutami kochał się z Sam, która teraz leżała obok niego próbując uspokoić oddech. Przekręca się na bok po czym chowa twarz we włosy dziewczyny. Sam ma jednak inne plany. Przesuwa głowę tak aby napotkać jego usta. Całuje go, a on oddaje pocałunki. Obejmuje ją jeszcze ciaśniej. telefon znów zaczyna dzwonić. Musi w końcu odebrać. Muska jej czoło ustami po czym w końcu bierze go do ręki. Zamiara widząc na wyświetlaczu numer kliniki.
-Słucham.- mówi do słuchawki.
-Max...- słyszy cichy głos swojej matki.
-Mamo, wszystko w porządku.- pyta wysuwając się z objęć Sam i siadając na łóżku.
-Tak, w porządku, po prostu chciałam wiedzieć czy bezpiecznie dolecieliście. Tylko tyle?- pyta.-Wiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale...
-To nie tak, że nie chcę. Byłem w klinice, ale spałaś... Przylecę znowu, za kilka dni, mam nadzieję. Wtedy porozmawiamy.- zapewnia.- Jak się czujesz?
-Dobrze.- uspakaja go.- Obiecujesz, że przylecisz?- dopytuje.- Musimy dokończyć naszą rozmowę.- mówi.
-Obiecuję, mamo.
-Wybacz mi, Max... Zawiodłam jako matka, pewnie masz mnie za potwora...
-Nie, nie jesteś potworem.- neguje jej słowa.- Mam żal, że ukryłaś prawdę, również dlatego, iż gdybyś ją wyjawiła może nie oberwałbym od ojca tyle razy, może ten wypadek...- przerywa, bo mimo, iż minęło wiele lat, to on nadal nie może normalnie o tym mówić. To była i jest dla niego trauma.- Mamo, to się stało... Nie cofniemy czasu. Musisz teraz skupić się na sobie, walczyć z chorobą. Porozmawiamy jak przylecę. Postaram się szybko, oki?
-Dobrze, muszę kończyć, bo idzie lekarz. Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
odłożył telefon czując wzrok Samanty na sobie.
-Nie robiłeś jej wyrzutów...- zauważa dziewczyna.
-To nic nie da.- patrzy na swoją kochankę.- Mam do niej wielki żal, nie umiem jej wybaczyć, ale nie chcę, by znów dostała wysokiego ciśnienia. Chcę, aby wyzdrowiała.
-Kochasz ją.- twierdzi Sam.
Maxymilian milczy. Zastanawia się nad słowami jego kobiety. Kobiety, która zmieniła i nadal zmienia jego życie na lepsze, która niejednokrotnie miała rację, teraz też ją ma. Bez wątpienia jego matka zniszczyła mu życie nie mówiąc prawdy, ale ciągle jest jego matką. Przez wiele lat wmawiał sobie, że ją nienawidzi. Przez pewien czas mógł ją nienawidzić, ale teraz musi przyznać sam przd sobą, że czasu nie cofnie, nie naprawi błędów. Może się z tą sytuacją jedynie pogodzić. Przytula się do ciepłego ciała Samanty.
-Tak, pomimo wszystko jest moją matką.- mówi w końcu, a ona się uśmiecha.
***
Wchodzi do kliniki, nie idzie się jednak przebierać tak, jak robi to zwykle, kiedy przychodzi do pracy. Wie, że szefowa kliniki wróciła i zapewne jest u siebie. Jedzie więc na 3 piętro. W momencie, w którym winda się zatrzymuje, drzwi się otwierają więc czeka aż inne osoby wysiądą. Potem wychodzi ona. Kiedy znajduje się pod drzwiami ma ochotę zawrócić, jednak z drugiej strony nie może tego zrobić, ponieważ musi wyjaśnić zaistniałą sytuację. ma czyste sumienie i nie pozwoli aby ktoś ją oczerniał. Więc puka do drzwi, a kiedy słyszy "proszę" bierze głęboki oddech po czym wchodzi do środka. Kobieta o czarnych, krótko ściętych włosach, ubrana w wizytową sukienkę siedzi za biurkiem zawzięcie uderzając palcami w  klawiaturę laptopa. Kiedy Sam zjawia się w pokoju, kobieta na chwilę odrywa wzrok od komputera, spogląda na dziewczynę, po czym wskazuje jej fotel znajdujący się naprzeciwko biurka.
-Dzień dobry.- mówi Samanta.
-Witaj Samanto.- odpowiada szefowa kliniki.- Zaraz będę mogła z tobą porozmawiać, napiszę jeszcze dosłownie dwa zdania. Muszę domówić leki, to bardzo ważne.- tłumaczy, po czym Sam zgadza się. Kobieta wraca do pisania. Ratowniczka czeka cierpliwie na to, aż pani doktor skończy. Kiedy kilka minut później Megan  zamyka laptopa i spogląda na nią, po ciele dziewczyny przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Nie ma pojęcia czego się ma spodziewać, ale z drugiej strony wiedziała, że Megan nie jest wybuchową osobą. 
-Powiedz mi proszę Samanto w jakiej sprawie przyszłaś?- pyta pani doktor.
-Tak. Zapewne pani wie, że zostałam posądzona o kradzież leków z pokoju lekarzy.- mówi krótko.
-Wiem, zostałam poinformowana o tej sprawie.- przyznaje kobieta.
-Przyszłam aby z panią porozmawiać i zapewnić, że nie mam z tym nic wspólnego. Nie wzięłam żadnych leków, nigdy mi to nawet przez myśl nie przeszło. Nie potrzebuję ani leków, pieniędzy wystarcza mi na życie więc nie miałabym żadnego celu zabierając te lekarstwa.- tłumaczy.- Wiem, że nie wygląda to dobrze, ponieważ jedna z pielęgniarek powiedziała, iż wychodziłam z pokoju lekarzy. Oczywiście przyznaję, że tam byłam, zanosiłam dokumentację, którą zostawiłam na biurku. Jednak wyszłam bez leków.- zapewnia.
-Czyli ta pielęgniarka kłamie?- pyta wprost szefowa.
-Nie kłamie w kwestii tego, iż mnie widziała wychodzącą z pokoju lekarzy. Jednak po mnie mógł wejść tam ktoś inny. Naprawdę nie mam z tym nic wspólnego i bardzo mi przykro, że ktoś mnie oskarżył na podstawie tego, że byłam w tym pokoju, z którego zginęły leki. Niejednokrotnie tam była, zresztą jak inni ratownicy medyczni. Nigdy nic nie zginęło. Nie wiem co mam jeszcze zrobić, żeby udowodnić swoją niewinność.- mówi już dość cicho, ponieważ czuje, że zaraz załamie jej się głos, a naprawdę nie chce płakać. Megan spogląda na nią i przez chwilę nic nie mówi. W końcu jednak wyraża swoje zdanie na ten temat.
-Na razie nikt ci Samanto nie udowodnił, że zabrałaś leki, to są zwykłe pomówienia. Jednak ja tę sprawę wyjaśnię, sprawca zostanie pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Miałam to zrobić od razu, ale mam zaległą pracę więc musiałam najpierw wysłać pewne dokumenty. - tłumaczy przełożona.- jeśli masz czyste sumienie to nie powinnaś się przejmować.- dodaje.
-Niestety nie jestem osobą, która potrafi tak podejść do takich poważnych spraw.- odzywa się ratowniczka.- Poza tym, jeśli mogę oczywiście zapytać, to jak pani wyjaśni tę sprawę?- dopytuje.
-Widzisz mam sposób.- uśmiecha się Megan.- A ty weź sobie jeszcze dzień wolnego jeśli potrzebujesz. Widzę, że dobrze ci to zrobi.- mówi Meg.
-Dziękuję. To dobry pomysł.
-I głowa do góry. Sprawa zostanie wyjaśniona. Obiecuję. Poza tym ja nigdy nie kieruję się pomówieniami, tego możesz być pewna.- tłumaczy kobieta.
Sam wychodzi z gabinetu przełożonej. Na zewnątrz zauważa Maxymiliana. Jest zaskoczona, ale się cieszy. Wyciera samotną łzę, która akurat w tym momencie spływa po jej policzku. Max zauważa, oczywiście, że zauważa. Więc po prostu przytula ją  do siebie. za moment z gabinetu wychodzi Megan. zauważa ich. Ma zamiar ich minąć, jednak Maxymilian zatrzymuje ją.
-Przepraszam panią.- zatrzymuje ją.
-Słucham pana.- spogląda na niego.
-Proszę, czy może mi pani powiedzieć kiedy wyjaśni się sprawa, a którą została wmieszana Sam?- pyta.
-Max...- protestuje Samanta.
-Może powie mi pani, że to nie moja sprawa, ale nie mogę patrzeć spokojnie na to, że ktoś bez dowodów oskarża uczciwą osobę na podstawie wypowiedzi pielęgniarki. To niesprawiedliwe...
-Kim pan jest?- pyta szefowa kliniki.
-Jestem partnerem Samanty.- odpowiada.
-Czy my się gdzieś nie spotkaliśmy?- dopytuje.- Pana twarz wydaje mi się znajoma.- zmienia temat.
-Tak, pod kwiaciarnią prawdopodobnie.- odpowiada.
-No tak, ma pan rację. Pamiętam.- przypomina sobie.- Co do tej sprawy... Trafne spostrzeżenia, na pewno to wyjaśnię. Mogę obiecać, że nigdy nie kieruję się pomówieniami i zdaniem jednej osoby. Zagadka niebawem zostanie rozwiązana, nie oskarżam Samanty i jej to powiedziałam. Nikt nie złapał nikogo na gorącym uczynku, nikt nie ma prawa oskarżać innych osób bez dowodów. Niestety niektórzy ludzie lubią stawiać osądy od razu...- wzdycha.- Samanto nie martw się. Wszystko się wyjaśni.- zapewnia.- I powiem ci, że dobrze mieć przy sobie takiego anioła stróża.- uśmiecha się spoglądając na mężczyznę stojącego obok jej podwładnej. Maxymilian na te słowa również się uśmiecha.
***