-Jedziemy do hotelu?- pyta, a on odpowiada kiwając twierdząco głową. Wychodzą w milczeniu, biorą taksówkę i po 20 minutach są już w hotelu. Kiedy tylko wchodzą do swojego pokoju hotelowego, mężczyzna rozpina sweter, ściąga go i rzuca na sofę. Siada, a ona siada na ławie przed nim. Nachyla się, bierze jego twarz w swoje dłonie i całuje delikatnie w usta. Maxymilian obejmuje ją, przyciągaąc do siebie tak, że Sam siada mu na kolanach. Przytula się do niej mocno. Trzyma się jej tak kurczowo, że dziewczyna zastanawia się co stało się podczas rozmowy matki z synem. Wszakże widywała go już w różnych momentach, w różnym stanie, jednak w tym momencie naprawdę się martwi. Maxymilian jest totalnie rozbity. Wie, że musiał usłyszeć coś, co doprowadziło go do tego. Mężczyzna milczy, a ona tuli go gładząc jego plecy. To go trochę uspakaja.
-Powiesz mi co się stało?- pyta w końcu Samanta po długim milczeniu. Musi wiedzieć, bo chce mu pomóc, ale niewiedza sprawia, iż nie ma pojęcia jak ma to zrobić. Wolałaby wiedzieć.
-Sam...- wzdycha chłopak.-Ja...- odsuwa się od niej odrobinę, tylko tyle, aby móc spojrzeć jej w twarz.-Muszę się napić.- te słowa utwierdzają ją w przekonaniu, że musi być źle. Nie chce aby szedł na dół, nie chce by pił. Kręci przecząco głową, chcąc odwieźć go od tego pomysłu. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, że on zrobi i tak, tak jak zechce. Jest dorosły, nie może przecież mu niczego zabronić.- Muszę się napić...- powtarza.- Przepraszam.- mówi delikatnie ściągając ją ze swoich kolan i wstając.- Idziesz ze mną na drinka?- pyta.
-Nie, Max.- pada odpowiedź.- Zostanę w pokoju. Nie chcę patrzeć jak się upijasz.- mówi mu mając ciągle nadzieję, że odwiedzie go od zamiaru pójścia do baru.
-Nie upiję się, ale naprawdę muszę się napić.- mówi jej.- Jeśli nie masz ochoty ze mną iść, to w porządku.- patrzy na nią.- Zejdę na chwilę na dół.- mówi.
-Dobrze.- wzdycha.
Maxymilian wychodzi, a ona postanawia wziąć długą, relaksującą kąpiel więc napuszcza wodę do wanny. Chwilę później siedząc w ciepłej wodzie rozmyśla o tym, co zaszło między nią i Maxem. Jest szczęśliwa, że doszło do zbliżenia, jak również cieszy się z tego, że opowiedział jej co wydarzyło się w jego życiu. Jak na takie przeżycia jest poukładanym facetem. Podziwia go za to, że się nie stoczył, że nie został jakimś menelem. Może i pracuje jako striptizer, nie chce budować stałych związków z kobietami, ale teraz już wie skąd bierze się jego strach i lęk przed tym. Po 30 minutach opuszcza wannę, wyciera się po czym zaczyna wsmarowywać w swoje ciało pachnący balsam. Bruneta nie ma. Kiedy kończy, rozczesuje włosy i postanawia je wysuszyć. Stoi w łazience patrząc w lustro. Gdy i tę czynność kończy nakłada na twarz krem, a gdy tylko on się wchłania, nakłada na twarz odrobinę podkładu, podkreśla oczy kredką i tuszuje rzęsy. Ma zamiar zejść do baru. Ubiera popielatą sukienkę z cienkiej dzianiny i buty obcasie. Na ramiona narzuca sweterek.
Kiedy jest już na dole, w drink- barze zauważa Maxymiliana siedzącego na jednym z wysokich krzeseł. Obok niego siedzi długonoga blondynka. Rozmawiają, a dziewczyna uśmiecha się do mężczyzny zalotnie. Sam czuje ukłucie zazdrości. W pierwszym momencie ma ochotę wyjść, zostawić ich samych, ale w końcu tego nie robi. Nie chce kusić losu. Podchodzi więc do baru, siada obok Maxymiliana.
-Widzę, że szybko znalazłeś sobie towarzystwo.- mówi cicho, ale on na nią spogląda więc jest pewna, że usłyszał. Uśmiecha się do niej, a ona już wie, że sporo wypił. Zna jego miny, kiedy jest wstawiony.
-Jednak przyszłaś.- stwierdza.
-Miałam nadzieję, że zabiorę cię na górę.- odpowiada.- Coś mi obiecałeś, pamiętasz?- przypomina mu.
-Sam, wyluzuj. Nie jestem pijany.- zapewnia.- Rozmawiamy sobie miło z Dagą. Poznajcie się dziewczyny.- przedstawia ich sobie.
-Miło mi.-uśmiecha się blondynka.
-Mnie również.- odpowiada brunetka.- Maxymilian proszę cię, masz już dość. Chodź ze mną na górę.- prosi go spoglądając na niego.
-Nigdzie nie idę.- mówi chłopak stanowczo.
-Dobrze, jak chcesz.- mówi po czym spogląda na barmana.- W sumie po co się martwię, jesteś dorosły.- komentuje.- Co pan poleca?- pyta barmana uśmiechając się.
-Zależy jakie alkohole pani preferuje.- odpowiada chłopak. Jest może w wieku Maxymiliana.
-Mam ochotę na dobrego, kolorowego drinka. Zdaję się na pana.- mówi. Chwilkę później barman podaje Samancie drinka, a ona smakuje. Uśmiecha się.
-Przepyszny, tego właśnie mi było trzeba. Dziękuję.
-Cieszę się, że trafiłem w pani gust. Polecam się na przyszłość.- uśmiecha się do dziewczyny, a ona odpowiada uśmiechem. Maxymilian zamawia kolejną szklaneczkę whisky. Sam spogląda na niego, kiedy pije, ale nie komentuje jego poczynań. Za to rozmawia z barmanem, który jak się okazuje jest całkiem miłym facetem. Ich rozmowę przerywa Maxymilian, który wstaje z krzesełka i staje obok Samanty.
-Czy możemy pójść do pokoju?- pyta jej, a ona spogląda na niego.
-Jeśli chcesz iść to po prostu idź.- odpowiada.
-Sam...
-Nie, Max.- odpowiada. Maxymilian chwyta jej dłoń.
-Proszę cię. Przepraszam.- mówi patrząc jej w oczy.
-Jesteś wstawiony.- zauważa.- Obiecałeś mi...
-Wiesz dlaczego piję...- mówi.
-Nie mam pojęcia. Nic mi nie powiedziałeś.
-Powiem ci wszystko... Proszę, chodźmy na górę.- prosi ją.-Nie chcę tu być, nie chcę być sam, nie mogę być sam, bo tego nie zniosę...-marudzi.
-Dobrze, w porządku.- przytakuje. Ma zamiar zapłacić za drinka, ale robi to Maxymilian, po czym zaborczo obejmuje ją w pasie i tak idą w stronę wind. Chwileczkę później są w pokoju. Siedzą na hotelowym łóżku.
- Powiesz mi w końcu?- pyta dziewczyna.
-Nie uwierzysz...
***
Siedzi na tarasie swojego domu z zamkniętymi oczyma i wsłuchuje się w szum deszczu. Jest pochmurny ranek, z nieba krople deszczu jedna po drugiej spadają na ziemię. Pogoda jest adekwatna do jego nastroju. Od poprzedniego dnia ma jedną myśl/ Wrócił w nocy z Warszawy, ale nie od razu pojechał do domu. Po drodze wstąpił bowiem do swojego ulubionego pubu i wypił więcej niż zawsze. Musiał odreagować. W momencie, w którym wrócił do domu, Megan widząc go w stanie, w jakim widziała go zaledwie kilka razy w życiu, już wiedziała, że coś musiało go do tego popchnąć. Nie pytała wtedy, ponieważ uznała, iż w tej sytuacji to bez sensu.Zaprowadziła go tylko do pokoju, rozebrała, a następnie położyła spać. Spogląda na zegarek- wskazuje on godzinę 6:02 rano. Nie śpi już od godz.- 4:00 i od tej godziny siedzi na tarasie okryty kocem. Im dłużej myśli, tym bardziej wydaje mu się, iż to wszystko to jeden wielki sen. Nie ma pojęcia jak na te newsy zareaguje jego żona. On sam jest w szoku.
Kiedy po chwili słyszy kroki, wie, iż to ten moment. Wie, że za chwilę Megan usiądzie na leżaku obok, spojrzy na niego a on powie jej prawdę. Zawsze tak robi. Kiedyś wszakże obiecali sobie, że nie będzie między nimi tajemnic. Realizują tę zasadę z powodzeniem przez wszystkie lata ich małżeństwa. Nie zamierza tego zmieniać. Dzieje się tak jak myśli. Jego żona się pojawia, siada obok, najpierw jednak całuje go w usta, więc wie, iż nie jest zła za to, w jakim stanie dotarł do domu.
-Cześć kochanie. Nie możesz spać?- pyta.
-Nie mogę.- odpowiada. -Nie chciałem cię budzić krzątając się po domu bezsensownie więc wyszedłem na świeże powietrze.- patrzy na nią.- jedziesz do kliniki?- pyta.
-Potrzebujesz mnie?- odpowiada pytaniem na pytanie.- Jeśli chcesz, abym została w domu, z tobą, to zostanę.- mówi mu przyglądając mu się badawczo. Podświadomie zna odpowiedź na swoje pytanie, ale chce ją usłyszeć z ust męża.
-Zostań, proszę.- Michael odpowiada szeptem spoglądając na nią. Chwyta jej dłoń.- Bardzo cię potrzebuję.- wyznaje.
***
Maxymilian odkręca nakrętkę i nachyla butelkę,a strumień wody zaczyna wlewać mu się do gardła. Ma kaca, ale nie to jest problemem, ale jedna i ta sama myśl nurtująca go od momentu, w którym zrozumiał, że zbyt szybko wyszedł od matki. Nie dowiedział się wszakże najważniejszej rzeczy- kim był, albo raczej jest jego ojciec? Niestety w momencie, w którym przekazała mu wiadomość, iż rzez wiele lat miał za ojca, kogoś kto nim nie był, był w takim szoku, że nie pomyślał o tym, aby zapytać.
Sam poprzedniej nocy stanęła na wysokości zadania, wysłuchała go uważnie, a potem próbowała uspokoić, gdy emocje wzięły górę i rozpłakał się jak mały chłopiec obwiniając matkę i jego o całe zło świata. Miała do tego chłodne, trzeźwe podejście. Sprawiła, że dotarło do niego, a może nadal dociera, iż jego biologiczny ojciec najprawdopodobniej nie ma o nim pojęcia. Teraz ona śpi, a on bije się z myślami. Jest 7:04, kiedy dzwoni jego telefon. Odbiera pośpiesznie, by dzwonek nie obudził Samanty.
-Słucham.- mówi.
-Rozmawiam z panem Maxymilianem Roznerem?
-Tak.
-Dzwonię z kliniki. Pana mama miała duże problemy z ciśnieniem. Teraz sytuacja trochę się ustabilizowała, jednak lekarz chciałby z panem porozmawiać. Może pan przyjechać za godzinę?- pada pytanie.
-Tak,oczywiście.-odpowiada.- Co z moją mamą? Będę mógł ją zobaczyć?- zadaje pytanie za pytaniem.
-Dostała silne leki, do tego uspakajające. Na razie będzie spała. Jednak oczywiście będzie mógł pan ją odwiedzić.- zapewnia kobieta.
-Rozumiem. Przyjadę za godzinę. Dziękuję za informacje.
Sam idzie w jego stronę i szybko zauważa grymas bólu na jego twarzy, kiedy odkłada komórkę na stoliku. Max spogląda na nią.
-Nie chciałem cię obudzić. Przepraszam.- rozkłada ramiona, a ona siada mu na kolanach przytulając się do niego.
-Nie obudziłeś.- zapewnia.- Telefon z kliniki?- pyta, a on przytakuje ruchem głowy.- Coś z twoją mamą?- dopytuje.
-Tak, miała problem z ciśnieniem. Już jest dobrze, ale lekarz chce ze mną porozmawiać. Muszę się ubrać i pojechać, bo przecież później mamy lot powrotny. - odpowiada.- Ty zostań, zjedz śniadanie na dole.- całuje ją w czoło.- Mam nadzieję, że ten barman już zszedł ze swojej zmiany.- mruczy cicho. Sam uśmiecha się po czym prostuje się i patrzy na niego rozbawiona.
-Byłeś zazdrosny?- dopytuje.
- Bardzo.- przyznaje chłopak. Widzi, że dziewczyna chce coś powiedzieć, ale zamyka jej usta pocałunkiem.- Dziękuję.- patrzy jej w oczy.
- Za co mi dziękujesz?- pyta.
-Za to, że jesteś.- odpowiada poważnie.
- I będę.- zapewnia go.- Nie mogę uwierzyć, że byłeś zazdrosny o bar...- nie kończy, bo słowa Maxa jej przerywają.
-Kocham cię.- Max wypowiada je prawie szeptem, ale ona słyszy. Jest zaskoczona i nie może do końca uwierzyć, czy na pewno to powiedział. Nie spodziewała się w żadnym wypadku takiego wyznania. To znaczy chciała, aby ten moment nastąpił, ale była pewna, że sporo czasu upłynie zanim to się stało. A jednak się myliła.
-Czy ty właśnie, przed momentem powiedziałeś...?
-Tak.- przyznaje znów jej przerywając, a potem czuje jego usta na swoich. Odwzajemnia czułość.
Gdy jakieś 15 minut później Maxymilian ma zamiar wyjść z pokoju, ona zatrzymuje go przed drzwiami, przyciąga do siebie chwytając za jego dłoń po czym składa na jego ustach pocałunek.
-Ja też cię kocham, Max.- mówi mu, a on się uśmiecha. Jego oczy błyszczą kiedy przybliża się i znów się całują. Potem całuje ją jeszcze w policzek i wychodzi.
***
Spogląda na zdenerwowanego Michaela przemierzającego ich sypialnię w tę i z powrotem. Odkąd usłyszała z jego ust tę historię, nie może w to uwierzyć. Z drugiej jednak strony zdaje sobie sprawę, że Aleksandra nie ma powodu, aby kłamać. Nie tym razem. Nic w ten sposób nie osiągnie, nie w tej sytuacji. Jest pewna, iż może czując, że walczy ze śmiertelną chorobą pragnie uporządkować pewne sprawy, które zdecydowanie powinna wyjaśnić dużo wcześniej. Wtedy nie miała odwagi, teraz nie ma wyboru.
Wstaje, pochodzi do męża, niejako zmuszając go do przerwania spaceru po pokoju. Chwyta obydwie jego dłonie, a potem spogląda mu w twarz. Michael patrzy w jej oczy i wie, że po raz kolejny może liczyć na jej wsparcie. Przecież zawsze jest przy nim.
-Proszę, musisz się uspokoić.- mówi mu, ale wie, że to nie jest takie proste jak się wydaje.- Chodzenie w kółko nic nie da.- tłumaczy.-To dobrze, że masz syna.- mówi w końcu.
-Słucham?- pyta patrząc na żonę.
- To dobrze, że masz syna.- powtarza Megan.-Przecież żałowaliśmy obydwoje, że nie zdecydowaliśmy się na drugie dziecko.- przypomina mu.- Masz syna, kochanie.- powtarza uśmiechając się.
-Dorosłego...- mówi jej mąż.
-Dorosły czy nie, ale masz dziecko, skarbie.- przytula go.
-Tak, ale to boli. Boli, że nie wiedziałem, nie mogłem przy nim być, wychowywać go, patrzeć jak dorasta. - mówi z żalem mężczyzna.- Nie rozumiem też motywów postępowania Aleksandry. Na początku nie wiedziała, że to jest jednak moje dziecko, ale w momencie, kiedy okazało się, że nie jest jej męża, mogła coś zrobić...- ma pretensje, słusznie zresztą. Każdy w takiej sytuacji by miał.
-Być może nie chciała burzyć świata, w którym się wychowywał.- próbuje wytłumaczyć Olę, Megan.- Zrozum ją, on znał tylko jednego ojca. To na pewno nie takie proste nagle powiedzieć dziecku, że świat, w którym się wychowywał, jest fikcją.- próbuje ją usprawiedliwiać, choć wie, że ona nie mogłaby postąpić w ten sposób.
Siadają. Megan dużo z nim rozmawia, do momentu, w którym jego złość, negatywne emocje skierowane w stronę Aleksandry nieco opadają. Michael przytula ją, jakby chciał jej podziękować za trzeźwość myślenia, on bowiem nie jest w stanie podejść do tego z dystansem. Jeszcze nie teraz. Po dłuższej chwili milczenia jego żona się odzywa.
-Teraz musisz go poznać.- spogląda na niego.
-Zapytałem kim jest. Miałem nadzieję, że mi powie i pewnie by powiedziała, ale źle się poczuła. Nagle. Skoczyło jej ciśnienie, musiałem wyjść, dałem jej spokój. - mówi zrezygnowany.
-Ciekawe jaki jest?- zastanawia się Meg głośno.- Czy jest podobny do niej czy raczej do ciebie? I czy wie?- mówi, a jedna myśl w tym czasie pojawia się w głowie mężczyzny.
-Zaraz, zaraz... Chwileczkę...- mówi Michael.
-Co?
-Ola mówiła, że powiedziała mu prawdę.- patrzy na nią.- Wywnioskowałem, że był w szpitalu.- przypomina sobie.- I wiesz co?- zastanawia się przez moment przywołując w myślach dokładnie tamto zdarzenie, o którym myśli.- Jak miałem zamiar do niej wejść, wpadł na mnie młodzieniec. Prawie wybiegł z jej pokoju...- milczy przez moment po czym patrzy na swoją żonę.- Co jeśli to był on?- pyta.- To mógł być on!- mówi stanowczo.- nie był na pewno lekarzem, nie miał fartucha.- patrzy jej w oczy.- Meg, to mógł być on! Boże to mógł być mój syn!!!
***
Podoba się?
-Ja też cię kocham, Max.- mówi mu, a on się uśmiecha. Jego oczy błyszczą kiedy przybliża się i znów się całują. Potem całuje ją jeszcze w policzek i wychodzi.
***
Spogląda na zdenerwowanego Michaela przemierzającego ich sypialnię w tę i z powrotem. Odkąd usłyszała z jego ust tę historię, nie może w to uwierzyć. Z drugiej jednak strony zdaje sobie sprawę, że Aleksandra nie ma powodu, aby kłamać. Nie tym razem. Nic w ten sposób nie osiągnie, nie w tej sytuacji. Jest pewna, iż może czując, że walczy ze śmiertelną chorobą pragnie uporządkować pewne sprawy, które zdecydowanie powinna wyjaśnić dużo wcześniej. Wtedy nie miała odwagi, teraz nie ma wyboru.
Wstaje, pochodzi do męża, niejako zmuszając go do przerwania spaceru po pokoju. Chwyta obydwie jego dłonie, a potem spogląda mu w twarz. Michael patrzy w jej oczy i wie, że po raz kolejny może liczyć na jej wsparcie. Przecież zawsze jest przy nim.
-Proszę, musisz się uspokoić.- mówi mu, ale wie, że to nie jest takie proste jak się wydaje.- Chodzenie w kółko nic nie da.- tłumaczy.-To dobrze, że masz syna.- mówi w końcu.
-Słucham?- pyta patrząc na żonę.
- To dobrze, że masz syna.- powtarza Megan.-Przecież żałowaliśmy obydwoje, że nie zdecydowaliśmy się na drugie dziecko.- przypomina mu.- Masz syna, kochanie.- powtarza uśmiechając się.
-Dorosłego...- mówi jej mąż.
-Dorosły czy nie, ale masz dziecko, skarbie.- przytula go.
-Tak, ale to boli. Boli, że nie wiedziałem, nie mogłem przy nim być, wychowywać go, patrzeć jak dorasta. - mówi z żalem mężczyzna.- Nie rozumiem też motywów postępowania Aleksandry. Na początku nie wiedziała, że to jest jednak moje dziecko, ale w momencie, kiedy okazało się, że nie jest jej męża, mogła coś zrobić...- ma pretensje, słusznie zresztą. Każdy w takiej sytuacji by miał.
-Być może nie chciała burzyć świata, w którym się wychowywał.- próbuje wytłumaczyć Olę, Megan.- Zrozum ją, on znał tylko jednego ojca. To na pewno nie takie proste nagle powiedzieć dziecku, że świat, w którym się wychowywał, jest fikcją.- próbuje ją usprawiedliwiać, choć wie, że ona nie mogłaby postąpić w ten sposób.
Siadają. Megan dużo z nim rozmawia, do momentu, w którym jego złość, negatywne emocje skierowane w stronę Aleksandry nieco opadają. Michael przytula ją, jakby chciał jej podziękować za trzeźwość myślenia, on bowiem nie jest w stanie podejść do tego z dystansem. Jeszcze nie teraz. Po dłuższej chwili milczenia jego żona się odzywa.
-Teraz musisz go poznać.- spogląda na niego.
-Zapytałem kim jest. Miałem nadzieję, że mi powie i pewnie by powiedziała, ale źle się poczuła. Nagle. Skoczyło jej ciśnienie, musiałem wyjść, dałem jej spokój. - mówi zrezygnowany.
-Ciekawe jaki jest?- zastanawia się Meg głośno.- Czy jest podobny do niej czy raczej do ciebie? I czy wie?- mówi, a jedna myśl w tym czasie pojawia się w głowie mężczyzny.
-Zaraz, zaraz... Chwileczkę...- mówi Michael.
-Co?
-Ola mówiła, że powiedziała mu prawdę.- patrzy na nią.- Wywnioskowałem, że był w szpitalu.- przypomina sobie.- I wiesz co?- zastanawia się przez moment przywołując w myślach dokładnie tamto zdarzenie, o którym myśli.- Jak miałem zamiar do niej wejść, wpadł na mnie młodzieniec. Prawie wybiegł z jej pokoju...- milczy przez moment po czym patrzy na swoją żonę.- Co jeśli to był on?- pyta.- To mógł być on!- mówi stanowczo.- nie był na pewno lekarzem, nie miał fartucha.- patrzy jej w oczy.- Meg, to mógł być on! Boże to mógł być mój syn!!!
***
Podoba się?
Ahhh ten zazdrośnik! Jest 2:35, nie mogę zasnąć i myślę sobie, że wejdę na the secrets, może jak raz mi się poszczęści i coś wrzuciłaś i jest! I Jennnyyy.... Czy ja już mówiłam, że Cię uwielbiam? Że KOCHAM to opowiadanie. Że jest Fantastyczne. Jedyne w swoim rodzaju. Że kocham to w jaki sposób wplatasz emocje w każde zdanie? Bo naprawdę tak jest. A ja jestem twoją największą fanką. Naprawdę niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. Trzymaj się ciepło! :* ~footballove
OdpowiedzUsuń