Megan spogląda na męża. Nie wie co zrobi. Widzi jego dezorientację i zaskoczenie. Tak, ta sytuacja jest zaskoczeniem. Może dać sobie rękę uciąć, że on też nie wie jak wybrnąć z obecnej sytuacji. Przecież nie może powiedzieć ot tak sobie dwudziesto- paroletniemu chłopakowi, że najprawdopodobniej jest jego ojcem. Tym bardziej w tej sytuacji. W końcu słyszy słowa Michaela.
-Znamy się wiele lat, ale ponad dwadzieścia się nie widzieliśmy.- mówi starając się, aby jego ton głosu był stabilny, choć jego żona domyśla się, że w środku jest roztrzęsiony. Niecodziennie bowiem człowiek znajduje się w podobnych sytuacjach.- Niedawno spotkałem Alexandrę w klinice, kiedy byłem w Warszawie. Tak dowiedziałem się, że jest chora…- twierdzi mężczyzna.- Nie miałem pojęcia, że również przez przypadek poznam jej syna. Wcześniej w ogóle nie wiedziałem, że ma dzieci...
-Zrozumiałe, skoro nie widzieliście się dwadzieścia lat.
-Ale miło mi cię poznać.- mówi wyciągając dłoń do chłopaka.- Michael.
Maxymilian odwzajemnia gest, podając mu swoją dłoń.
-Maxymilian.- przedstawia się. Megan obserwuje ten moment i nie może uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Los jednak lubi zaskakiwać.
-Zrozumiałe, skoro nie widzieliście się dwadzieścia lat.
-Ale miło mi cię poznać.- mówi wyciągając dłoń do chłopaka.- Michael.
Maxymilian odwzajemnia gest, podając mu swoją dłoń.
-Maxymilian.- przedstawia się. Megan obserwuje ten moment i nie może uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Los jednak lubi zaskakiwać.
***
Mężczyzna i kobieta opuszczają klinikę w milczeniu. Michał obejmuje żonę ramieniem. Tak idą na parking. W samochodzie również nie wypowiadają ani jednego słowa. Obydwoje milczą. Zastanawiają się. Megan odzywa się dopiero w domu. Widzi bowiem jaki jej mąż jest poruszony całą sytuacją. Do tej pory dała mu czas, aby ochłonął, jednak teraz już nie może milczeć.
-Jest do ciebie podobny.- twierdzi patrząc na swoją drugą połowę. Michael jest cichy. Za cichy.
-Nie zauważyłem… Byłem w takim szoku, że …- odzywa się mężczyzna. Nie ma pojęcia co ma zrobić, co ma powiedzieć. Chyba jeszcze jest w szoku z powodu tego, co się stało. Szedł tam, aby zabrać żonę do domu. Zwyczajna sytuacja. A spotkało go takie coś.
-Wiem.- mówi Meg.- Ale widzisz Michał…- zwraca się do niego, przerywa na moment, aby właściwie dobrać słowa.- Alexandra zataiła prawdę, a ty i tak go spotkałeś już wcześniej. Teraz też poznałeś go przypadkiem.- mówi.- Musieliście się spotkać. Bóg tak chciał…- twierdzi z przekonaniem.- Tak widać miało być, kochanie.
-Szkoda, że nie wcześniej.- wzdycha mężczyzna z rezygnacją w głosie.- Teraz jest dorosły.- spogląda na żonę.- Jest dorosłym mężczyzną. Nie potrzebuje ojca tak jak wcześniej.- mówi.- Jest mi przykro , jestem zły, że ona...- przerywa na moment, bo brakuje mu słów.- Ona... odebrała mi możliwość wychowywania własnego dziecka.- dodaje z goryczą. Tak, jest smutny i jest mu przykro i jest wściekły na Aleksandrę. Ominęło go tak wiele. Megan podchodzi do niego, staje przed nim i patrzy mu w oczy. Widzi ile w nich żalu i bólu, ale widzi też w nich ten błysk, który tak bardzo kocha.
-Michael, każdy potrzebuje bliskich. On też, choć wydaje się takim ułożonym i niezależnym młodzieńcem.- zwraca się do niego.- Widziałeś jak patrzył na Sam? On naprawdę ją kocha … Ma jej miłość, ale jestem pewna, że jeśli się dowie, nie odrzuci również twojej...- zapewnia go. Jest tego pewna.
-Powiedz mi co mam teraz zrobić?- spogląda na swoją żonę.- Mam tyle lat, wiele przeżyłem, ale takiego czegoś nigdy. Czuję się jak w jakimś filmie, bo takie historie nie zdarzają się codziennie…- dodaje.- Proszę, powiedz mi co ja mam zrobić?- ponawia pytanie. Meg przytula się do niego, a on obejmuje ją ciasno ramionami. Michael rzadko czuje się bezsilny, ale ona wie, że to jedna z tych chwil.
***
Praktycznie wygonił ją do domu. Upierała się, że z nim zostanie, ale nie pozwolił jej twierdząc, że nic mu nie jest i nie ma sensu, by ona siedziała z nim. Rozkazał, by poszła do domu przespać się. Tak zrobiła. Następnego dnia rano jedzie do kliniki licząc, że Maxa wypuszczą. Zabrała mu rzeczy, by miał się w co przebrać. Pielęgniarka, która pyta jednak nic nie wie o wypisie toteż Samanta kieruje się do gabinetu szefowej. Drzwi są uchylone. Puka cicho, wydaje jej się, że słyszy zaproszenie. Otwiera drzwi i przez przypadek do jej uszu docierają słowa wypowiedziane przez męża Megan.
-Mam wejść do jego pokoju, uśmiechnąć się i powiedzieć – Twoja matka była moją narzeczoną, zdradziła mnie, a kiedy odchodziła do innego nie miała pojęcia , że jest w ciąży. Dowiedziałem się o tobie niedawno?- pyta patrząc na żonę, a ona zauważa ratowniczkę, która w staje w drzwiach. Jest pewna, iż dziewczyna słyszała wypowiedź Michaela. Jej mina mówi również, iż domyśliła się o kim mówią.
Michael odwraca się i zauważa dziewczynę.
-Ja bardzo przepraszam.- mówi Sam.
-Sam...
-Ja bardzo przepraszam.- mówi Sam.
-Sam...
-Przepraszam. Pukałam…- tłumaczy.- Wydawało mi się, iż usłyszałam proszę więc otworzyłam drzwi. Przepraszam...- powtarza, po czym wycofuje się i chce wyjść. Jest zaskoczona, nie ma pojęcia czy to co myśli jest prawdą. Nagle nie ma pojęcia po co tu przyszła. Megan zatrzymuje ją chwytając za ramię. Zaprasza ją do środka, po czym zamyka drzwi.
-Słyszałaś co mówił Michael prawda? - pyta pracownicy.
-Niechcący.- pada odpowiedź.- Przepraszam.
-Przyszłaś zapytać o swojego partnera?- pyta Megan.
- Miałam zapytać o wypis.- odpowiada.
-Przyszłaś zapytać o swojego partnera?- pyta Megan.
- Miałam zapytać o wypis.- odpowiada.
-Tak, nie poinformowałam jeszcze personelu, ale twój partner opuści dzisiaj szpital. Wszystko jest w porządku. Byłam u niego, ale spał jeszcze więc nawet on nie wie czy wyjdzie.- odpowiada przełożona.- Samantho… Muszę ci coś powiedzieć, choć domyślam się, iż wiesz co to będzie.
-Słucham.- spogląda na Megan. Michael podchodzi do nich bliżej.-Maxymilian jest synem mojego męża.- oznajmia spokojnym tonem. Wiem, że to dziwna sytuacja, że możesz nie dowierzać w to, co słyszysz, ale to prawda.- dziewczyna patrzy na nich i nic nie mówi.
-Aleksandra, mama Maxymiliana była moją narzeczoną. Do ślubu nie doszło, to długa historia. Tak, jak powiedziałem wczoraj, nie widzieliśmy się ponad 20 lat, dopiero niedawno wyjawiła mi swoją tajemnicę, o której nie miałem pojęcia. Byłem wstrząśnięty. W szpitalu, w Warszawie, w którymś momencie wpadłem na chłopaka wychodzącego z jej pokoju. Właściwie z niego wybiegł. To były sekundy, ale to był Maxymilian. A to, że wczoraj go poznałem to był czysty przypadek, albo zrządzenie losu...-opowiada Michael.
-Słucham.- spogląda na Megan. Michael podchodzi do nich bliżej.-Maxymilian jest synem mojego męża.- oznajmia spokojnym tonem. Wiem, że to dziwna sytuacja, że możesz nie dowierzać w to, co słyszysz, ale to prawda.- dziewczyna patrzy na nich i nic nie mówi.
-Aleksandra, mama Maxymiliana była moją narzeczoną. Do ślubu nie doszło, to długa historia. Tak, jak powiedziałem wczoraj, nie widzieliśmy się ponad 20 lat, dopiero niedawno wyjawiła mi swoją tajemnicę, o której nie miałem pojęcia. Byłem wstrząśnięty. W szpitalu, w Warszawie, w którymś momencie wpadłem na chłopaka wychodzącego z jej pokoju. Właściwie z niego wybiegł. To były sekundy, ale to był Maxymilian. A to, że wczoraj go poznałem to był czysty przypadek, albo zrządzenie losu...-opowiada Michael.
W pierwszej chwili Samanta nie mówi ani słowa. Zastanawia się, a oni jej nie ponaglają. Musi stara się poukładać sobie to wszystko w głowie, choć nie jest to łatwe. Wie, że nie będzie to również łatwe dla niego, dla Maxa. Ale to nie tak, że go z tym zostawi.
-Wczoraj zobaczyłam jak pan był zaskoczony i zdezorientowany, choć próbował pan to ukryć. Max jest do pana bardzo podobny, może dlatego, że potrafię dostrzec, że coś jest nie tak z nim, dostrzegłam to również wczoraj u pana. Widać intuicja mnie nie zawiodła.- mówi w końcu.- A dzisiaj, jak tu weszłam i usłyszałam pana słowa zrozumiałam co się stało wczoraj. I kim może pan być.- patrzy na niego.
-Nie jesteś zaskoczona?
-Jestem, ale mniej niż on będzie, jak o tym usłyszy.- odpowiada.- Muszę panu powiedzieć, że nie był pan jedynym, którego mama Maxymiliana okłamała. On nie miał pojęcia, że ma innego ojca niż ten, który go wychowywał. A raczej...- wzdycha.-Trudno to nazwać wychowaniem zresztą. Nie ważne.- stwierdza, ale Michała zainteresowały jej słowa więc nie daje za wygraną.
-Nie jesteś zaskoczona?
-Jestem, ale mniej niż on będzie, jak o tym usłyszy.- odpowiada.- Muszę panu powiedzieć, że nie był pan jedynym, którego mama Maxymiliana okłamała. On nie miał pojęcia, że ma innego ojca niż ten, który go wychowywał. A raczej...- wzdycha.-Trudno to nazwać wychowaniem zresztą. Nie ważne.- stwierdza, ale Michała zainteresowały jej słowa więc nie daje za wygraną.
-Dlaczego tak to ujęłaś? Że trudno to nazwać wychowaniem?- spogląda na nią badawczo pytając.
-Proszę zapytać Alexandrę.- odpowiada.- Nie powinnam i nie będę o tym mówić. Nie chcę zawieźć zaufania Maxa, zbyt długo trwało, zanim udało mi się je zdobyć.- dodaje.
-Jest nieufny?- pyta Megan.
- Dużo przeszedł więc to życie nauczyło go nieufności.- mówi im.-Powiem Państwu jedno.- patrzy na nich.- Domyślam się, że chciałby pan, aby on wiedział, chcieliby państwo być obecni w jego życiu, w przeciwnym razie nie byłoby tej rozmowy...
-Tak, straciliśmy dużo czasu, ale nie z naszej winy. Chciałbym być w jego życiu. Tylko nie mam pojęcia jak mam to zrobić. Wiem jaki to szok dowiedzieć się po tylu latach...- nie jest w stanie dokończyć myśli, bo coś ściska mu gardło.
-Max nie lubi kłamstw.- mówi Samanta.- Naprawdę wiele jest w stanie zrozumieć, ale nie znosi obłudy, udawania i kłamstw. Więc proszę mu po prostu powiedzieć prawdę.- jest stanowcza.- Niezależnie jak trudna i bolesna jest, proszę mu powiedzieć. On naprawdę to zniesie, byle by to była prawda.- doradza. Spogląda na nich i ma nadzieję, że posłuchają jej.- I proszę nie zwlekać w nieskończoność. Jeśli pan tego nie zrobi, ja to zrobię.- mówi stanowczo.
-Jest nieufny?- pyta Megan.
- Dużo przeszedł więc to życie nauczyło go nieufności.- mówi im.-Powiem Państwu jedno.- patrzy na nich.- Domyślam się, że chciałby pan, aby on wiedział, chcieliby państwo być obecni w jego życiu, w przeciwnym razie nie byłoby tej rozmowy...
-Tak, straciliśmy dużo czasu, ale nie z naszej winy. Chciałbym być w jego życiu. Tylko nie mam pojęcia jak mam to zrobić. Wiem jaki to szok dowiedzieć się po tylu latach...- nie jest w stanie dokończyć myśli, bo coś ściska mu gardło.
-Max nie lubi kłamstw.- mówi Samanta.- Naprawdę wiele jest w stanie zrozumieć, ale nie znosi obłudy, udawania i kłamstw. Więc proszę mu po prostu powiedzieć prawdę.- jest stanowcza.- Niezależnie jak trudna i bolesna jest, proszę mu powiedzieć. On naprawdę to zniesie, byle by to była prawda.- doradza. Spogląda na nich i ma nadzieję, że posłuchają jej.- I proszę nie zwlekać w nieskończoność. Jeśli pan tego nie zrobi, ja to zrobię.- mówi stanowczo.
-Oczywiście, że chcemy, aby on poznał prawdę, ale zastanawiamy się kiedy powiedzieć?- usłyszała z ust Megan.
-Jak najszybciej.- pada odpowiedź.- Ja chciałabym poznać prawdę jak najszybciej. Proszę mnie nie zmuszać do tego, abym udawała, że nic nie wiem, bo ja naprawdę nie zamierzam go okłamywać. On, kiedy minie pierwszy szok, doceni to, iż miał pan odwagę po prostu przyjść do niego i szczerze porozmawiać. Powiedzieć mu prawdę.- zachęca.
- Chciałbym to zrobić już, ale myślę, że klinika nie jest najlepszym miejscem do przekazywania takich informacji.- tłumaczy Michał.
-Proszę, kiedy Max opuści klinikę, przyjść do naszego domu. Zapraszam. Będziecie mogli spokojnie porozmawiać, a my będziemy w pobliżu.-proponuje dziewczyna Maxa.- Proszę się nie bać- on naprawdę doceni szczerość i odwagę.- uśmiecha się delikatnie.- Jego ta sytuacja męczy tak samo jak pana, może bardziej nawet. Wiele przeżył, ale pomimo to, ciągle jest fantastycznym człowiekiem. Naprawdę wyjątkowym. Będzie się miał pan okazję o tym przekonać. - zapewnia, a na jej słowa mężczyzna i kobieta się uśmiechają.-Macie wiele wspólnych cech jak widzę… Nie zna go pan, ale mogę powiedzieć, że ma pan fantastycznego syna. Nie mówię tego,tylko dlatego, że go kocham.- uśmiecha się.
***
Wracają do domu. Maxymilian jest tak obolały, że praktycznie od razu po wejściu do mieszkania idzie do sypialni, kładzie się i natychmiast zasypia. Sam nastawia pranie, a potem zaczyna przygotowywać obiad. Jakieś dwie godziny później słyszy kroki. Zaraz potem widzi, że jej chłopak idzie do łazienki. Po chwili zjawia się w kuchni. Podchodzi do lodówki, wyciąga z niej wodę i pije. Boli go buzia, więc nawet picie sprawia mu trudność. Samanta rejestruje każdy grymas na jego twarzy. Odkłada butelkę i podchodzi do niej. Ona stoi przy blacie kuchennym i doprawia gulasz. Czuje jak Maxymilian całuje ją delikatnie w szyję. Uśmiecha się i spogląda na niego.
-Odpocząłeś troszkę?- pyta.
-Tak.- odpowiada.- Przepraszam, że ci nie pomogę, ale wszystko, dosłownie całe ciało mnie boli.- marudzi, ale taka jest rzeczywistość. Naprawdę jest obolały.
-Rozumiem przecież. Najważniejsze, żebyś doszedł do siebie.- mówi Sam.
-Będziemy mieć gości?- pyta.
-Dlaczego pytasz?- zainteresowała się.
-Bo kupiłaś sporo słodkości. Nie zjemy tego sami- nie ma mowy.- twierdzi i spogląda na nią uważnie. Dziewczyna nie umie kłamać, nie chce przede wszystkim.
-Przyjdzie najprawdopodobniej moja szefowa.- mówi, co trochę go zaskakuje, bo przecież nigdy jeszcze szefowa sam nie była ich gościem, nie słyszał również, jakoby się przyjaźniły.
-No to mnie zaskoczyłaś.- odpowiada- A mogę wiedzieć dlaczego tak nagle postanowiłaś ją zaprosić?- dopytuje.- Nie żebym miał coś przeciwko, ale to zaskakujące trochę. Podziękowaliśmy przecież Megan za opiekę jak wychodziłem...
-Ona przychodzi ze swoim mężem.- patrzy na niego.- Mówił, że chce porozmawiać z tobą o Aleksandrze.- tłumaczy przyglądając się uważnie jego reakcji. Wie, iż temat matki, nie jest jego ulubionym, do tego z obcymi ludźmi.- Michael mówił, że to coś ważnego, nie chciał męczyć cię w szpitalu. Przepraszam, nie zapytałam, ale jeśli nie czujesz się na siłach, to przyjdą innym razem. To nie problem.- spogląda na niego pytająco. Max jest zdezorientowany, ale nie oponuje.
-Myślę, że rozmowa to nie za duży wysiłek. Spoko. O której będą?- interesuje się.
-Zaprosiłam ich na 18:00. Zrobię coś do jedzenia.
-W porządku. Idę się położyć. Przepraszam, ale nawet stanie sprawia mi ból.- tłumaczy, a potem całuje ją w czoło i wychodzi.
***
Ubiera właśnie tunikę. Maxymilian leży na łóżku w jej sypialni. Jest jeszcze w samych bokserkach. Chwilę wcześniej Samantha posmarowała mu stłuczone miejsca maścią i teraz czeka aż preparat się wchłonie. Obserwuje ją. Jest małomówny, a ona wie o czym myśli. Zapewne zastanawia się czego się dowie na temat swojej matki. Uśmiecha się do niego.
-Maxymilian zejdź na ziemię!!! Zamyśliłeś się.- mówi.
-Zapatrzyłem. Jesteś śliczna i tylko moja. Jak jakiś facet zbliży się do ciebie to marnie skończy.- twierdzi mężczyzna.
-Taaaa, jasne.- mruga.- Teraz nie jesteś zdolny do niczego, a na pewno do bójek z moimi potencjalnymi adoratorami . Ubieraj się lepiej, bo oni zaraz tu będą.- ponagla go.
Max słucha. Bardzo powoli siada. Brzuch nadal piekielnie go boli. Kiedy dziewczyna dostrzega grymas bólu wykrzywiającego jego twarz podchodzi, bierze koszulkę i pomaga mu ją ubrać. Następnie pomaga ubrać mu koszulę w dużą, szarą kratę. Następnie chłopak ubiera spodnie. Sam słyszy dzwonek do drzwi.
-Pójdę otworzyć. Poradzisz sobie już prawda?- pyta.
-Tak. Dziękuję.- pada odpowiedź.
Wyszła. Maxymilian zapina spodnie, ale od razu tego żałuje. Kiedy był niewybijany pasowały idealnie, teraz, gdy jest opuchnięty, niestety uwierają go. Natychmiast je ściąga, wyciąga z szafy spodnie od dresu, ściąga koszulę i na sportowo maszeruje do salonu. Kiedy wszedł goście siedzą już na sofie. Wstają, gdy się zjawia.
-Dobry wieczór.- wita się podając im dłoń.
-Dobry wieczór.- witają się z nim.- Jak się czujesz?- pyta Megan.
-Dziękuję. Jestem obolały, ale przeżyję.- odpowiada siląc się na mały uśmiech.- Proszę mi wybaczyć strój. Próbowałem ubrać na siebie coś innego, ale niestety spodnie sportowe są jedyną alternatywą jaka mi została w tym momencie. Szybko pożałowałem jak założyłem jeansy.- tłumaczy.
-Zrozumiałe. Nie przejmuj się.- odpowiadają.
Siadają. Samantha wstawia kwiaty, które dostała od Michaela do wazonu. Chwilę później siadają do kolacji. Rozmowa toczy się głównie na tematy kliniki, stażu Samanthy, później dopiero, kiedy Sam porusza temat pobytu w Warszawie Maxymilian zadaje pytanie, które nurtuje go od dawna.
-Pani jest lekarzem. Mogę zadać pytanie dotyczące mojej matki?- patrzy na nią.
-Słucham Max.- mówi Megan.
-Rozmawiałem z lekarzami kilkanaście razy. Mówili, że szanse na wyleczenie są, ale niewielkie. Guz był duży… w dodatku pękł… Może mi pani powiedzieć, czy … chyba nie chce mi to przejść przez gardło…- mówi cicho spoglądając na Sam.
-Chcesz zapytać o rokowania tak? O czas jaki jej pozostał jeśli nie będzie w gronie tych osób, które wychodzą z takich sytuacji?- wyręcza go Megan, bo domyśla się, że właśnie o to chce zapytać Max.
-Tak. Dokładnie o to chciałem zapytać- przytakuje.
-Trudno powiedzieć.- odpowiada szczerze.- Zależy jak zareaguje na chemię. Z tego co wiem to ma dostać tę mocną, chyba , że wynikną jakieś problemy. Od tego wszystko zależy.- tłumaczy.
-W najgorszym przypadku?- nie daje za wygraną.
-Kilka miesięcy, rok… zależy jak szybko rak będzie dawał przerzuty.- odpowiada szczerze lekarka. Nie chce kłamać.
Nie mówi już nic. Samantha dotyka jego dłoni. Spogląda na nią.
-Wszystko w porządku Sam…- zapewnia ją, widząc jej zatroskane spojrzenie.- Po prostu chciałem wiedzieć.
Samantha zaczyna sprzątać ze stołu. Megan postanawia jej pomóc. Kiedy znajdują się w kuchni Sam spogląda na Meg. Nie wie jak Michael zamierza powiedzieć Maxowi i jak jej chłopak na to zareaguje. Zdaje się na los.
-Boisz się?- pyta Meg.
-A pani nie?- odpowiada pytaniem na pytanie.
-Proszę mów mi po imieniu. Jesteś dziewczyną syna mojego męża. Trudno byśmy mówiły sobie per pani.- mówi najpierw.- Bardzo się boję. Nie wiem co bym zrobiła na miejscu Maxa…- dopowiada starsza.
-Na pewno będzie zszokowany…
***
Maxymilian patrzy na mężczyznę siedzącego niedaleko niego na sofie i myśli, że się przesłyszał. Czuje się tak, jakby nagle ktoś wypompował mu krew. Rozmowa na temat jego matki zaczęła się niewinnie. To co usłyszał przed momentem po prostu go zszokowało. Patrzy na mężczyznę, który przed momentem opowiedział mu historię swojej miłości do jego matki, a potem o tym, jak po tylu latach, dowiedział się, że jest ojcem i że jego syn jest dorosłym mężczyzną. Michałowi trzęsły się dłonie, widział to. On sam nie czuje się lepiej. Nie może nic powiedzieć, jeszcze nie jest w stanie. Michael też milczy. Nie wie co ma więcej powiedzieć, co zrobić? Po dłuższej chwili jednak mówi to, co podpowiada mu serce.
-Dla mnie to też był szok. Gdybym wiedział, że mam dziecko, nigdy bym nie pozwolił, byś wychowywał się beze mnie.- mówi szczerze.- Chciałbym teraz cofnąć czas, ale nie potrafię. Przepraszam, że tak nagle się pojawiliśmy w twoim domu, ale nie chcę już tracić ani minuty. Mam syna, jestem szczęśliwy z tego powodu, choć straciliśmy tyle lat. Nie oczekuję od ciebie, że od razu będziesz mnie uwielbiał. Nie znamy się, ale chcę, byś znał prawdę. Alexandra pewnie by ci ją powiedziała, ale ja nie chcę dłużej czekać.- drży mu głos.Patrzy na Maxa. Ten jest blady.-Maxymilian dobrze się czujesz? Zbladłeś…- pyta.
Max jakby w tym momencie się ocknął. Wstaje, przeprasza go i idzie do kuchni. Kiedy pojawia się w drzwiach Samantha spogląda na niego. Wie, że Michael powiedział mu , że jest jego ojcem. To widać, jego twarz jest biała jak kartka papieru… Wstaje, podchodzi do niego bez słowa, po czym przytula go mocno. Megan widząc tę scenę wycofuje się, idzie do salonu zostawiając ich samych. Sam tuli go, czując, że jego ciało jest napięte, po chwili czuje jak drży. Rozumie, że emocje biorą górę. Jej chłopak płacze...
***
Meg siedzi obok męża. Czekają na Maxa. Po jakichś 10 minutach zjawia jego dziewczyna. Przynosi herbatę i zajmuje miejsce w fotelu.
-Melisa dobrze nam zrobi. Maxymilian zaraz przyjdzie.- mówi spokojnie, a Michael wie już, że jego syn dobrze wybrał wiążąc się z Sam. Bez wątpienia jest spokojną, rozsądną, mądrą dziewczyną, a do tego miłą i pełną ciepła. Jak Meg.
-Nie wiem czy dobrze zrobiłem, może gdyby powiedziała mu matka?- Michael ma wątpliwości. Zastanawia się głośno.
-Gdyby pan tego nie zrobił, ja bym mu powiedziała. Na pewno bym nie milczała i nie udawała, że wszystko jest w porządku, że nic przed nim nie ukrywam.- mówi pewnie.- Między mną, a pana synem nie ma tajemnic i nigdy nie będzie.- mówi.- On sobie z tym poradzi. Po prostu to nie jest łatwa sytuacja, jak po ponad dwudziestu latach dowiadujesz się, że mama zataiła tak ważną sprawę.- tłumaczy spokojnie.
-Wiem.- zgadza się z nią.- Ja czuję podobnie.- wyjawia.- Mieliśmy córeczkę. Zmarła kilka dni po wypadku. Została potrącona przez samochód. Nie zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Choć zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę…- opowiada.- Cieszę się, że mam syna.- wyznaje Michael, a Megan się uśmiecha.- Właściwie to obydwoje się cieszymy.- poprawia się mężczyzna.
Po chwili Samantha spogląda na Maxa , który właśnie wchodzi do salonu. Meg i Michał również patrzą na niego. Chłopak siada na krawędzi fotela ostrożnie, nie zapominając, że jest obolały, obejmuje ramieniem swoją kobietę i całuje w czoło.
-Przepraszam, musiałem ochłonąć. Nie spodziewałem się takiej informacji.- mówi zwracając się do gości.- Pan... - wzdycha.-Nie wiem jak mam mówić… Tato to chyba dla mnie jeszcze za trudne.- spogląda na Michaela. Jest zdezorientowany i odrobinę roztrzęsiony, choć skrzętnie stara się tego nie okazywać. Wprawne oko jednak zauważy.
-Mów nam po imieniu.- proponuje mężczyzna.- Chcemy, żebyś się z tym czuł dobrze. Po imieniu będzie w porządku.- zapewnia.
-Dobrze.- zgadza się.- Wybacz, ale mnie naprawdę nie jest łatwo. Większość swojego życia mówiłem tato do zupełnie innego mężczyzny. Potem okazało się, że nim nie był, a teraz… Boże… czuję się jak w jakimś filmie… Do tej pory nie wiedziałem, że takie rzeczy dzieją się naprawdę… Jestem taki zły na mamę, mam do niej tak wielki żal…- przerywa , gdyż dzwoni jego telefon. Samantha wstaje i mu go przynosi.
-Twoja mama.- mówi dając mu go do ręki. A on zamiera i przez moment zastanawia się, czy jest w stanie porozmawiać ze swoją matką. Jednak się decyduje.
-Słucham mamo.- mówi.
-Cześć. Dzwonię, aby zapytać kiedy będziesz w Warszawie? Tęsknię za Tobą, a poza tym chciałabym ci o czymś powiedzieć…- mówi Aleksandra.
-Nie wiem. Postaram się jak najszybciej…- odpowiada, a ona wyczuwa, że ma dziwny głos. Nie wie co się stało, ale czuje, że coś jest nie tak.
-Przeszkadzam wam? Jesteś jakiś dziwny…- zauważa.
-Właśnie rozmawiam z …- chce jej powiedzieć, kiedy zauważa, że Michael pokręcił przecząco głową w niemej prośbie, by jej nie mówił. Słucha go. -Z Samantą. Mogę zadzwonić później? – pyta.
-Zadzwoń kiedy zechcesz. Całuję.- żegna się.
-Mamo… jak się czujesz? Wszystko w porządku?- pyta.
-Tak. Nie martw się. Pozdrów Samantę.- dopowiada kobieta.
-Dziękuję. Pozdrowię.- Połączenie zostaje przerwane.
***
Michael bierze długi prysznic. Praktycznie przez całą drogę do domu z mieszkania syna milczał. Potem zaraz po wejściu do domu skierował się do łazienki. Kiedy wchodzi do sypialni jego żony nie było. Słyszy jak rozmawia przez telefon z kimś z kliniki. Kładzie się się do łóżka mając nadzieję, że zaśnie. Chce odpocząć, nie ma ochoty myśleć nad tym, co się wydarzyło. Jednak sen nie nadchodzi. Jego żona w końcu zjawia się, ale zaraz kieruje się do łazienki. Mężczyzna leży i rozmyśla nad tym jak ułożą się wzajemne stosunki ojca z synem. Dla obydwu ta sytuacja była nowością. Zdaje sobie sprawę jak czuje się Max, ale on też czuje się oszukany przez Olę. Gdyby nie to, że trzymała tajemnicę, dowiedziałby się kilka lat wstecz. Jest za późno. Nie może cofnąć czasu, może jedynie starać się, aby syn go pokochał, zaakceptował i traktował jak swojego ojca. Bowiem nie chce być nim tylko formalnie. Megan wraca z łazienki, układa się obok niego i wtula w jego ciało. Kocha ją tak bardzo. Słyszy dzwonek telefonu. Odbiera.
-Słucham.- mówi do słuchawki.
-Z tej strony Samantha.- mówi kobiecy głos.- Prosił pan… prosiłeś o telefon. Max zasnął. Wszystko jest w porządku. Najtrudniejsze za wami, teraz może być tylko lepiej.- twierdzi dziewczyna po drugiej stronie.
-Rozmawialiście?- pyta.
-Nie. Był zmęczony. On musi się z tym przespać, ale zapewniam , że wszystko jest w porządku. Proszę się nie martwić.- uspakaja go.
-Dziękuję Sam…
-Dobranoc.
-Dobranoc.
***
Bierze długą kąpiel, a potem, po wyjściu z wanny wyciera się i naciera balsamem. Kiedy wchodzi do sypialni zauważa, że Maxymilian śpi, kołdra zsunęła się całkiem z niego, toteż okryła go delikatnie. Nie poruszył się nawet. Powoli wsuwa się pod kołdrę. Nie chce jej się spać, dlatego leży i patrzy się na bruneta. Potem całuje go delikatnie w usta. Nadal śpi. Musi przyznać, że jest podobny z wyglądu do swojego ojca, przynajmniej ona widzi podobieństwo. Mają też zapewne wspólne cechy charakteru, ale nie poznała Michała na tyle, by wskazać dokładnie jakie. Bez wątpienia obydwaj są bardzo wrażliwi. Widziała, jak Michałowi drżały dłonie z nerwów, miał łzy w oczach, kiedy przyszła z herbatą, bez Maxa. Bał się odrzucenia ze strony syna, choć brunet nie miał powodu odrzucać ojca. Potem zauważyła ulgę wymalowaną na twarzy Michaela, kiedy Max przyszedł, rozmawiał. Z zamyślenia wyrywa ją szept jej chłopaka.
-Powiedz mi, że wszystko od tej pory będzie już dobrze…
-Wierzę w to całym sercem. Pamiętaj, że nie jesteś sam…- zapewnia go po czym składa na jego ustach czuły pocałunek.
***
Przepraszam, za to, że tak długo to trwało. Obawiam się jednak, że takie dłuższe przerwy mogą się zdarzać. Wybaczcie i proszę o cierpliwość. I komentarze oczywiście :)
Dobrze ze Michal zdecydował się jak najszybciej powiedzieć prawdę. A Sam jest bardzo dojrzała i madra kobieta, pasuja do siebie :) Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuń❤ dodasz cos nowego?
OdpowiedzUsuńKiedy będzie tutaj rozdzial???
OdpowiedzUsuń