Samantha nie może spać więc nie czeka aż
zadzwoni budzik tylko wstaje z łóżka 30 minut wcześniej niż zwykle. Kiedy kończy poranną toaletę, zjada śniadanie i spogląda na zegarek stwierdza,
że ma jeszcze sporo czasu . Postanawia jednak tego dnia iść na piechotę.
Wie, że spacer dobrze jej zrobi. Szła powoli. Po drodze mijają ją ludzie,
którzy zapewne tak jak ona zmierzają do miejsc, w których pracują. Po drodze
mija ją też kilka par. Idą trzymając się za ręce, radośnie dyskutując,
obejmując czy od czasu do czasu okazując sobie czułość , którą wyrażają krótkimi pocałunkami. Zastanawia się nad tym kiedy ona będzie mieć przy
sobie osobę, której będzie mogła się zwierzyć, czuć się przy niej bezpiecznie,
planować z nią przyszłość? Nawet nie spostrzega się, kiedy droga do kliniki jej
mija. Przychodzi do pracy przed czasem. Przebiera się w szatni dla
personelu , a gdy chce wyjść, w drzwiach wpada na Thomasa. Mężczyzna uśmiecha się do
niej:
-Cześć ślicznotko. - zagaduje.
-Cześć.- odpowiada krótko. Ma zamiar go
ominąć i iść dalej, ale ten nie przepuszcza jej.
-Gniewasz się na mnie?- pyta.
-To nie jest miejsce ani czas na takie
rozmowy.- odpowiada.- Będziemy rozmawiać o tym w drzwiach do szatni?- pyta.
-To może napijemy się kawy? - proponuje.
-Piłam w domu.- odpowiada patrząc mu w
oczy.
-Z Maxem zapewne.- ma dziwną minę jak to
mówił.Mierzy go wzrokiem.
-Nie rozumiem co masz do mojego
współlokatora?- patrzy na niego.- Nawet go nie znasz , a ciągle coś na jego temat mówisz. Daj mu
spokój. O co ci chodzi co?- jego słowa ją drażnią.
-Bo wiem, że pracuje w tym klubie.- wyjaśnia mężczyzna.
-I co z tego?- nie rozumie o co chodzi.
-Tobie się to podoba?- pyta z
zainteresowaniem.
-To jest nieważne czy mi się to podoba czy
nie.- mówi.- To jest jego praca, jego wybór. Nie mam zamiaru go oceniać po tym gdzie
pracuje. Jest normalnym człowiekiem. A
ty jesteś zazdrosny , bo nie rozumiem…?- spogląda na niego badawczo.
Staje bliżej niej, tak, że jego twarz
znajduje się bardzo blisko jej twarzy i
stwierdza:
-Ja po prostu zastanawiam się dlaczego twoje zachowanie
w stosunku do mnie się zmieniło?- pyta.- Byliśmy kilka razy na randce i było miło, ale
nagle zaczęłaś traktować mnie chłodno. Dlaczego? Możesz mi to wyjaśnić ,
oczywiście szczerze?- pyta, a ona myśli iż chętnie mu odpowie na to
pytanie. Ma dość niedomówień. Ma nadzieję, ze jej słowa zakończą tę
sprawę toteż odpowiada.
-Może dlatego, że chciałbyś wszystko mieć od
razu. Już teraz to wiem. Ja nie jestem jedną z tych panienek, które po
kilku miłych słowach wskakują facetom do łóżka. Przepraszam cię, ale muszę iść.
Za 5 minut zaczynam pracę. Miłego dnia.- wymija go po czym wychodzi z pomieszczenia.
***
Max wychodzi z siłowni. Żegna się z kumplem i idzie na parking. Wrzuca torbę do bagażnika, ma już wsiadać do samochodu, kiedy za swoimi plecami słyszy kobiecy głos. Zna go.
-Co za miłe spotkanie...
Odwraca się i widzi jedną ze stałych klientek klubu. Dobrze ją zna, ponieważ ta, bywa tam w każdy weekend. Od dawna. Kilka razy zdarzyło mu się pić z nią drinka przy barze, bo się upierała. Raz nawet, kiedy była bardzo wstawiona, odprowadzał ją do taksówki, a ona składała mu dwuznaczne propozycje. Maxymilian wie, iż kobieta jest bardzo bogata, ale takie kobiety go nie interesowały i nigdy interesować nie będą. Może i tańczył w klubie ze striptizem, ale nigdy nie zniżył się do poziomu utrzymanka i tego nie zrobi. Taką ma zasadę, której się trzyma. Uśmiecha się do niej jednak.
-Dzień dobry.- odpowiada kulturalnie.
-Już wiem, gdzie rzeźbisz to swoje idealne ciałko.- komplementuje go prawie pożerając go wzrokiem. Jego bawią takie głodne spojrzenia, nawet w tym momencie chce mu się śmiać, ale nie może zachować się w ten sposób, nie jest prostakiem, bez manier, dlatego odzywa się spokojnie.
-Dziękuję, miło mi, choć do ideału mi bardzo daleko, zapewniam...
-Może dasz zaprosić się na kawę?- proponuje kobieta.- Będzie mi bardzo miło.- patrzy mu w oczy.- Tu niedaleko jest fajna knajpka...- kontynuuje.
-Bardzo dziękuję, ale niestety śpieszę się.- znów się uśmiecha pokazując swoje białe, równe zęby. Widzi rozczarowanie na twarzy kobiety.
-Jak zwykle nieosiągalny...- wzdycha kobieta teatralnie.- Pewnie jakaś piękna dziewczyna czeka w domu, prawda?- patrzy na niego, a on wie, iż zapewne chce usłyszeć jak on zaprzecza, jednak on tego nie robi.
-W domu nie czeka, jest jeszcze w pracy.- wyjaśnia spokojnie.
-No to tym bardziej możesz skusić się na kawkę.-pani ponawia propozycję.- Skoro jej nie ma w domu, to nie będzie miała pretensji. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...
-Dziękuję, ale niestety nie mogę się zgodzić. Nie postępuję w ten sposób.- odmawia, choć w zasadzie może na odczepnego się zgodzić. Nie robi tego gdyż doskonale wie czym skończy się ta kawa, zawsze było podobnie w klubie. Najpierw drinki, a potem inne propozycje. Jest wolny i może robić co chce, ale nie ma ochoty na rozmowę z jakąś szukającą rozrywki rozwódką, której wydaje się, że jak ma pieniądze to można mieć wszystko.
Odwraca się i widzi jedną ze stałych klientek klubu. Dobrze ją zna, ponieważ ta, bywa tam w każdy weekend. Od dawna. Kilka razy zdarzyło mu się pić z nią drinka przy barze, bo się upierała. Raz nawet, kiedy była bardzo wstawiona, odprowadzał ją do taksówki, a ona składała mu dwuznaczne propozycje. Maxymilian wie, iż kobieta jest bardzo bogata, ale takie kobiety go nie interesowały i nigdy interesować nie będą. Może i tańczył w klubie ze striptizem, ale nigdy nie zniżył się do poziomu utrzymanka i tego nie zrobi. Taką ma zasadę, której się trzyma. Uśmiecha się do niej jednak.
-Dzień dobry.- odpowiada kulturalnie.
-Już wiem, gdzie rzeźbisz to swoje idealne ciałko.- komplementuje go prawie pożerając go wzrokiem. Jego bawią takie głodne spojrzenia, nawet w tym momencie chce mu się śmiać, ale nie może zachować się w ten sposób, nie jest prostakiem, bez manier, dlatego odzywa się spokojnie.
-Dziękuję, miło mi, choć do ideału mi bardzo daleko, zapewniam...
-Może dasz zaprosić się na kawę?- proponuje kobieta.- Będzie mi bardzo miło.- patrzy mu w oczy.- Tu niedaleko jest fajna knajpka...- kontynuuje.
-Bardzo dziękuję, ale niestety śpieszę się.- znów się uśmiecha pokazując swoje białe, równe zęby. Widzi rozczarowanie na twarzy kobiety.
-Jak zwykle nieosiągalny...- wzdycha kobieta teatralnie.- Pewnie jakaś piękna dziewczyna czeka w domu, prawda?- patrzy na niego, a on wie, iż zapewne chce usłyszeć jak on zaprzecza, jednak on tego nie robi.
-W domu nie czeka, jest jeszcze w pracy.- wyjaśnia spokojnie.
-No to tym bardziej możesz skusić się na kawkę.-pani ponawia propozycję.- Skoro jej nie ma w domu, to nie będzie miała pretensji. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...
-Dziękuję, ale niestety nie mogę się zgodzić. Nie postępuję w ten sposób.- odmawia, choć w zasadzie może na odczepnego się zgodzić. Nie robi tego gdyż doskonale wie czym skończy się ta kawa, zawsze było podobnie w klubie. Najpierw drinki, a potem inne propozycje. Jest wolny i może robić co chce, ale nie ma ochoty na rozmowę z jakąś szukającą rozrywki rozwódką, której wydaje się, że jak ma pieniądze to można mieć wszystko.
-No tak, nie dość, ze przystojny to jeszcze
wierny. No cóż… szczęściara z nie. - kwituje krótko.
-To ja jestem szczęściarzem.- mówi brunet.- Dziękuję za
zaproszenie. Może następnym razem skorzystam, kto wie? Do zobaczenia.- żegna się.
-Do widzenia.- odpowiada kobieta.
Kobieta odchodzi, a on wsiada do samochodu. Kiedy ona już nie może go zobaczyć, ponieważ jest za daleko. Max parska śmiechem, ponieważ takie sytuacje najczęściej bardzo go śmieszą. Jest przyzwyczajony trochę, ponieważ od zawsze miał duże powodzenie wśród płci pięknej, poza tym niejednokrotnie dostawał, nadal dostaje różne propozycje od pań, tylko że dawniej tłumaczył sobie to tym, iż były przeważnie nietrzeźwe. Ta była zupełnie trzeźwa, więc to jest dziwne. Odsuwa od siebie jednak te myśli i jedzie na zakupy, ponieważ ma zamiar zrobić dobry obiad.
Kobieta odchodzi, a on wsiada do samochodu. Kiedy ona już nie może go zobaczyć, ponieważ jest za daleko. Max parska śmiechem, ponieważ takie sytuacje najczęściej bardzo go śmieszą. Jest przyzwyczajony trochę, ponieważ od zawsze miał duże powodzenie wśród płci pięknej, poza tym niejednokrotnie dostawał, nadal dostaje różne propozycje od pań, tylko że dawniej tłumaczył sobie to tym, iż były przeważnie nietrzeźwe. Ta była zupełnie trzeźwa, więc to jest dziwne. Odsuwa od siebie jednak te myśli i jedzie na zakupy, ponieważ ma zamiar zrobić dobry obiad.
***
Samanta stoi pod drzwiami przeszukując torebkę w celu znalezienia kluczy do mieszkania. Nie może ich znaleźć. W końcu decyduje się nacisnąć dzwonek do drzwi. Po chwili drzwi się otwierają i staje w nich Maxymilian. Jest ubrany jedynie w spodenki. Dziewczyna wchodzi do środka po czym mówi:
-Nie mogłam znaleźć kluczy w torebce.-tłumaczy.
-Szkoda, że jest taka duża, a nic nie możesz w niej znaleźć.Kobiety...- wzdycha Maxymilian zamykając drzwi, a potem maszeruje do kuchni. Samanta zdejmuje buty, a potem idzie za nim. Już od drzwi czuje, że jej współlokator gotuje coś dobrego. W całym domu jest ten wspaniały zapach. Dziewczyna nalewa sobie wodę do szklanki, pije obserwując jak chłopak coś miesza. W końcu odwraca się i teraz to on mierzy ją wzrokiem:
-Coś się stało?- pyta.
-Nie, a dlaczego pytasz?- nadal popija wodę.
-Bo nic nie mówisz. - odpowiada brunet.- Zgaduję... Ciężki dzień?- pyta.
-Źle się zaczął i wcale lepiej nie skończył. Nieważne...- wzdycha.
-Siadaj i opowiadaj.- stwierdza jej przystojny współlokator podsuwając jej krzesło. Wprawdzie ona zajęła na nim miejsce, kilka sekund później, ale dziewczyna milczy. On odwraca się do niej tyłem i próbuje coś, co gotuje, Sam nie wie co to jest, w końcu podchodzi do niej z łyżką pełną, jak się okazuje, jakiegoś sosu i uśmiecha się do niej.
-Otwórz buzię, proszę.-zwraca się do niej.- Nie wiem czy mam jeszcze dosolić czy wystarczy?
-Ja natomiast nie wiem czy mogę ci ufać. Co jeśli chcesz się mnie pozbyć i mnie otruć?- zastanawia się głośno. Uwielbia się bowiem z nim droczyć.
-Nie gadaj tylko otwórz usta...-rozkazuje.-Ammm.- mówi do niej jak do niemowlaka. Dziewczyna próbuje, ale słysząc jak mówi do niej jak do dziecka o mały włos nie dławi się ze śmiechu. Ona się śmieje, a on spokojnie czeka na werdykt w sprawie sosu.
-No i co?- pyta w końcu, kiedy przez dłuższą chwilę nie słyszy odpowiedzi na jego pytanie czy solić jeszcze czy też nie?
-To jest pyszne. - pada odpowiedź.- Nawet jeśli to była trucizna, to dla takiego smaku warto było ryzykować.- twierdzi dziewczyna.- Do czego ten sos?- pyta.
-Do kaszy i mięska.- pada odpowiedź.- Mam nadzieję, że się skusisz. Najpierw jednak powiedz mi, dlaczego miałaś zły dzień? Najlepiej ze wszystkimi, nawet najbardziej pikantnymi szczegółami.- dodaje przekornie.
-Jak nie powiem to nie dostanę jeść?- pyta z zainteresowaniem ratowniczka medyczna.
-Nie dostaniesz.- przytakuje chłopak.- Jeśli jesteś głodna to możesz już zaczynać mówić.- spogląda na nią z poważną miną.- Decyduj, ale powiem Ci, że jedzonko jest dobre więc będziesz żałować jeśli nie zdecydujesz się mówić.
-Robię to tylko dlatego, że to faktycznie wygląda smacznie i szkoda byłoby nie zjeść, nie dlatego, iż potrzebuję się komuś wyżalić.- zaznacza z przekorą brunetka.
-Jasne, cokolwiek, ale już mów.- zgadza się Max.
-No dobra. Jak przyszłam to Thomas mnie wkurzył. Właściwie niewiele powiedział, ale...
-Zrobił ci coś?- pyta przerywając jej i patrząc na nią badawczo.
-Nie zrobił.- zaprzecza.- Spotkaliśmy się parę razy i chyba sobie wyobraża... chyba chciał przejść do kolejnego etapu naszej znajomości...- dość oględnie tłumaczy.
-Kolejnego tzn. chciał, abyś była jego dziewczyną, czy myślał jeszcze dalej?- wiedział co odpowie, ale chciał się upewnić, usłyszeć to z jej ust.
-Dalej...- odpowiedziała krótko.
-I niestety dostał kosza...Jak mi go szkoda.- westchnął przesadnie po czym uśmiechnął się rozbawiony.
-Mówisz poważnie?- spogląda na niego.
-No coś ty. W ogóle mi go nie żal.- zaprzecza Maxymilian.- Zapytał cię wprost, czy bawił się w podchody?- pyta śmiejąc się.
-Nabijasz się ze mnie.- marudzi dziewczyna.-Więcej nic ci nie powiem.- zarzeka się udając obrażoną.
-Nie śmieję się z ciebie, a z niego.- zapewnia Max.- Nie zna się na kobietach.- zauważa.- Jeśli szukał, brzydko się wyrażając, " laski" na kilka nocy, to zdecydowanie nie wybrał najlepiej.- mówi.- Ty raczej należysz do tych kobiet o stałych uczuciach, które marzą o stałym partnerze, a potem o ślubie i o dzieciakach.- twierdzi, bo tak własnie myśli.
-Ale to jest złe?- jest zainteresowana co on na ten temat myśli więc zadaje mu to pytanie.
-Nic takiego nie powiedziałem.- broni się dyplomatycznie.
-A ty?- pyta dalej mając nadzieję dowiedzieć się więcej o swoim współlokatorze.
-Co ja?- bawi się z nią odpowiadając pytaniem na pytanie.
-Wolisz luźne związki, prawda?- spogląda na niego, kiedy wypowiada te słowa.
-Tak.- pada potwierdzająca odpowiedź, a chłopak odpowiadając patrzy jej w oczy.
-A byłeś kiedyś w prawdziwym związku?- pyta, choć nie ma pojęcia czy dobrze robi drążąc temat, ponieważ doskonale wie, iż on nie lubi mówić o sobie, ale jednak ryzykuje.
-Byłem, ale to zamierzchłe czasy.- odpowiada.- Teraz ona ma już męża i dziecko.- zamyśla się.
-Chciałbyś być na miejscu tego faceta?- wypala Sam.
-Czy chciałbym z nią być?Nie. - odpowiada.- Zresztą nasz związek rozpadł się przeze mnie. Prawie ją zdradziłem...- wyznaje, a ona jest zaskoczona jego otwartością.- Opamiętałem się w ostatniej chwili, ale to nie zmienia faktu, że się zdecydowałem...- tłumaczy cicho.
-Dowiedziała się o tej niedoszłej zdradzie od ciebie?- pyta czując, iż on jej odpowie.
-Tak.- przyznaje.- Nie potrafię kłamać. Nigdy tego nie umiałem i się tego nie nauczę. Jak ktoś mnie dobrze zna, to wie kiedy mówię nieprawdę. Więc nawet nie próbowałem. Dostałem w twarz i to był koniec.- opowiada.- Było, minęło.- kończy opowieść.
-To, że jeden związek się rozpadł, nie znaczy, iż kolejny skończy się tak samo.- mówi mu.- Poszedłeś na łatwiznę i wybierasz przygody bez zobowiązań.- podsumowuje jego postępowanie.
-Nie nadaję się na męża, ojcem też nigdy nie będę.- wypowiada te słowa stanowczo.
-Max na jakim świecie żyjesz?- parzy na niego.- Chwila nieuwagi, jedna wpadka i Ann... może pojawić się z dobrą wiadomością.- stwierdza.- Byś mógł mieć pewność, iż tak się nie stanie to musiałbyś żyć w celibacie...- rzecze.
-Nie będzie tak...- mówi patrząc jej w oczy.- Nie muszę żyć w celibacie, by to wiedzieć.- patrzy na jej reakcję na te słowa.
Obserwuje go. Sam widziała, że wypowiadał te słowa z takim przekonaniem, jakby wiedział na pewno. Nie ma odwagi pytać, poza tym to bardzo osobiste, nie ma pojęcia czy może sięgać tak daleko. Wie, iż wkroczyła na trudny temat, widzi to. Chce wiedzieć o nim jak najwięcej, ale z drugiej strony chce dać mu czas...
***
Skomentujecie?
Czy ta historia jest warta komentarza?
Zdecydujcie.
Samanta stoi pod drzwiami przeszukując torebkę w celu znalezienia kluczy do mieszkania. Nie może ich znaleźć. W końcu decyduje się nacisnąć dzwonek do drzwi. Po chwili drzwi się otwierają i staje w nich Maxymilian. Jest ubrany jedynie w spodenki. Dziewczyna wchodzi do środka po czym mówi:
-Nie mogłam znaleźć kluczy w torebce.-tłumaczy.
-Szkoda, że jest taka duża, a nic nie możesz w niej znaleźć.Kobiety...- wzdycha Maxymilian zamykając drzwi, a potem maszeruje do kuchni. Samanta zdejmuje buty, a potem idzie za nim. Już od drzwi czuje, że jej współlokator gotuje coś dobrego. W całym domu jest ten wspaniały zapach. Dziewczyna nalewa sobie wodę do szklanki, pije obserwując jak chłopak coś miesza. W końcu odwraca się i teraz to on mierzy ją wzrokiem:
-Coś się stało?- pyta.
-Nie, a dlaczego pytasz?- nadal popija wodę.
-Bo nic nie mówisz. - odpowiada brunet.- Zgaduję... Ciężki dzień?- pyta.
-Źle się zaczął i wcale lepiej nie skończył. Nieważne...- wzdycha.
-Siadaj i opowiadaj.- stwierdza jej przystojny współlokator podsuwając jej krzesło. Wprawdzie ona zajęła na nim miejsce, kilka sekund później, ale dziewczyna milczy. On odwraca się do niej tyłem i próbuje coś, co gotuje, Sam nie wie co to jest, w końcu podchodzi do niej z łyżką pełną, jak się okazuje, jakiegoś sosu i uśmiecha się do niej.
-Otwórz buzię, proszę.-zwraca się do niej.- Nie wiem czy mam jeszcze dosolić czy wystarczy?
-Ja natomiast nie wiem czy mogę ci ufać. Co jeśli chcesz się mnie pozbyć i mnie otruć?- zastanawia się głośno. Uwielbia się bowiem z nim droczyć.
-Nie gadaj tylko otwórz usta...-rozkazuje.-Ammm.- mówi do niej jak do niemowlaka. Dziewczyna próbuje, ale słysząc jak mówi do niej jak do dziecka o mały włos nie dławi się ze śmiechu. Ona się śmieje, a on spokojnie czeka na werdykt w sprawie sosu.
-No i co?- pyta w końcu, kiedy przez dłuższą chwilę nie słyszy odpowiedzi na jego pytanie czy solić jeszcze czy też nie?
-To jest pyszne. - pada odpowiedź.- Nawet jeśli to była trucizna, to dla takiego smaku warto było ryzykować.- twierdzi dziewczyna.- Do czego ten sos?- pyta.
-Do kaszy i mięska.- pada odpowiedź.- Mam nadzieję, że się skusisz. Najpierw jednak powiedz mi, dlaczego miałaś zły dzień? Najlepiej ze wszystkimi, nawet najbardziej pikantnymi szczegółami.- dodaje przekornie.
-Jak nie powiem to nie dostanę jeść?- pyta z zainteresowaniem ratowniczka medyczna.
-Nie dostaniesz.- przytakuje chłopak.- Jeśli jesteś głodna to możesz już zaczynać mówić.- spogląda na nią z poważną miną.- Decyduj, ale powiem Ci, że jedzonko jest dobre więc będziesz żałować jeśli nie zdecydujesz się mówić.
-Robię to tylko dlatego, że to faktycznie wygląda smacznie i szkoda byłoby nie zjeść, nie dlatego, iż potrzebuję się komuś wyżalić.- zaznacza z przekorą brunetka.
-Jasne, cokolwiek, ale już mów.- zgadza się Max.
-No dobra. Jak przyszłam to Thomas mnie wkurzył. Właściwie niewiele powiedział, ale...
-Zrobił ci coś?- pyta przerywając jej i patrząc na nią badawczo.
-Nie zrobił.- zaprzecza.- Spotkaliśmy się parę razy i chyba sobie wyobraża... chyba chciał przejść do kolejnego etapu naszej znajomości...- dość oględnie tłumaczy.
-Kolejnego tzn. chciał, abyś była jego dziewczyną, czy myślał jeszcze dalej?- wiedział co odpowie, ale chciał się upewnić, usłyszeć to z jej ust.
-Dalej...- odpowiedziała krótko.
-I niestety dostał kosza...Jak mi go szkoda.- westchnął przesadnie po czym uśmiechnął się rozbawiony.
-Mówisz poważnie?- spogląda na niego.
-No coś ty. W ogóle mi go nie żal.- zaprzecza Maxymilian.- Zapytał cię wprost, czy bawił się w podchody?- pyta śmiejąc się.
-Nabijasz się ze mnie.- marudzi dziewczyna.-Więcej nic ci nie powiem.- zarzeka się udając obrażoną.
-Nie śmieję się z ciebie, a z niego.- zapewnia Max.- Nie zna się na kobietach.- zauważa.- Jeśli szukał, brzydko się wyrażając, " laski" na kilka nocy, to zdecydowanie nie wybrał najlepiej.- mówi.- Ty raczej należysz do tych kobiet o stałych uczuciach, które marzą o stałym partnerze, a potem o ślubie i o dzieciakach.- twierdzi, bo tak własnie myśli.
-Ale to jest złe?- jest zainteresowana co on na ten temat myśli więc zadaje mu to pytanie.
-Nic takiego nie powiedziałem.- broni się dyplomatycznie.
-A ty?- pyta dalej mając nadzieję dowiedzieć się więcej o swoim współlokatorze.
-Co ja?- bawi się z nią odpowiadając pytaniem na pytanie.
-Wolisz luźne związki, prawda?- spogląda na niego, kiedy wypowiada te słowa.
-Tak.- pada potwierdzająca odpowiedź, a chłopak odpowiadając patrzy jej w oczy.
-A byłeś kiedyś w prawdziwym związku?- pyta, choć nie ma pojęcia czy dobrze robi drążąc temat, ponieważ doskonale wie, iż on nie lubi mówić o sobie, ale jednak ryzykuje.
-Byłem, ale to zamierzchłe czasy.- odpowiada.- Teraz ona ma już męża i dziecko.- zamyśla się.
-Chciałbyś być na miejscu tego faceta?- wypala Sam.
-Czy chciałbym z nią być?Nie. - odpowiada.- Zresztą nasz związek rozpadł się przeze mnie. Prawie ją zdradziłem...- wyznaje, a ona jest zaskoczona jego otwartością.- Opamiętałem się w ostatniej chwili, ale to nie zmienia faktu, że się zdecydowałem...- tłumaczy cicho.
-Dowiedziała się o tej niedoszłej zdradzie od ciebie?- pyta czując, iż on jej odpowie.
-Tak.- przyznaje.- Nie potrafię kłamać. Nigdy tego nie umiałem i się tego nie nauczę. Jak ktoś mnie dobrze zna, to wie kiedy mówię nieprawdę. Więc nawet nie próbowałem. Dostałem w twarz i to był koniec.- opowiada.- Było, minęło.- kończy opowieść.
-To, że jeden związek się rozpadł, nie znaczy, iż kolejny skończy się tak samo.- mówi mu.- Poszedłeś na łatwiznę i wybierasz przygody bez zobowiązań.- podsumowuje jego postępowanie.
-Nie nadaję się na męża, ojcem też nigdy nie będę.- wypowiada te słowa stanowczo.
-Max na jakim świecie żyjesz?- parzy na niego.- Chwila nieuwagi, jedna wpadka i Ann... może pojawić się z dobrą wiadomością.- stwierdza.- Byś mógł mieć pewność, iż tak się nie stanie to musiałbyś żyć w celibacie...- rzecze.
-Nie będzie tak...- mówi patrząc jej w oczy.- Nie muszę żyć w celibacie, by to wiedzieć.- patrzy na jej reakcję na te słowa.
Obserwuje go. Sam widziała, że wypowiadał te słowa z takim przekonaniem, jakby wiedział na pewno. Nie ma odwagi pytać, poza tym to bardzo osobiste, nie ma pojęcia czy może sięgać tak daleko. Wie, iż wkroczyła na trudny temat, widzi to. Chce wiedzieć o nim jak najwięcej, ale z drugiej strony chce dać mu czas...
***
Skomentujecie?
Czy ta historia jest warta komentarza?
Zdecydujcie.
Super, że zdecydowałaś się zacząć te historie od nowa, bo jest świetna i czekam na następny rozdział :D
OdpowiedzUsuńCieszę się, że czytasz :)
UsuńWłaśnie pracuję nad kolejnym rozdziałem, mam nadzieję, że niedługo się pojawi :)
Pozdrawiam :)