środa, 24 sierpnia 2016

7.

Budzi ją huk. Na początku jest zdezorientowana, co nie jest zaskakujące, w końcu została wyrwana ze snu. Zdaje jej się, że coś upadło i roztrzaskało się. Pośpiesznie ubiera szlafrok po czym wychodzi ze swojej sypialni. Ma zamiar udać się do kuchni, jednak zauważa, że to w łazience świeci się światło, więc myśli, że odgłos pochodził właśnie stamtąd. Podchodzi do drzwi i puka.
-Max?- mówi dość głośno.
-Tak?- odpowiada chłopak zza drzwi łazienki. Jego głos jest zupełnie normalny więc dziewczyna już wie, że najprawdopodobniej jemu nic się nie stało.
-Czy wszystko jest w porządku? Nic ci nie jest?- pyta jednak, by się przekonać.
-Mnie nic, ale...- nie dokańcza zdania, po prostu otwiera drzwi. Pierwszym co widzi Sam jest jego nagi tors, oraz ręcznik, który ma owinięty wokół bioder.  Ręcznik, który jest niebezpiecznie nisko. Nie chce się wpatrywać w jego ciało, ale tak właściwie trudno oderwać wzrok od umięśnionego brzucha, oraz wyrzeźbionej klatki piersiowej. Udaje jej się jednak spojrzeć na jego twarz i od razu zauważa jego minę.
-Potrąciłem flakonik z twoją perfumą.- mówi chłopak.- Stłukła się.- ma niewyraźną minę spodziewając się zapewne, że będzie na niego zła.- Przepraszam, nie chciałem. Odkupię ci, obiecuję...- mówi tłumacząc się. Samanta jednak nie reaguje tak jak się spodziewał.
-Myślałam, że tobie się coś stało, kiedy usłyszałam huk.- odzywa się dziewczyna.- Myślę, że stłuczony flakonik z perfumą jakoś przeżyję.- uśmiecha się do niego, bo jest szczęśliwa, iż chłopak jest cały i zdrowy.
-Uff...- wzdycha brunet teatralnie.- Myślałem, że usłyszę wiązankę słów pod swoim adresem typu " mógłbyś uważać, ale z ciebie niezdara, to były moje ulubione perfumy" i takie tam...- wymienia chłopak.
-Nie usłyszałeś  i nie usłyszysz. - zapewnia go.- Poza tym sam powiedziałeś, że odkupisz, więc sprawa załatwiona.- dodaje.
-W poniedziałek będziesz mieć nowy flakonik.- obiecuje.
-Oki. Teraz idę coś zjeść, a ty ubierz coś na siebie.- mówi mierząc go wzrokiem. I może za długo mu się przygląda.
-Nie podobam ci się w ręczniku?- chłopak unosi zabawnie brwi do góry.
-Hmm... całkiem nieźle wyglądasz, ale wolę kiedy jesteś ubrany...- kwituje dziewczyna.
-Dlaczego? Czujesz się wtedy bezpieczniej?- drąży temat rozbawiony. Wie, że działa na kobiety, Samanta nie jest wyjątkiem. Wie to, widzi jak na niego patrzy.
-Max proszę cię. Jestem chora i nie mam nastroju do żartów.- karci go po czym idzie w stronę kuchni. Nie idzie za nią, gdyż ma zamiar wysprzątać w łazience. Robi to, a potem znika w swoim pokoju mając zamiar się ubrać. Kiedy zjawia się w kuchni ma na sobie szare spodnie dresowe i biały t-shirt z napisem " Bad boy." Sara patrzy na niego i jest pewien, że zaraz coś powie. Nie myli się.
-Pasuje do ciebie ten napis.- droczy się z nim ponieważ to uwielbia.
-" Bad boy" do mnie pasuje?- dziwi się.- Przecież jestem grzecznym chłopcem.- mówi.- Źli chłopcy nie gotują rosołu, nie opiekują się chorą przyjaciółką, nie wstają w nocy i nie chodzą sprawdzać czy aby temperatura nie wzrosła.- wymienia po kolei wszystkie swoje dobre uczynki. A ona słucha zdziwiona, bo naprawdę nie pomyślała, że on zaglądał do jej pokoju w nocy.
-Byłeś u mnie w nocy?- dopytuje.
-Byłem.- przyznaje.- Mówiłem, że przyjdę.- przypomina jej ich rozmowę.-Wiem... zaraz mi powiesz, że jestem nadopiekuńczy i pewnie będziesz mieć rację...- wzdycha.- Cóż... taki już jestem.
-Lepiej, że jesteś nadopiekuńczy, niż gdybyś był zupełnie obojętny.- odpowiada mu.- Dziękuję, że tak się o mnie troszczysz, ale naprawdę nie musisz aż tak się zamartwiać. Biorę antybiotyk i na pewno wyzdrowieję.- zapewnia go.
-Nie biorę innej opcji pod uwagę.- patrzy na nią.- Będę musiał dziś cię zostawić, bo jest sobota.- uprzedza ją.-Mógłbym sobie darować, ale Luke chce ze mną rozmawiać, więc muszę się pojawić.- robi taką minę jakby nie chciał iść. I nie chce w rzeczywistości. Najchętniej zostałby w mieszkaniu. Tego jednak jej nie mówi. Nie ma potrzeby.
-Poradzę sobie, nie martw się.- odpowiada mu jego współlokatorka.- Jestem dużą dziewczynką. Poradzę sobie.- zapewnia.
-Domyślam się. Lepiej wyglądasz.- komplementuje ją.
-Dzięki, lepiej się czuję.-przyznaje.
-Cieszę się.- na jego twarzy pojawia się mały uśmiech. Jego oczy również są radosne.-Zmykam na miasto, mam do załatwienia pewną sprawę.- mówi jej.- Zrobię przy okazji zakupy.- oznajmia.- Potrzebujesz czegoś?- pyta.
-Raczej nie, dziękuję.- odpowiada.
Chwilę później drzwi za Maxem zamykają się. Pierwszą rzeczą, którą robi Sam po wyjściu jej współlokatora, ro włącza muzykę i robi sobie kawę. Kiedy słyszy dzwonek jej telefonu spogląda na ekran. Kiedy okazuje się, że dzwoni Thomas, postanawia nie odbierać. Nie potrzebuje rozmowy z nim. Później dziewczyna siedzi w kuchni, pije kawę i czyta gazetę. A kiedy kończy wkłada kubek do zmywarki i postanawia iść pod prysznic.
*** 
Maxymilian otwierając drzwi słyszy już, że Sam słucha swojej ulubionej płyty
 " Komponując siebie"  Sylwii Grzeszczak. Wchodzi do kuchni w pierwszej kolejności ponieważ ma całkiem spore zakupy w rękach. Po drodze do kuchni Max zdążył zauważyć, że w łazience jest zaświecone światło więc wie już gdzie znajduje się dziewczyna mieszkająca z nim. Kładzie wszystko w kuchni, po czym zawraca, aby zamknąć drzwi. Jednak kiedy przechodzi obok łazienki drzwi nagle otwierają się po czym z pomieszczenia wychodzi Sam. Jest zaskoczona widząc go, tak samo jak on. Max lustruje ją wzrokiem, wcale nie tak dyskretnie. Na jej ubranie składa się sam ręcznik, którym dziewczyna jest owinięta. Chłopak zauważa na jej twarzy zakłopotanie.Stoją tak obydwoje kilkanaście sekund nie wypowiadając w tym czasie ani jednego słowa. W końcu Sam, jakby wyrwana z szoku odzywa się pierwsza.
-Utopiłam szlafrok w wannie.- tłumaczy cicho, choć właściwie nie ma czego tłumaczyć. To nie tak, że gdyby tylko chciała to nie mogłaby chodzić po mieszkaniu w ręczniku. Tu nie ma zakazów. Maxymilian przecież niczego jej nie zabronił. Sam uwielbia czuć się swobodnie, więc nikomu tej swobody też nie zabrania.
-A... rozumiem.- odpowiada jej chłopak.
Dziewczyna nie mówi nic więcej, nie tłumaczy więcej. Po prostu przechodzi obok niego kierując się do swojej sypialni. Zamyka za sobą drzwi, a Maxymilian nadal stoi w tym samym miejscu. Nie wykonuje ruchu. Dopiero po chwili przypomina sobie po co szedł w stronę drzwi. Przecież szedł je zamknąć. Robi to, po czym ściąga kurtkę i buty, by następnie udać się do kuchni w celu rozpakowania zakupów. Jakoś po 10 minutach zjawia się jego współlokatorka, ale jest już całkowicie ubrana. Ma na sobie biało czarne legginsy w pionowe paski i bawełnianą, luźną bluzeczkę. Włosy splotła w warkocz. I kiedy obok niego przechodzi Max czuje zapach jej ulubionego balsamu do ciała. Samanta pije wodę, ale po chwili zachowuje się tak, jakby o czymś sobie przypomniała i idzie do łazienki. Wychodzi z mokrym szlafrokiem, a Max domyśla się, że ma zamiar iść powiesić go na suszarce znajdującej się na balkonie, jednak nie pozwala jej na to.
-Sam, czekaj...- woła za nią, a ona się zatrzymuje. I jest zdezorientowana kiedy chłopak zamiera mokrą tkaninę z jej rąk.
-Masz zamiar chora i do tego chwilę po kąpieli  wyjść na balkon w dodatku z mokrymi włosami?- pyta.- Przecież wieje.- dodaje karcąc ją jakby był jej ojcem, a ona małą dziewczynką.  
I pewnie ma rację zachowując się w ten sposób. Troszczy się o nią. Znowu. I dziewczyna zastanawia się czy nie weszło mu to w nawyk.
-No tak, nie pomyślałam.- przyznaje.- Jest cały mokry więc chciałam go rozwiesić na suszarce, aby wysechł.- tłumaczy swoją bezmyślność. Przecież faktycznie mogła się bardziej rozchorować wychodząc na wiatr.
-Ja to zrobię.-proponuje chłopak, który właściwie już ma w dłoni mokry szlafrok. Idzie na balkon i rozwiesza go. Potem spędzają miło dzień na gotowaniu i i oglądaniu tv.  Ona czuje się lepiej, ponieważ temperatura już nie wraca, a on cieszy się, że już lepiej wygląda i się uśmiecha. 
Około godziny 20:00 ktoś puka do jej pokoju, po czym wchodzi. Sam odrywa wzrok od książki, którą czytała. Maxymilian jak zawsze prezentuje się świetnie.
-Już wychodzisz?- pyta.   
-Tak.- odpowiada.-Jakby coś się działo to dzwoń, będę zerkał na telefon.- zapewnia.
-Nie musisz. Już lepiej się czuję, a ty faktycznie jesteś nadopiekuńczy.- mówi mu.
-Mówiłaś, że to lepiej niż jakbym nie przejmował się w ogóle. Twoje własne słowa.- przypomina jej.
-No tak... Myślę, tak jak powiedziałam.- przyznaje.- Swoją drogą ciekawe jakbyś się zachowywał w stosunku do swojej partnerki jakby np. była w ciąży.- zastanawia się głośno.- To by dopiero było...- mówi. I to nie było zamierzone. A jednak reakcja Maxa jest natychmiastowa. Nie spodziewa się jego słów. Reakcji.
- Już ci mówiłem, że  nie będę miał dzieci.- twierdzi cicho, ale stanowczo. Co ją zaskakuje. Bo skąd niby może wiedzieć? I idzie za tą myślą, ale jak się okaże, może wysunie błędne wnioski.
- Nie rozumiem jak można nie chcieć mieć dzieci?- - zastanawia się głośno patrząc na niego, a on przez moment nie patrzy na nią co jest dziwne, bo Max raczej nie błądzi wzrokiem. Tym razem błądzi.- Każdy pragnie mieć taką małą istotkę.- mówi do niego patrząc na jego twarz.-Nie rozczulają cię takie maluchy?- pyta zupełnie nie rozumiejąc jego podejścia do tak ważnej sprawy jaką jest posiadanie dzieci, rodzina. Patrzy na jego twarz, ale trudno z niej coś wyczytać. Max nie mówi nic. Milczy. W pewnym momencie dziewczyna słyszy tylko krótkie" Muszę już iść. Pa." i już go nie ma. Żałuje, że to powiedziała, może go jej słowa zabolały, dotknęły w jakiś sposób, ona nie za bardzo wie. Nie rozumie. Ma nadzieję, że kiedyś zrozumie. I być może żałuje, że tak bezpośrednio wyraziła swoje zdanie, ale teraz już wie, że na pewno coś się w z tym wszystkim wiąże, jakaś historia. Pytanie, czy ona kiedykolwiek ją pozna. Czy on zaufa jej na tyle, by się nią podzielić. Bo dlaczego niby miałby to robić?
***  
Maxymilian wraca po 1:30 w nocy. Nie tańczył bowiem ostatni, jak miał w zwyczaju do tej pory. Nie miał ochoty siedzieć w klubie do końca. Więc pogadał z Lukiem po solówce, po czym opuścił lokal. W klubie była Ann, ale nie miał ochoty na jej towarzystwo. Odwzł ją do domu, a on wrócił do swojego. 
Nie chce mu się spać więc otwiera barek i wyjmuje z niego butelkę whisky. Stara się być cicho, aby nie obudzić Sam. Idzie do kuchni, bierze szklankę, wrzuca kilka kostek lodu, by następnie wlać trochę trunku. Ze szklankę i butelką w ręku kieruje swoje kroki do salonu. Ma zamiar usiąść i napić się w spokoju, ale postanawia jeszcze zajrzeć do Samanty. Cicho wchodzi do jej sypialni, podchodzi do łóżka, by dotknąć jej czoła. Z ulgą stwierdza, że nie ma gorączki więc kieruje się spowrotem w stronę drzwi wyjściowych z pokoju, ale nie dociera do nich jeszcze, kiedy zaświeca się lampka. Odwraca się i widzi, że dziewczyna nie śpi i patrzy na niego.
-Myślałem, że śpisz.- twierdzi.- Obudziłem cię?- pyta.
-Nie obudziłeś.- zaprzecza.- Nie śpię już od jakiejś godziny. Obudziłam się i nie mogłam ponownie zasnąć.- tłumaczy.- Wcześnie wróciłeś.- zauważa patrząc na jego twarz cały czas. Max nie ucieka wzrokiem jak przed wyjściem do klubu. Być może zapomniał o ich rozmowie. Być może.
-Nie tańczyłem na końcu, nie miałem ochoty siedzieć tam do zamknięcia lokalu.- mówi mężczyzna.- Jest Luke, więc niech on się trochę pomęczy i posiedzi. W końcu jest szefem tego wszystkiego.- tłumaczy.- Spróbuj zasnąć. Dobranoc.- żegna się.
-Dobranoc.- odpowiada nie zatrzymując go. Ma do niego wiele pytań, ale nie pyta. Patrzy jak chłopak wychodzi z pokoju. Ma wrażenie, że jest smutny.   Jest. I kiedy jego już nie ma w pokoju, ona przypomina sobie, iż miała go przeprosić za to, co powiedziała zanim wyszedł do klubu. Okrywa się więc kocem i opuszcza swój pokój. W salonie świeci się lampka więc tamże się kieruje. I on tam jest. Siedzi na sofie ze szklanką whisky w ręce. Słyszy jej kroki więc podnosi wzrok. Patrzy na nią, a ona bez słowa sieda obok niego. Dopiero wtedy się odzywa.
-Przepraszam.- mówi prawie szeptem po chwili. I jest pewna, że on wie za co przeprasza, a jednak nie milczy.
-Za co mnie przepraszasz?- pyta siadając bokiem tak by być bardziej zwróconym w jej stronę po czym opiera się o oparcie sofy podwijając jedną   stopę pod siebie.
-Chyba niechcący za dużo powiedziałam przedtem.- Wybacz.- wyjaśnia.- Nie chciałam cię zranić, ani osądzać. Masz prawo...
-Nie  gniewam się.-przerywa jej.- Naprawdę się nie gniewam.- zapewnia.- Nie umiałbym się na ciebie gniewać. Nie należysz do osób, które z wyrachowaniem ranią...- twierdzi patrząc jej w oczy.
-Nie jestem...
-Więc nie musisz mnie przepraszać. Powiedziałaś po prostu to, co myślisz...
-I sprawiłam, że jesteś smutny...
-Nie jestem smutny z twojego powodu.- mówi.
-Jesteś z powodu, o którym wspomniałam. Nie zaprzeczaj.- mówi mu więc on nie zaprzecza.- Jesteś dla mnie zagadką Max.- jest szczera.- Wiem, że z jakiegoś powodu mówisz w ten sposób. Jestem pewna, iż wydarzyło się coś co każe ci tak myśleć. Nie wiem co to jest, ale jednocześnie chciałabym móc sprawić, byś zmienił zdanie. Każdy zasługuje na to, aby być szczęśliwym. Sam nie możesz być. Nie będziesz szczęśliwy będąc w pojedynkę.- mówi patrząc na niego. On również na nią patrzy. Nie odwraca wzoku i jest pewna, że tym razem nie przestanie na nią patrzeć. 
-W moim życiu wydarzyło się wiele złego, ale nie ma sensu o tym mówić Samanto. Po co?- pyta.
-Może po to, abyś poczuł ulgę.- tłumaczy.- Zawsze byłeś taki zamknięty w sobie? Pozornie otwarty, ale raczej nikogo nie wpuściłeś za ten mur, który zbudowałeś. Mam rację?- zadaje pytanie, którego on ani się nie spodziewał, ani raczej nie chciał usłyszeć.
-Skąd ty to wszystko wiesz?- pyta ciągle patrząc jej w oczy.
-Max...- wzdycha.- Ja... po prostu mam oczy. Kto chce zauważy, tak? Poza tym mieszkam z tobą więc więcej widzę niż inni.- stwierdza.
-Muszę się bardziej postarać...- zaczął mówić, ale nie dokończył. Nie pozwoliła mu.
-Musisz w końcu pozwolić komuś się co ciebie zbliżyć.- mówi.- Zbliżyć tak naprawdę... 
-Mówisz o związku czy przyjaźni.- pada pytanie.
-Jedno nie wyklucza drugiego. To ty wiesz kogo bardziej potrzebujesz.- wypowiadając te słowa uważnie mu się przygląda. A on nadal nie unika jej wzroku. Być może chce, by zobaczyła więcej niż inni. Być może pozwala jej zobaczyć więcej, świadomie.  Przez chwilę nic nie mówią. Tylko przez chwilę.
-Ja już się pogubiłem.- mówi w końcu Maxymilian.- Sam nie wiem. Jestem zmęczony Sam...- wzdycha.
-Wiem, widzę...- szepce.
Jest zaskoczona odrobinę kiedy Maxymilian przytula się do niej. Tak po prostu. Bez żadnych więcej słów. Po prostu trwają tak przez chwilę.
-Mógłbym tak się tulić do ciebie do rana.- wyznaje w końcu chłopak.- Potrzebowałem tego...- przyznaje szczerze. Naprawdę potrzebował.
-Max ja się nigdzie nie wybieram...- z jej ust wypływa zapewnienie.  Chce by wiedział, że ona jest. Chce go zapewnić, że będzie. Trwają w tym uścisku dość długo. Jednak w pewnym momencie chłopak odsuwa się w końcu od niej.
-Jest mi niezmiernie miło, ale musisz się położyć.- mówi.- Nie chcę byś z mojego powodu zarywała noce. Ta choroba to jedyny czas, kiedy możesz odpocząć pracoholiczko.- mówi zupełnie poważnie.
-Ja jestem pracoholiczką?- patrzy na niego nie zgadzając się z tym jak chłopak ją nazwał.- Może i jestem, ale nie lubiłam do tej pory siedzieć bezczynnie w domu.- tłumaczy.
-Do tej pory? To znaczy, że to się zmieniło?- łapie ją za słowa poniekąd.
-Tak, zmieniło się.- patrzy mu w oczy przez chwilę, a potem wstaje.- Faktycznie idę się położyć. Obiecaj, że tu również pójdziesz spać.- czeka na zapewnienie.- Alkohol to nie jest dobry pocieszyciel.- spogląda na butelkę, która stoi na stoliku, a potem na niego. Ma ochotę ją zabrać, aby być pewną, iż chłopak nie wypije więcej niż ma w szklance, ale nie ma tyle odwagi. Nie ma prawa mu zabraniać, jest dorosły, może robić co chce, może pić ile chce. Ale jest pewna, że alkohol w tej chwili nie jest mu potrzebny. Ona wie, że w takich momentach bardziej potrzebni są bliscy ludzie. Świadomość, że nie jesteśmy sami ze swoim smutkiem.
-Tak, zaraz się położę.- mówi chłopak.- Nie będę już pił. - zapewnia.- Dobranoc i dziękuję.- uśmiecha się nieznacznie, ale to zawsze uśmiech.
-Dobranoc.- odpowiada po czym idzie do siebie. Max po chwili zanosi butelkę do barku, a następnie idzie wziąć prysznic. I być może kiedy woda spływa obficie po jego nagim ciele, która zmywa z niego napięcie, być może słowa Samanty dźwięczą mu w głowie. Być może powoli docierają do niego. A potem kiedy odpływa do krainy Morfeusza, być może nadal czuje jej ramiona.
***
Idzie bardzo szybko. Na dworze jest zimno, a niebo jest zachmurzone. Śpieszy się. Musi zdążyć dojść do domu przed burzą. Przyśpiesza jeszcze, prawie biegnie. Kilka minut później, gdy pierwsze krople zaczynają lecieć z nieba on wchodzi do domu. Jest cicho. Ściąga więc buty i kieruje swoje kroki do pokoju. Stara się iść bezszelestnie. Nie chce obudzić rodziców, ponieważ jest 2:00 w nocy. Miał wrócić wcześniej, ale stracił poczucie czasu. Niestety. Ma nadzieję, że rodzice śpią i nie zauważą, o której pojawił się w domu.  
Wchodzi do swojej sypialni i wzdycha z ulgą. Udało się. Po omacku szuka kabla lampki, a kiedy już ma włącznik w dłoni, świeci ją. Niestety, jak się okazuje, nie jest sam w pokoju. Przełyka głośno ślinę. Jest pewien, że ta noc nie skończy się dobrze. Nie dla niego.
- O której to się wraca do domu, co?- pyta mężczyzna siedzący na jego łóżku.
-Przepraszam.- jest pierwszym słowem, które wypływa z jego ust.- Bardzo przepraszam.- dodaje.- Było bardzo fajnie, straciłem poczucie czasu i to dlatego...- nie kończy ponieważ zaczyna drżeć mu głos. Jest pewien, że cokolwiek by nie powiedział, to i tak nic nie da.
-Jesteś dwie godziny spóźniony.- wylicza tamten.- Nienawidzę jak mnie nie słuchasz. Nigdy do niczego nie dojdziesz jak będziesz niesłowny. Zawsze ale to zawsze trzeba dotrzymywać danego słowa, a ty powiedziałeś...- mówi spoglądając na młodszego po czym wstaje.- Umowa była inna...- zaczyna iść w jego stronę, a Max odruchowo wycofuje się kilka kroków  w kierunku drzwi. Mężczyzna jednak i tak podchodzi do niego nic sobie nie robiąc z tego, że w oczach chłopaka maluje się strach. I chłopak ma powód, by się obawiać. Mężczyzna jest bardzo zły.
-Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.- mówi.
-Oczywiście, że nie, bo nigdzie już więcej nie pójdziesz.- zapewnia starszy.- Myślałem, że nauczyłeś się już, że trzeba być słownym, ale jak widać nie. Dać ci palec, a ty od razu chcesz całą rękę... Od dzisiaj książki i zero wychodzenia...- mówi podniesionym głosem.
-Pojutrze są urodziny mojego najlepszego kolegi...- te słowa wypływają z ust chłopaka zanim się jeszcze nad nimi zastanawia. I nie kończy, bo dostaje w twarz. Warga boli go, a jak przykłada dłoń, to czuje na palcach coś mokrego i ciepłego. Krew. Właściwie to nie powinien się odzywać. Ale to zrobił. Tracił cierpliwość i po prostu nad sobą nie zapanował. 
-Nigdzie nie idziesz.- powtarza starszy.- Mam gdzieś twoich kolegów...- drwi.
-Rozbiłeś mi wargę, co ja powiem w szkole jutro jak to ktoś zobaczy?- pyta chłopak.- Już wszystkie wymówki wyczerpałem. W końcu ktoś się zainteresuje i dowie...- znów nie kończy ponieważ mężczyzna chwyta go za ramiona tak mocno, że w pewnym momencie brakuje mu tchu. Wbija mu palce w skórę. To boli. Wykręca ręce.
-Nie strasz mnie. Jak piśniesz słowo, to zobaczysz, że bardzo długo nie usiądziesz na tyłku!- grozi.
-To boli...- szepce.- Nie jest w stanie krzyczeć, a nawet jakby był w stanie to się boi.
-Powinno boleć.- grzmi starszy.- Musisz nabrać szacunku do ojca. Skoro mnie nie słuchasz to znaczy, że mnie nie szanujesz, a moje słowa nie są dla ciebie nic warte. Już ja się postaram, żeby to się zmieniło.- ostry ton nie wróży nic dobrego, więc chłopak woli się nie odzywać. Nie chce pogorszyć swojej sytuacji. Mężczyzna nagle puszcza go i wychodzi. Co jest zaskoczeniem. Spodziewał się jeszcze kilku ciosów, albo obelg. Przecież był już przyzwyczajony. Obrywał za błahostki. Był zmęczony psychicznie. Usiadł na łóżku i dał upust emocjom. Bał się go... Tak, bał się swojego ojca. Nie mógł już wytrzymać tego co robił, jak go traktował.  I w tym momencie czara goryczy się przebrała. Wstał i kierowany emocjami wyszedł szybko z domu. Nie chciał już nigdy do niego wrócić. Nie planował, nie myślał, po prostu chciał zniknąć, uciec. Pech chciał, że kiedy był w pobliżu paku   natknął się na patrol policyjny. Była 4:00 w nocy kiedy go odwieźli. Potem zaczęło się piekło. Krzyczał i bił go, a on nie miał już siły uciekać, ani się bronić. Zresztą nie miał gdzie uciec. Upadł na dywan i leżał zbierając kolejne razy. Nie miał już też siły płakać, chciał by sobie poszedł. By dał mu spokój.
-Nigdy więcej mnie nie upokorzysz...- krzyczał.- Żeby policja przywoziła cię nad ranem do domu i bym ja musiał świecić oczyma za jakiegoś bachora...- grzmiał.
-Zostaw mnie... Zostaw mnie proszę...- błagał.
-Zamknij się, bo jeszcze...- z ust mężczyzny padały kolejne groźby.
-To mnie w końcu zabij i będziesz mieć spokój!- wykrzyczał ostatkiem sił.- I ja też!- zaczął płakać. 
***
Akurat robiła kawę, gdy usłyszała z góry krzyk. Nie miała pojęcia czy dobrze słyszała, bo grała muzyka, ale postanowiła sprawdzić. Weszła więc po schodach na górę i odsunęła drzwi. Max siedział oparty o wezgłowie łóżka i dziwnie szybko oddychał. Bez słowa weszła po czym usiadła obok niego. Przytulił się do niej gdy tylko usiadła. Potrzebował tego bardzo, chciał jeszcze czegoś więcej, pragnął  być z nią blisko, ale nie mógł. Nie chciał zniszczyć tego, co się między nimi narodziło- nie chciał stracić przyjaciółki, którą powoli się stawała.Była wyjątkowa i bardzo mu się podobała, ale musiał się zadowolić tym, że jest.
Słyszy jej ciche pytanie. 
-Co się stało? Śniło ci się coś? 
-Tak, ale nie mówmy o tym, proszę. -właściwie uciął temat.  Odsunęła się lekko, ale on zaprotestował. -Możesz mnie jeszcze przytulic? -zapytał. -Wiem, że to może jest śmieszne...-spogląda na nią. 
-Nie jest. -zapewnia go po czym wypełnia jego prośbę. Ten mężczyzna jest dla niej zagadką. Z każdym dniem jednak przekonuje się,  że jego życie nie było usłane różami. Wszystko na to wskazuje. Wie, iż prędzej czy później dowie się co wydarzyło się i co kładzie cień na jego przyszłości. Nie chce jednak nalegać,  wyciągać z niego na siłę. Po chwili czuje, ze Max rozluźnił uścisk.  Wiec pyta go.
-Jesteś głodny? Zrobię śniadanie i zjemy razem co? 
-Tak, ale muszę najpierw iść pod prysznic. Zaraz przyjdę. -zapewnia ją. 
-Dobrze, masz ochotę na grzanki? -pyta. 
-Tak, ale może ci pomogę? -proponuje. 
-Nie ma potrzeby.  Weź prysznic i przyjdź do kuchni. - mówiąc to patrzy na jego twarz i dotyka dłonią jego ciepłego policzka.  Następnie głaszcze go po nim po czym wychodzi. 15 minut później obydwoje siedzą i jedzą śniadanie.  Nie rozmawiają.  Max błądzi myślami gdzieś daleko. Widzi to. Dopiero kiedy chłopak wkłada talerzyki i kubki do zmywarki Samanta odzywa się. 
-Pójdziemy  na spacer?-pyta.
-Przecież jesteś chora. -twierdzi chłopak.
-Świeże powietrze dobrze mi zrobi.  Jest ładnie.  Tobie też się przyda trochę ruchu.-zachęca go.
-Pewnie to dobry pomysł.  Może...-zaczyna się nie kończy.
-Co?-pyta dziewczyna zainteresowana co chciał powiedzieć.
-Pomyślałem o wycieczce na klify. Jednak to chyba nie jest dobry pomysł.  Jak wyzdrowiejesz tam pojedziemy. -obiecuje.
-Oki. To idę się ubrać.
-Ja też.
10 minut później wychodzą.  Na zewnątrz jest ładnie i pogodnie.
-Dokąd idziemy?-pyta Maxymilian.
-Przed siebie-tak najlepiej.  Potem może usiądziemy w parku? -proponuje dziewczyna.
-Zobaczymy.
Idą i rozmawiają.  Tematy, które poruszają są raczej luźne.  Gdy dochodzą do parku siadają na jednej z ławek. Max się rozluźnił,  nawet momentami uśmiechał się jak zwykle.
  -Widzisz ten spacer to dobry pomysł. Nawet się uśmiechasz. -mruga do niego.
-W twoim towarzystwie trudno tego nie robić. mówi brunet zerkając na swoją towarzyszkę kątem oka.
-Ty jesteś takim człowiekiem. Nie jesteś ponurakiem, bo ponurakom nawet moje towarzystwo nie pomaga -zaśmiała się.
-Być może.  Ja lubię bardzo twoje towarzystwo. Jesteś tak ciepłą osobą, że czasem mi się wydaje, że sama twoja obecność odgania złe myśli...-mówi zbyt dużo.  Za dużo. Zdecydowanie więcej niż zamierzał.  Spogląda na nią, gdyż jest ciekawy jak zareaguje na te słowa.  A ona się uśmiecha więc i on idzie w jej ślady.  Dziewczyna wstaje i wyciąga do niego dłoń.
-Idziemy?-pyta.
-Dokąd? -odpowiada pytaniem na pytanie.
-Mam ochotę na jakieś dobre ciasto...-mówi.
-To wiem nawet, gdzie takie można zjeść...-podaje jej dłoń i wstaje. A potem idą w stronę cukierni. Za ręce nadal się trzymają.
Kiedy chwilę później wchodzą do lokalu zajmują miejsce pod oknem.  Zamawiają dwa kawałki ciasta-jedno ze śliwkami i jedno brzoskiwniowe.  I dwie kawy. Kiedy Kelnerka odchodzi po to aby zrealizować zamówienie Sam spogląda na towarzysza i zauważa, że znów zmienił mu się humor.  Głaszcze jego dłoń. .
-Dzisiaj się nie smucimy proszę pana. -mówi ciepłym głosem.
-Mam wrażenie. ..-zaczyna po czym milknie.
-Że?
-Nic. Nie psujmy sobie humoru. -kwituje.
-Powiedz mi?Max.-prosi.
-Jestem zmęczony Sam.  Dawno się tak nie czułem, ale naprawdę jestem zmęczony...-wzdycha.
-Więc daj sobie czas... Nie wiem... na odpoczynek, wyjedź gdzieś, czy zostań w domu i oglądaj filmy cały dzień... nie wiem co lubisz. Zrób coś dla siebie.
-Muszę z czegoś żyć, więc muszę pracować.  Poza tym Luke ostatnio sobie odpuszcza. Ktoś musi pilnować interesu. -mówi.
-To jego klub. -kwituje dziewczyna.
-Nie rozumiesz...On kiedyś bardzo mi pomógł, mam u niego dług wdzięczności. Poza tym to dodatkowa kasa. W moim życiu było już tak, że naprawdę jej nie miałem więc teraz wolę się zabezpieczyć. -znów mówi jej o tym, o czym niekoniecznie wiedziało dużo osób. Kelnerka przynosi zamówienia.  Jedzą.
-Smakuje ci? O takie ciasto ci chodziło? -pyta brunet.
-Przepyszne. A tobie smakuje? Dobre?-spogląda.
-Spróbuj. -nabiera kawałek na łyżeczkę i daje jej do ust. Gdy dziewczyna smakuje uśmiecha się
-Pychota. Zamienimy się? -proponuję.
-Jeśli tylko masz ochotę.  Może jeszcze ci zamówić? -pyTak.
-Nie, nie zjem drugiego.
Maxymilian przestawia talerzyki i jedzą.  Kiedy dopijają kawę chłopak płaci po czym opuszczają lokal i kierują się spacerkiem do domu.
-W następny weekend bierzemy wolne. Nie pójdziemy do klubu. -odzywa się współlokator Sam.
-Ja to raczej będę musiała, bo nie było mnie teraz. -spogląda na niego.
-Załatwię to z Lukiem, nie martw się. -obiecuje.
-Ciekawe co sobie pomyśli? -zastanawia się głośno Samanta
-Nie obchodzi mnie to.  Ja jestem tam bo chcę, nie dlatego, że muszę . -wyjaśnia mężczyzna.
Ale to ja mam umowę. -stwierdza fakt.
-Spoko. Nie bój się.  Ja to załatwię.  Jak mówię tak, to tak będzie. Chyba jestem dość słowny prawda? -lustruje ją wzrokiem.
-Raczej tak. A jakie masz plany na niedzielę? -pyta.
-No tak... nie zapytałem czy zechcesz... Chciałbym cię zabrać na klify.  Co ty na to?
-Chętnie. -zgadza się.
Wracają do domu.  Potem razem gotują.  Przy okazji trochę się wygłupiali.  Wieczorem, kiedy Max ma wychodzić zagląda jeszcze do niej. Jest w salonie. Kiedy chłopak wchodzi ona patrzy na niego.  Jak zwykle wyglądał świetnie. Ma na sobie rurki, t-shirt, a nato ubrany sweter.  Zakłada zegarek.
-Nie wiedziałem, że lubisz takie filmy. -dziwi się patrząc na ekran telewizora.
-Horrory?  Lekkie tak, mocniejszych sama nie oglądam. -uśmiecha się.
-No dobra, uciekam. Bądź grzeczna. -śmieje się. Nachyla się i delikatnie muska  ustami  jej policzek.
-Ty bądź grzeczny. -słyszy jej słowa szepnęła do ucha.
-Spokojnie. Będę bardzo grzeczny. Jadę samochodem.- uśmiecha się kiedy to mówi.
-O, to faktycznie będziesz musiał być grzeczny. Zmiana!- kwituje. Max śmieje się po czym wychodzi. Kiedy dociera pod klub, parkuje samochód, a potem idzie w stronę wejścia. Jak zwykle jest tam mnóstwo osób, jednak on podchodzi z boku do faceta stojącego na bramce, po czym się z nim wita.
-Cześć.- podaje mu dłoń.- Tłumy...
-Cześć Max.- odpowiada tamten.- No sporo osób. Tak jak zawsze zresztą. Wbijaj.- puszcza go więc ten wchodzi. Od razu po wejściu kieruje się w stronę baru. Wita się z Pete, który jest pewien, że zapyta o Sam. Nie myli się w tej kwestii.
-Jak się czuje Samanta?
-Dobrze. Myślę, że niedługo wróci, nie będziesz musiał aż tak tęsknić.- odpowiada i mruga do niego.
-Lubię ją bardzo.- mówi tamten. Jest szczery.
-Nie tylko ty. kwituje tancerz, więc barman patrzy na niego pytająco. Maxymilian zna za dobrze to spojrzenie, więc od razu tłumaczy.-Jest przemiłą dziewczyną, nie da się jej nie darzyć sympatią. A ty co sobie od razu myślałeś?- pyta choć wie co tamtemu przyszło do głowy. Za dobrze się znają, aby się nie domyślić.
-No nie wiem, może pomyślałem, że ci się podoba?- mierzy wzrokiem Maxa.
-Musiałbym być ślepy, by stwierdzić, iż mi się nie podoba. To przepiękna dziewczyna.- mówi, ale nie ma zamiaru rozwijać tematu.- Idę do Luka.- ucina temat Samanty.
-Idź, pytał o ciebie.- mówi Pete. Więc Max idzie. Puka do jego biura, ale nie czeka na odpowiedź, ale od razu wchodzi do środka. Szef klubu siedzi za biurkiem i przegląda coś w laptopie. Kiedy jednak widzi Maxymiliana zamyka komputer.
-Jesteś, cześć.- mówi podnosząc się z krzesła.
-Cześć.- podają sobie dłonie. Maxymilian zajmuje miejsce na krześle stojącym naprzeciwko biurka.
-Tłum...- to tancerz zaczyna rozmowę.-Czy mi się wydaje, czy jest coraz więcej osób?- pyta,
-Nie wydaje ci się, dlatego myślę, żeby wynająć jeszcze jedno skrzydło.- odpowiada Luke.- Wymaga wprawdzie odnowienia, ale chyba warto zaryzykować i wpompować kasę, a potem czerpać zyski.- szef przedstawia mu swoje plany.
-To ty decydujesz, ja tu tylko tańczę.- kwituje młodszy.
-No tak, ale ciągle mam nadzieję, że namówię cię na udziały.- marudzi szef.
-Rozmawialiśmy o tym, Luke. Nie wiem jak długo tu jeszcze będę. Mogę tu bywać, zamykać, mogę tańczyć na razie, natomiast w przyszłości nie mam pojęcia co będę robił więc nie chcę tu inwestować i tą inwestycją się wiązać z tym miejscem na dłużej.- odpowiada Max.- Wyszedłem na prostą, między innymi dzięki tobie, czuję się komfortowo, bo nie jestem spłukany... Jest dobrze. Dzięki, że mi proponujesz, ale ja się wstrzymam.- tłumaczy.
-Rozumiem.- mówi Luke.- Co z Sam?- pyta.
-Już jest lepiej. W sobotę będzie w pracy, natomiast w niedzielę, jakbyś mógł to daj jej wolne. Mnie też nie będzie. Muszę złapać oddech...- mówi.
-Coś się stało?- mężczyzna spogląda badawczo na Maxa.
-Nie mogę ostatnio spać... przeszłość mnie dopada...- mówi tancerz.
-No to oki, nie ma sprawy.- zgadza się szef klubu.- - Czy ta dziewczyna ci się podoba?- Luke unosi zabawnie brwi kiedy o to pyta.
-Ta dziewczyna jest moją przyjaciółką.- zaznacza Max.- Dobrze się z nią czuję, a jej też przyda się oderwanie od rzeczywistości.
-Oki, spokojnie. Tak tylko zapytałem.- broni się starszy.- Idz już, bo niedługo zacznie się show. Panie nie mogą się już doczekać. - uśmiecha się...
-Jak zwykle. Panowie w kasynie, a żonki w klubie.- podsumowuje młodszy.- Idę.- wstaje i wychodzi. Show niedługo później się zaczyna.  Najpierw jest układ, a potem solówki. Na końcu tańczy Max. Oczywiście nie obyło się bez krzyków i pisków pań. Kiedy chłopak kończy zajmuje miejsce przy barze, jednak nie pije. Żartuje z dziewczynami pijącymi drinki i koniecznie chciały by się z nimi napił, ale on jest nieugięty.Jedna z nich w pewnym momencie była już trochę nachalna. Max wie, że sporo wypiła więc proponuje jej taksówkę.
-Nie mogę, ktoś na mnie czeka. Na ciebie raczej też...-mówi uśmiechając się.
- Pokłóciliśmy się. On nie jest mnie wart...- prawie natychmiast dziewczyna zaczyna szlochać i opiera swoją głowę na jego ramieniu.
-Przykro mi. Masz już dość. Zadzwonię po taksówkę...- proponuje ponownie. Nie dokończył, bo ta dziewczyna ni z tego, nie z owego go całuje. A on automatycznie się odsuwa. Jednak zaraz potem czuje jak ktoś pociąga go do tyłu. Jednak nie zdąża przekonać się kto to jest, a dostaje od razu w policzek.
-Odwal się od mojej dziewczyny. Ja cię nauczę trzymać ręce przy sobie.- Kipi gniewem mężczyzna. Max dopiero po kilkunastu sekundach ocenia właściwie sytuację, bo uderzenie go przyćmiło. Facet chce zamachnąć się kolejny raz, ale robi unik i zanim pojawia się kilku ochroniarzy łapie go w sposób, który uniemożliwia mu jakikolwiek atak. 
-Powinienem poobijać ci gębę za to, że mnie uderzyłeś, ale sobie daruję. - mówi Maxymilian i jest wyraźnie zły.- Nie mam nic do twojej partnerki. Jest pijana w sztok i sama się do mnie przytuliła...- tłumaczy.
-Taa, jasne...- nie dowierza mężczyzna.
-Słuchaj koleś...-tancerz jeszcze bardziej się irytuje.- Zadarłeś z niewłaściwą osobą. Jeśli chcesz to zaraz mogę ci wytłumaczyć to inaczej.- cierpliwość Maxa znika, toteż zaczyna mówić z groźbą w głosie. Nie lubi bowiem obrywać bez powodu i wkurzają go kolesie pokroju tego, którego właśnie obezwładnił. I kiedy ma jeszcze coś dodać podchodzą ochroniarze. I tamten mężczyzna widzi ich. Jeden z ochrony przykuca.
-Max w porządku?-pyta. 
-Tak. Pana i jego kobietę trzeba wyprowadzić.- mówi do nich.- I nie wpuszczajcie ich już.- instruuje ich.
-Jasne.- przytakuje mężczyzna. Kiedy chcą go zabrać ten zaczyna się rzucać. Max, który już go nie trzyma przybliża się do niego.  
-Posłuchaj koleś... Grzecznie dasz się wyprowadzić i zabierzesz swoją pannę, bo jeśli będziesz się awanturował to oni już nie będą tacy wspaniałomyślni jak ja.- mówi mu. I to chyba działa, bo chwilę później jest po problemie. Maxymilian siada na krzesełku, a Pete podaje mu lód, by przyłożył do bolącego policzka. Robi to.
-Trzeba było dać mu w pysk.- mówi barman.  
-Nie chciałem robić rozróby, facet źle zrozumiał.- tłumaczy tancerz.
-Jeszcze niedawno byś takiemu wpiepszył...
-Dzisiaj też bym to zrobił, ale na jego miejscu też bym tak zareagował widząc moją kobietę ze striptizerem...- wyjaśnia.
-Będzie siniec...- Pete wskazuje na jego policzek.
-Będzie i zniknie... Nie pierwszy w moim życiu i zapewne nie ostatni...- mruczy chłopak.
Jest jeszcze chwilę w klubie, ale później jedzie do domu. Prawie od razu kiedy jest już u siebie- zasypia. 
I kiedy rano Sam robi śniadanie zastanawia się o której wrócił. Wie, że chłopak śpi, nie chce go budzić choć jest godzina 9:00. Aby nie siedzieć bezczynnie postanawia wstawić pranie więc idzie do łazienki, by posortować rzeczy. Tak znajduje koszula Maxymiliana, w której to wyszedł poprzedniego wieczoru. Odruchowo dziewczyna bierze ją do ręki po czym zbliża do twarzy, chcąc poczuć zapach jego perfum. Uwielbia ten zapach. I już kiedy ma zamiar odłożyć ubranie znajduje na jego skrawku plamki krwi, które budzą w niej niepokój. Niewiele więc myśląc idzie na górę, odsuwa drzwi do jego sypialni. Zauważa, że chłopak śpi. Jest ułożony na brzuchu, kołdra zsunęła mu się z łóżka i prawie cała leży na panelach, a on śpi w samych bokserkach.
Podchodzi cicho i widzi, że chłopak ma siniec na policzku, a także pękniętą wargę. Dotyka jego policzka delikatnie, a on się porusza. Na ucieczkę jest za późno gdyż tancerz zaczyna otwierać oczy. Czeka aż się obudzi. W tym czasie on przekręca się na plecy
- Co ty tu robisz?- pyta, a ona dotyka jego policzka delikatnie.
-Zobaczyłam krew na twojej koszuli z wczoraj i się wystraszyłam. Przepraszam, że wtargnęłam.- przeprasza.
-Nie musisz przepraszać, a mnie nic nie jest. To po prostu małe nieporozumienie. Jeden chłopak myślał, że podrywam jego dziewczynę, a ona po prostu była pijana.- tłumaczy.  
-I robiła do ciebie podchody. Standard.- uśmiecha się dziewczyna.
-Czemu się śmiejesz?
-Bo kiedyś ktoś ci tę przystojną buzię obije.- mówi mu bez ogródek.- Za bardzo działasz na kobiety i nie dziwię się, że ich faceci tak reagują.- stwierdza fakty.
-Ja byłem grzeczny, słowo skauta. Pete może potwierdzić.
-W porządku. Nie musisz mi się tłumaczyć...
-Nie muszę, ale chcę... Nie chcę byś myślała jak niektóre panny z klubu.   
-Nie myślę/ Nie wiesz o ty? Uciekam w dół...
-Ja też idę...
-Ubierz się najpierw...- spogląda na niego i się uśmiecha. Wychodzi z jego sypialni, a on wstaje, ubiera spodnie i t-shirt, po czym schodzi na dół. Sam właśnie wstawiała pranie w łazience. On nalewa sobie kawy po czym siada w kuchni. Ona chwilę później robi to samo. 
-Luke stwierdził, że niedzielę da ci wolną.- mówi.
-Super. Boli cię?- wskazuje na policzek.
-Trochę, ale nie martw się, bo na to się nie umiera. To nie pierwszy siniec w moim życiu i nie ostatni.- uśmiecha się.
Maxowi podoba się moment jak gładziła mu policzek. Lubi kiedy się ktoś o niego troszczy.




6 komentarzy:

  1. Hej. Świetne opowiadanie,super sie je czyta. Max jest mega intrygujacy. Na pewno będę wpadać, czekam niecierpliwie na nowe rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maxymilian Jest intrygujący, bardzo mu to jednak pasuje☺ Lubie to w nim. Rozdziały niebawem☺

      Usuń
  2. Jestem ogromną wielbicielką tego co tworzysz. Dopiero co natrafiłam na ten blog ale od razu mogę stwoerdzic, że jest świetny. Nie musisz pisać o piłkarzach by przyciągać czytelnikow. Uprzejmie informuje, że dodaje twój blog do obserwowanych 😂. Serdecznie pozdrawiam i pisz dalej dziewczyno bo masz talent ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że znów powróciłaś do tej historii :D
    Jak często będą dodawane rozdziały?
    Pozdrawiam :) /Werka

    OdpowiedzUsuń
  4. Postaram się dodawać co tydzień. To zależy od mojego wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń