czwartek, 1 września 2016

8.

Aleksandra siada przy stole i zaczyna pisać list. Właściwie już od kilku dni nosiła się z tym zamiarem, zaczynała, ale niestety nigdy nie udało się go nawet zacząć we właściwy sposób. Może potrafi robić wiele rzeczy, ale tego jednego nie potrafi. I dlatego tak mozolnie jej to idzie. I po chwili kolejna kartka ląduje w koszu na śmieci.
Nie ma pojęcia jak to wszystko napisać. Chciałaby przelać na papier tyle słów, tak dużo uczuć. To nie jest łatwe. Zdaje sobie sprawę, że adresat jej listu zapewne i tak wyrzuci go do kosza po przeczytaniu. Zdziwiłoby ją gdyby było inaczej. A może on wcale go nie przeczyta. To też by jej nie zaskoczyło. On ma do tego prawo. Ma prawo nie chcieć jej znać, ma prawo nie chcieć mieć z nią nic wspólnego, ma prawo nawet jej nienawidzić... Cóż... nie była najlepszą matką. Sama o tym bardzo dobrze wie. Po wielu latach zdała sobie sprawę, że praktycznie w ogóle nie była dla niego matką. Jej życie kręciło się głównie wokół pracy. Tak- była pracoholiczką. Przez wiele lat to nie docierało do niej. Nie dopuszczała tego do siebie, nie słuchała tych, którzy próbowali jej to uzmysłowić. Była głucha na ich argumenty.I to był błąd. Jednak to niestety nie jedyne jej winy. Niestety. Zrobiła coś znacznie gorszego. Skrzywdziła go tak boleśnie, że w tym momencie nie potrafi sobie nawet wyobrazić jak wielki ból wtedy czuł.
Teraz, kiedy kilka dni temu po słowach lekarza, które usłyszała w szpitalu, jej życie praktycznie stanęło w miejscu dopiero ten moment uzmysłowił jej jak wyglądało i nadal wygląda jej życie. Ciągłe gonitwy, podróże, stawianie sobie celów, które nie powinny być ważne. Spychanie tego co najważniejsze. Tyle błędów. Ostatnio dotarło do niej w końcu, że jest zupełnie sama. Jest sama z własnego powodu. Teraz rozumie. W tym jednak momencie nie chce być sama. Przeraża ją to. Boi się. To trudy czas, a ona nie chce przeżywać tego wszystkiego w pojedynkę. Bo nie wie co będzie. I chce uporządkować swoje życie, ppóźniej może nie zdążyć.
Mobilizuje się i zaczyna kreślić na kartce poszczególne słowa i zdania, by po chwili znów powtórzyć poprzedni scenariusz i kolejna kulka papieru znajduje swoje miejsce w koszu. I przez moment rezygnuje z pisania ponieważ znów uderza w nią myśl, że on może właściwie od razu wyrzucić list. Bez czytania.
-Przecież ty mnie nienawidzisz...- mówi sama do siebie, po czym odkłada długopis i idzie do sypialni.
***
Lubi swoją pracę. To coś, co naprawdę go interesuje. Zna się na tym. Wbrew pozorom nie jest tylko striptizerem i wbrew niektórym opiniom potrafi znacznie więcej oprócz czarowania kobiet i wyginania się na scenie. 
Rozmawia z klientką siłowni. Dyskusja jest bardzo merytoryczna. Dziewczyna choć ma pewną wiedzę, to jednak chętnie słucha jego sugestii co do jej treningu. Lubi takich ludzi, którzy są otwarci na podpowiedzi, tym bardziej, że zawsze stara się dać dobre rady, korzystne dla nich. I niektórzy naprawdę potrafią to docenić. Ona jest jedną z tych osób.
-Wiesz naprawdę ci dziękuję.- słyszy z jej ust.- Na pewno spróbuję to połączyć. To ciekawa propozycja.- uśmiecha się.
-Powiesz mi następnym razem jak ci się ćwiczyło.-  mówi jej.
-Jasne, myślę, że to naprawdę spoko pomysł.
-Wypróbowany.- mówi jej.
-Dzięki.- dziękuje mu jeszcze raz. Po chwili Max idzie do chłopaków, którzy wyciskają. Zna ich doskonale, przynajmniej większość. Często bywają w siłowni, często też pytają o kilka rzeczy wiedząc, że na pewno doradzi.  Tak jest i tym razem. Wciągają go w rozmowę i dopiero po chwili orientuje się, że jeden z nich, który aktualnie wyciska leżąc na ławeczce dziwnie oddycha. Z takim świstem łapiąc łapczywie powietrze. Natychmiast doskakuje do niego odbierając sztangę i odkładając na miejsce. Chłopak zaczyna kaszleć. Domyśla się co mu dolega.
-Masz inhalator przy sobie?- patrzy na niego,a  ten zaprzecza kiwając głową. Działa szybko. Wybiera numer na pogotowie jednocześnie uspakajając mężczyznę. I kiedy słyszy, że ratownicy właśnie wyjeżdżają czuje niewielką ulgę.
-Staraj się oddychać spokojnie.- mówi do niego.-Wiem, że to trudne, ale musisz się skupić. Nie bój się. Karetka już jedzie.- informuje go.- Spokojnie. Spokojnie.- powtarza.  Mija może 5 minut od wezwania, kiedy zjawiają się ratownicy. Wszyscy się odsuwają, więc zostaje sam z poszkodowanym.
-Co się dzieje?- słyszy tak dobrze znany mu głos. Upewnia się czy to ona spoglądając. Potem tłumaczy jej dokładnie co się stało. Chłopak w tym czasie dostaje zastrzyk i tlen. Kładą go na nosze i zabierają. A on odprowadza ich do wyjścia.   
-Astma?- dopytuje.
-Ma skurczone oskrzela... Być może astma.- odpowiada jego współlokatorka.- Muszę iść. Do zobaczenia później.
-Do zobaczenia.
Karetka odjeżdża, a on wraca do pracy. I choć stara się na niej skupić, to jednak jego myśli krążą wokół jednej osoby- Sam. Pierwszy bowiem raz miał okazję ujrzeć ją w akcji. I choć przecież wiedział, iż dziewczyna jest ratownikiem medycznym, zdawał sobie sprawę jak odpowiedzialny jest to zawód, to jednak dopiero obserwując ją w trakcie pracy dotarło to do niego tak naprawdę. I jest pełen podziwu dla niej.
***
Kończy zmianę, więc udaje się do szatni, aby przebrać się. Ma w planach udanie się do sklepu. I tak robi zaraz po opuszczeniu murów kliniki. Ma ochotę na sałatkę z kurczakiem, ale by ją zjeść musi najpierw ją zrobić, a przedtem kupić wszystkie potrzebne składniki, zdając sobie sprawę, iż nie wszystko znajdzie w domu. Wybiera jeden z tych dużych samoobsługowych sklepów, który znajduje się niedaleko ich mieszkania. I akurat spaceruje pomiędzy półkami w poszukiwaniu przyprawy do kurczaka, kiedy ją słyszy. Ann.
-Cześć.-   wita się dziewczyna. Odwraca się i widzi przyjaciółkę Maxymiliana. Nie ma ochoty na konwersację, a już na pewno nie  z nią. Miała naprawdę ciężki dzień i nie chce rozmawiać z Ann, wie bowiem, że ona na pewno nie poprawi jej humoru. Jednak nie jest niekulturalna przecież, toteż odpowiada na pozdrowienie.
-Cześć Ann. - wysila się na miły ton.
-Wracasz z pracy?- pyta dziewczyna. 
-Tak.- przytakuje.- Muszę kupić kilka rzeczy i idę do domu. Miałam ciężki dzień.- przyznaje choć sama nie ma pojęcia dlaczego to mówi.
-Będziesz robić coś dobrego?- pada kolejne pytanie, a Samanta widzi, że Ann patrzy na rzeczy, które ona ma w koszyku.
-Mam ochotę na sałatkę z kurczakiem.- odpowiada.
-Ja też mam zamiar coś dobrego ugotować. Może...- nie kończy myśli.- Max jest w pracy?- pyta.
-Myślę, że na pewno. Właściwie dlaczego mnie o to pytasz, przecież wiesz.- patrzy na nią.
-Niby wiem. ale może zmienił plany. Ostatnio jakoś mniej się spotykamy więc nie znam dokładnie jego planu dnia.- marudzi.- Nie wiem co się dzieje, tzn. wiem, on tak czasami ma, wycofuje się na pewien czas, ale w końcu i tak zawsze do mnie dzwoni, wraca...- mówi z przekonaniem.- Tym razem też tak będzie, muszę po prostu przeczekać...- jest bardzo pewna siebie, a Samanta słucha, ale zastanawia się z jakiego powodu ona to wszystko jej mówi. Oczywiście dzieli się tą myślą z dziewczyną.
-Nie rozumiem po co mi to mówisz, Ann?- pyta wprost.
-Sama nie wiem...- wzdycha tamta.- Może dlatego, że uważam, iż jesteś naprawdę fajną dziewczyną i jestem również pewna, że nie jesteś zainteresowana przygodami...
-Nie rozumiem?
-Nie zakochaj się w nim.- mówi kochanka Maxa. Wprost.-On nie chce związków, nie wierzy w nie, a ty chyba należysz do tych kobiet z romantycznymi oczekiwaniami. On jest niespokojnym duchem, lubi wolność...- mówiąc to przygląda się bacznie Samancie. Chce zobaczyć jak zzareaguje na jej słowa.  
-Ann... Naprawdę jest mi ciebie żal...- mówi w końcu, a tamta jest zaskoczona.- Nie zakochałam się w Maxymilianie. To po pierwsze. A po drugie skąd ty możesz wiedzieć czego on chce, czego potrzebuje i czego oczekuje?- pyta.
-Znam go dłużej niż ty.- pada odpowiedź, która śmieszy współlokatorkę tancerza.
-Tak, znasz go dłużej odemnie. To prawda. A powiedz mi ile razy rozmawialiście?- patrzy na nią.- Ale wiesz, tak naprawdę. Myślę, że niezbyt dużo.- sama odpowiada sobie na wcześniej zadane pytanie.-Domyśliłaś się czego pragnie, czego potrzebuje uprawiając z nim seks?- zadaje kolejne pytanie, a kiedy tamta milczy mówi dalej.- W sferze fizycznej to może i wiesz co on lubi, natomiast poza nią nie masz pojęcia...- kwituje.- Przepraszam cię, ale nie mam dobrego dnia, nie chcę cię urazić, może twoje zamiary były dobre. Choć nie wydaje mi się. Jeśli się boisz, że ci go ukradnę, to się nie martw. Nie sypiam z nim, nie zamierzam, więc masz drogę wolną...- kończy.    
-Nie chciałam cię urazić.- słyszy z ust Ann. A Samanta uśmiecha się.
-Proszę cię.- patrzy na dziewczynę.- Za kogo ty mnie masz, co?- pyta.- Nie jestem małą dziewczynką, dobrze potrafię odczytać czyjeś intencje.- mówi.- Chciałaś zaznaczyć, że on jest twój.- przerywa na moment i obserwuje reakcję.- Tak szczerze, to myślę,że to ty się w nim zakochałaś. Wierzyłaś w to, że pomimo tego, że zaznaczył i ciągle to robi, iż się nie wiąże na stałe, że interesują go tylko otwarte relacje z kobietami, to jednak wierzyłaś po cichu, iż zmieni zdanie. A teraz zaczyna ci umykać, rozczarowałaś się, próbujesz go zatrzymać na różne sposoby, ale to nie działa... I nie zadziała Ann, tak myślę.- tłumaczy.- Przepraszam cię, ale dłuższa rozmowa na ten temat nie ma sensu. Muszę iść. Na razie.- mówi po czym odchodzi. Nie czeka na reakcję dziewczyny. Zna ją. I w drodze powrotnej do domu zasntanawia się, czy na pewno dobrze odczytała intencje kochanki Maxymiliana. Jest jej w pewnym sensie żal Ann- wiedząc co chłopak myśli o wiązaniu się brnęła w relację z nim w międzyczasie zakochując się. To nie było trudne, ponieważ Maxymilian jest atrakcyjnym facetem zarówno pod względem fizycznym jak i intelektualnym. I Samanta wie, że na Ann czeka rozczarowanie jeśli jeszcze wierzy w pomyślność ich związku. Z jej obserwacji bowiem wynika, że Max ostatnio jest średnio spragniony jakichkolwiek kontaktów z dziewczyną wliczając w to nawet te fizyczne. 
Kiedy dociera do domu w środku jest cicho więc uznaje, że jej współlokator nie wrócił jeszcze z pracy. Kładzie zakupy w kuchni, po czym idzie do łazienki wziąć prysznic. Kiedy kończy naciera swoje ciało ulubionym balsamem, a kiedy specyfik się dobrze wchłania, nakłada na siebie wcześniej przygotowane ubrania. Z nie do końca wysuszonymi włosami wychodzi z łazienki i natyka się na Maxa, który wygląda jakby dopiero co wszedł. Chłopak lustruje ją wzrokiem i w myślach stwierdza, że Sam z rozpuszczonymi włosami, co robi rzadko, wygląda pięknie. To wywołuje na jego ustach uśmiech, który ona odwzajemnia.  
-Cześć.- wita się z nią
-Cześć.- odpowiada dziewczyna.
-Brrrrrr.- Maxymilian demonstruje, że zmarzł.- Zimno jest. Zerwał się wiatr i naprawdę można zmarznąć.- mówi chłopak.- Marzy mi się wanna pełna wody.- marudzi.
-To marzenie jest jak najbardziej realne. Łazienka wolna.- wskazuje na drzwi.
-Skorzystam. Robisz coś do jedzenia.- pyta.
-Tak, zaraz przygotuję sałatkę. Jednak trochę to potrwa, więc jak jesteś bardzo głodny, to zrób sobie kanapkę.- mówi zupełnie poważnie.       
-Poczekam. Idę się wykąpać.- mówi i już go nie ma. I kiedy kilkanaście minut później zjawia się spowrotem, znajduje ją w kuchni z właściwie wszystkimi składnikami pokrojonymi, tylko z gorącym kurczakiem. Studzi się. Dziewczyna na chwilę zawiesza wzrok na chłopaku. Ma mokre włosy zaczesane gładko do tyłu. I kiedy staje obok niej czuje jego zapach. On zawsze tak pachnie, kiedy wychodzi z łazienki, choć żadna z jego wód toaletowych nie pachnie w ten sposób. Dochodzi do wniosku, że to na pewno żel pod prysznic. Maxymilian kieruje się do salonu, a kiedy już tam jest włącza tv. Są wiadomości więc ogląda, ale po około 15 minutach jego współlokatorka zaprasza go na sałatkę.  I kedy jedzą obydwoje zerkają kątem oka na tv.W pewnym momencie Maxymilian zadaje jej pytanie, którego się nie spodziewa.
-I jak ten chłopak?- pyta.- Miałem wcześniej poruszyć ten temat, ale poszedłem się kąpać i zapomniałem.- tłumaczy.
-Ten z siłowni?- dopytuje dziewczyna, a kiedy dostaje potwierdzenie przez kiwnięcie głowy dodaje.- To był atak astmy. Nic strasznego. Nie wiem dokładnie czy go zostawili, bo ciągle były wezwania.  Jednak na pewno nic mu nie będzie.
-Wiesz co?- patrzy na nią, a ona na niego.- Dzisiaj po raz pierwszy widziałem cię w akcji. To było niesamowite.
-Co w tym niesamowitego?- patrzy na niego 
-Ty.- ta odpowiedź zaskakuje ją.
-Ja?- dopytuje.
- No tak. Jesteś drobną kobietą. Stwarzasz pozory, że jesteś     krucha. A tu pewność siebie i działanie. I kiedy Samanta się uśmiecha słyszą dzwonek do drzwi. Maxymilian otwiera, ale Samanta nie jest zadowolona z takich gości, bo to ciągle trzeba słuchać. To Ann.
-Cześć Sam. - wita się z fałszywym uśmiechem. 
-Cześć Ann...
Siada. Samanta patrzy na nią.
-Zjesz z nami?- pyta z grzeczności, choć wcale nie ma ochoty zostawać w salonie z planem ewakuowania się do siebie.
-Dziękuję, ale już jadłam... Na pewno jest pyszna.- Uśmiecha się słodko, za słodko.Samanta wstaje i bierze swój talerz.   
-Zostawię was samych. - mówi stanowczo.
-Zostań.- stwierdził Max.
-Jestem zmęczona. To był ciężki dzień. Cześć Ann.
-Cześć.  
Odkłada talerzyk do zmywarki po czym idzie do siebie. Godzinę później słyszy jak wychodzą. Kiedy w mieszkaniu robi się naprawdę cicho to wychodzą.Domyśla się, że poszli na jedną z imprez i rano wychodząc do pracy znów potknie się na szpilkach Ann. Jest tego pewien.  
***
Podoba się?

2 komentarze:

  1. Dla mnie super :) troche inaczej niż wczesniej ale moim zdaniem pozytywnie :D Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, super, super. Robi się coraz ciekawiej. Nie mogę doczekać się nowego rozdziału. To pierwsze opowiadanie wystające poza piłkarskie bądź potterowskie ramy i naprawdę muszę powiedzieć że je bardzo polubiłam. <3 Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń