wtorek, 22 listopada 2016
15.
W pokoju panuje półmrok. Leży w jej łóżku patrząc w sufit, nic nie mówi, nie ma na to siły.
Jest obolały, właściwie boli go całe ciało, ale nie ból fizyczny jest najgorszy. Rozsadza go od środka. Dziewczyna leżąca z prawej strony łóżka również milczy, zastanawiając się czy powinna pytać , czy może raczej dać mu spokój. Wie, iż chłopak zapewne ma dość wrażeń tego wieczoru. Z drugiej jednak strony pragnie wiedzieć co czuje, co myśli. Jest bowiem dla niej ważną osobą, może nawet najważniejszą. W końcu przekręca się na bok i dotyka delikatnie jego opuchniętej wargi.
-Boli?- pyta.
-Tu nie.- odpowiada szeptem przekręcając głowę w jej stronę. Patrzy jej w oczy.
-A gdzie boli? – zadaje kolejne pytanie.
Bierze jej dłoń i kładzie na swojej klatce piersiowej, po lewej stronie, w miejscu gdzie jest serce.
-Tutaj.- mówi cicho.
Ona w odpowiedzi go tuli. To jest miłe. On w tym momencie potrzebuje jej bliskości, dlatego wtula się w jej ramiona zamykając oczy. To trwa dłuższą chwilę. Kiedy się od siebie delikatnie odsuwają Max całuje ją . Oddaje pocałunek , każdy następny również. Jednak, gdy sytuacja nabiera odrobinę tempa, chłopak odsuwa się delikatnie przerywając pieszczoty. Nie chce jej zranić, a jedynie wiedzieć czy ona wie co robi. Spogląda jej w oczy. Chce coś z nich wyczytać.
-Sam…- zwraca się do niej.- Nic z tego nie wyjdzie i nie dlatego, że nie chcę.- mówi.- Ty potrzebujesz kogoś innego, kto będzie mógł ci zaoferować więcej ode mnie. Co ja mogę ci dać?-pyta.- Jestem zwykłym striptizerem. Przecież ty nie chcesz faceta , który tańczy w klubie, a jego tyłek widziało pół miasta...- wyrzuca z siebie wszystko co w tej chwili myśli. Każdą swoją obawę. Dziewczyna milczy więc on podnosi się do pozycji siedzącej . Ma zamiar wstać i wyjść, ale na plecach czuje jej dotyk. Włożyła mu bowiem dłoń pod koszulkę i gładzi jego skórę. Czuje dreszcze. Tak bardzo pragnie tej kobiety, zdaje sobie sprawę, że tak było od początku.
-Jeśli z tobą będę w którymś momencie świadomie lub nieświadomie cię skrzywdzę.- mówi jej.- Nie jestem dobrym kandydatem na faceta dla ciebie, choć chciałbym nim być. Naprawdę chciałbym.- wzdycha.- Nie wiesz wszystkiego o mnie, miałem pokręcone życie i nadal mam. Kiedyś miałem marzenia, ale jak widać ciągle jestem w tym samym miejscu. To się chyba nigdy nie zmieni. Wybacz mi.- wypowiada te słowa, wstaje po czym opuszcza jej pokój. Dziewczyna robi to samo, ubiera szlafrok i kieruje swe kroki do salonu. Nie chce bowiem, aby to skończyło się w ten sposób. Kiedy wchodzi, on stoi po ciemku przy szklanych drzwiach balkonowych oparty o nie. Obejmuje chłopaka przytulając się do jego pleców. Początkowo myśli, iż on ją odtrąci, nie robi tego jednak, delektuje się bliskością. Po chwili słyszy wypowiedziane przez nią zdania. Kiedy mówi miała ciepły i łagodny głos.
-Nie decyduj za mnie Max. Jestem dużą dziewczynką, wiem sama na kim mi zależy.- zapewnia go.- Ty niewątpliwie jesteś taką osobą. Wiesz, co możesz mi zaoferować i czego ja pragnę najbardziej? Chcę mieć przy sobie mężczyznę, przy którym będę czuć się bezpiecznie, a który będzie mnie kochał i troszczył się o mnie. Możesz mi to dać ? – pyta.
Odwraca się do niej. W pokoju panuje mrok, jednak nie przeszkadza mu to. Chciał usłyszeć te słowa już dawno. Podświadomie czuł od początku, że los postawił tę kobietę na jego drodze w jakimś celu. Pragnął i pragnie wierzyć, że ona ma odmienić jego życie, wprowadzić kolory w szarą codzienność, stopić lód wokół jego serca, nauczyć go kochać. Bo to właśnie czuje. Po raz pierwszy w życiu naprawdę kogoś kocha całym sobą. Do tej pory się bał, ale w tej chwili czuje, że uczucie jest większe od strachu.
Bierze jej twarz w swoje dłonie , przybliża się i składa na jej ustach pocałunek pełen obietnic. Pragnie jak nigdy wcześniej żadnej kobiety, tej nocy ma zamiar jej to pokazać. Kiedy całuje zachłannie usta dziewczyny, jej dłonie wędrują pod koszulkę bruneta. Czuje przyjemne dreszcze. Odrywa się od niej delikatnie, ale ona protestuje. Uśmiecha się czego ona nie może zauważyć, bo jest zbyt ciemno.
-Dam ci wszystko czego pragniesz. – szepcze.
-Podaruj mi siebie.- prosi go.- Tylko ciebie pragnę od samego początku, Max… - mówi zgodnie z prawdą. Bo tak czuje. Tak myśli.
Unosi, a ona oplata nogi wokół jego bioder. Niesie ją do sypialni.
-Czyli w końcu wylądujemy w łóżku.- szepce wprost do jego ucha.
-I nie będziemy tylko obok siebie spać.- obiecuje.
Wchodzi do pokoju, układa ją na łóżku i nachyla się nad nią wspierając się na łokciach. Całuje ją z pasją, a ona oplata ręce wokół jego szyi. Wszystko co się dzieje później ma zaprowadzić ich na wyżyny rozkoszy i tak się też dzieje. Potem długo milczą leżąc, próbując uspokoić oddechy i dudniące serca. Nie mówią nic, słowa nie są w tym momencie do niczego potrzebne. Wiedzą już wszystko o sobie, a przynajmniej to co najważniejsze- że są dla siebie ważni, nikt i nic się w tym momencie nie liczy, tylko oni oraz łączące ich uczucie. Czuje jak Max całuje ją w czoło, a potem poprawia się delikatnie na poduszce. Wtula się mocniej w jego nagie ciało.
-Chcę ci coś powiedzieć Max.- mówi.
-Słucham…
-Jesteś …- niestety nie kończy zdania.
***
Max nie spi już dłuższą chwilę, ale nadal nie otwiera oczu. Myśli o tym czy to, że kochał się z Sam tylko mu się śniło, czy faktycznie to miało miejsce. Przekręca się na drugi bok, wyciąga dłoń w poszukiwaniu dziewczyny . Na drugiej połowie łóżka nie ma nikogo. Otwiera oczy oceniając sytuację. Jest sam w pokoju, ubrany więc zdaje sobie sprawę, iż to był tylko sen. Przeciąga się stwierdzając w myślach, iż Samanta zapewne poszła do pracy. Spogląda na zegarek stojący na szafce, a potem człapie do łazienki. Godzinę później Idzie spokojnym krokiem chodnikiem delektując się świeżym powietrzem. Jest w dobrym nastroju, uśmiecha się . Ten dzień jest bowiem inny od wszystkich. Zdaje sobie sprawę, że ten sen jeszcze pełniej uświadomił mu prawdę o nim samym.
Idąc rozgląda się. Mijają go ludzie. Każdy gdzieś goni, śpieszy się. On wyjątkowo tego dnia ma wrażenie, że życie zwolniło. Cały czas jego myśli krążą wokół kobiety z jego jakże realnego snu. Wraca w myślach do czasu, kiedy nie znał jeszcze Samanty. Pamięta jakie życie wtedy prowadził. Najważniejszy dla niego wówczas był dzień dzisiejszy. Nie liczyła się przyszłość, o przeszłości nie chciał pamiętać. Uwielbiał poznawać nowe kobiety, flirtować. Mieli z chłopakami szalone pomysły, które skrzętnie realizowali. Zdaje sobie sprawę, iż od momentu pojawienia się tej dziewczyny stopniowo zaczął lubić przebywanie w domu. Skończyły się imprezy, na których alkohol lał się strumieniami, flirty. Zakończył też układ z Ann. Jakże wiele się zmieniło.
Idzie i robi niejako bilans swojego życia, a przynajmniej jego części. Stając przed drzwiami Klubu bierze głęboki oddech i wchodzi. Przebierając się w szatni marzy o tym, aby te osiem godzin szybko minęło. Chce bowiem wrócić do domu, do niej !!!
***
Michael z żoną idą korytarzem kliniki. Kierują się w stronę gabinetu Piotra. Poprzedniego wieczoru przylecieli do Warszawy. Gdy są już przed drzwiami, Megan ma zamiar zapukać, jednak kiedy podnosi dłoń, drzwi otwierają się i wychodzi przez nie kobieta. Meg zdaje sobie sprawę, spoglądając na nią, kogo właśnie spotkali.
Spojrzenia kobiety i mężczyzny spotykają się, obydwoje zamierają na moment.
Szatynka nie może uwierzyć, że to on. Tyle lat nie wpadli na siebie nawet przypadkowo, a teraz ich drogi zeszły się właśnie tutaj. Przygląda mu się bardziej intensywnie niż powinna. Nie słyszy, co mówi Piotr, który wychodzi za nią z gabinetu, skupia się tylko na jednej osobie. Jest nią Michael. W pewnym momencie czuje, że ktoś chwyta ją za ramię. Świat nagle wiruje i nastaje ciemność…
***
Stoją w pokoju o beżowych ścianach. Jest dość niewielki, ale przytulny i wygodny jak na warunki szpitalne. Pod oknem stoi łóżko, a na nim leży kobieta o ciemnych włosach. Jest blada, spi. Jej klatka piersiowa równomiernie unosi się i opada. Mężczyzna, który krząta się przy łóżku chorej nagle się odwraca podchodząc do nich. Wskazuje dłonią na drzwi dając im znak, że najlepiej będzie jak dadzą jej odpocząć. Cała trójka opuszcza pokój, w którym zostaje tylko pielęgniarka. Dwaj mężczyźni i kobieta idą korytarzem. Mijają pokoje chorych. Kiedy dochodzą do końca korytarza, Piotr otwiera drzwi i przepuszcza ich . Kierują się do windy , a potem jadą na 3 piętro. Chwilę później wszyscy wchodzą do pokoju, który szefowi kliniki służy jako biuro. Kobieta i mężczyzna siedają na sofie, a Piotr prosi asystentkę o kawę, po czym zajmuje miejsce na fotelu . Spogląda na przyjaciela, który wygląda jakby to spotkanie nim wstrząsnęło. W istocie tak jest. Megan trzyma go za dłoń, chyba w ten sposób chce pokazać mu, że jest obok. Zdaje sobie sprawę jak jej mąż musi się teraz czuć. Michael spogląda na Piotra.
-Nie powiedziałeś mi , że Aleksandra jest w klinice…- mówi z pretensją w głosie.
-To nie było zamierzone. Dowiedziałem się przypadkiem. Nie znam wszystkich pacjentów, tym bardziej, że ostatnimi czasy byłem w rozjazdach. Wiesz jak mocno w tym czasie zaniedbałem swoje obowiązki. Jest pacjentką jednego z moich najlepszych lekarzy.- tłumaczy.
-Ma raka rozumiem?- spogląda pytająco na Piotra.
-Tak. Powiem tylko tyle, że miała operację. Szanse są, ale wiesz jak to jest z tą chorobą.
-Szanse są , ale jakie?- zadaje kolejne pytanie Michael.
-30-40%. Niestety jak u większości pacjentek choroba była w dość zaawansowanym stadium. Nie mogę powiedzieć nic więcej. Jak wiecie obowiązuje mnie tajemnica lekarska.- twierdzi. To zresztą prawda.
Wchodzi asystentka z kawą. W tym czasie, kiedy podaje gorący napój nikt nic nie mówi. Wychodzi, po czym Megan odzywa się.
-Dobrze się czujesz?- pyta męża, bo po jego minie wnioskuje, że niezbyt.
-Tak kochanie. Po prostu się nie spodziewałem. Przepraszam…- patrzy jej w oczy.
***
Obudzi się, ale nie otwiera od razu oczu bojąc się, że on może być w pokoju. Nasłuchuje najmniejszego szelestu, ruchu, a kiedy mija już kilka dobrych minut i nic nie słyszy, stwierdza, iż jest bezpiecznie. Otwiera oczy. Faktycznie w pomieszczeniu oprócz jej samej nie ma nikogo. Oddycha z ulgą. Nie spodziewała się tego spotkania. Wiedziała dobrze, iż Piotr i Michael przyjaźnią się, ale nigdy w życiu nie przypuszczała , że ich drogi po tylu latach skrzyżują się właśnie w szpitalu. Zastanawia się czy to spotkanie jest dziełem przypadku, czy może jakiś znak od opatrzności, by wyjaśniła niewyjaśnione sprawy, aby w końcu wyjawiła tajemnicę, którą od wielu lat skrzętnie skrywa. Nie ma odwagi by to zrobić. Ma nadzieję, że Michael nie przyjdzie do niej, ale z drugiej strony zdaje sobie sprawę, iż nie byłby sobą, gdyby w tej sytuacji zniknął. Powoli zaczyna układać sobie w głowie co mu powie, jeśli faktycznie się zjawi. Jej myśli krążą wokół kobiety, która mu towarzyszyła. Wie doskonale kim on jest. Musi przyznać, że znalazł sobie piękną żonę. Kiedy tak leży i zastanawia się nad tym co się wydarzyło , oraz tym, co miało się wydarzyć słyszy skrzypnięcie drzwi. Spogląda w tamtą stronę i znów napotyka na spojrzenie tych ciemnych oczu. W swoim życiu spotkała tylko jednego człowieka o takim spojrzeniu. W progu stoi Michael we własnej osobie. Nie podchodzi do niej. Kiedy zamyka, drzwi nadal stoi w tym samym miejscu, jakby się zastanawiał czy nie powinien jednak dać jej spokoju. W tym czasie może mu się przyglądać. Stwierdza w myślach , że pomimo tego, iż od ich ostatniego spotkania minęło kilkanaście lat, on nadal jest tak samo przystojnym co intrygującym mężczyzną. Ubrany w ciemne materiałowe spodnie, koszulę w drobną kratkę , z gładko zaczesanymi na bok włosami wygląda naprawdę świetnie. Zauważa, że powoli podchodzi do niej. Kiedy znajduje się obok łóżka spogląda jej w oczy. To spojrzenie jest inne od tego , które zapamiętała. Nie widzi w tych oczach już ciepła, miłości. To zrozumiałe. Minęło wiele lat, wiele się wydarzyło. Zbyt wiele.
-Cześć . Wybacz, że tak wtargnąłem.- mówi bardzo cicho. Jest niepewny. Nadal potrafi to wyczuć po tonie jego głosu. To się nie zmieniło.
-Szczerze, to po spotkaniu na korytarzu spodziewałam się ciebie. Witaj…- odpowiada.
Nie wie co powiedzieć, więc daje sobie chwilę i podchodzi do okna. Musiał przyjść. Przez wszystkie te lata zastanawiał się dlaczego zniknęła. Teraz ma okazję poznać odpowiedź nie tylko na to pytanie. Ma wiele pytań.
Odwraca się w jej stronę.
-Jak się czujesz?- pyta.
-W miarę dobrze. Dziękuję.- pada odpowiedź.- Chyba nie przyszedłeś pytać o moje zdrowie?- pyta.
-Myślisz, że jestem tak nieczuły, iż nie zmartwiła mnie twoja utrata przytomności, ani to, że jesteś pacjentką onkologii?- zadaje jej pytanie.
-Przepraszam.- wzdycha.
-Mam nadzieję, że to tylko chwilowe i niedługo na dobre pożegnasz ten oddział.- stwierdza.
-Jestem chora to jest fakt. Szanse mam, mam też zamiar się nie poddać i walczyć, choć przeciwnik dość mocny. Nie chcę rozmawiać na temat nowotworu.- mówi kobieta.
-Rozumiem. Mam nadzieję, ze leczenie przyniesie dobre rezultaty.- mówi, a ona wie, iż mówi te słowa szczerze. On naprawdę dobrze jej życzy.
-Ja też mam taką nadzieję.- mówi cicho.- A gdzie twoja żona?- pyta.
-Jest u Piotra. Megan również jest lekarzem, mają dużo wspólnych tematów i spraw.- wyjaśnia.
-No tak. Usiądź.- wskazuje na fotel.
Podchodzi i siada. Spogląda na nią.
-Zastanawiałem się czy tu przyjść.- odzywa się.- Zdaję sobie sprawę, że niespecjalnie dobrze się czujesz, więc jeśli nie chcesz rozmawiać to zrozumiem. Nie chciałbym ani cię denerwować, ani zmuszać do czegokolwiek.- zapewnia.- Aleksandro… musiałem się tu zjawić, choć to spotkanie było dla mnie zaskoczeniem.- końcówkę mówi cicho.
-Rozumiem. Możemy porozmawiać. To chyba nie jest przypadek, że spotkaliśmy się akurat tutaj w takich okolicznościach.- zgadza się.- Wiem dlaczego przyszedłeś. Zdaje się jestem ci winna wyjaśnienia. To było wiele lat temu…
-Wiem, ale chcę wiedzieć. Każde z nas ma swoje życie, jednak chciałbym poznać odpowiedzi na niektóre pytania.- patrzy na nią.
-Wiem.- odpowiada, po czym bierze oddech.-Napisałam ci w liście, że jest inny mężczyzna. To była prawda. Zdradziłam cię.- przyznaje szczerze.
Nabiera głęboko powietrza. To dawne czasy, ale nie może pojąć z jakiego powodu szukała pocieszenia w ramionach innego mężczyzny. Byli razem szczęśliwi, przynajmniej tak mu się wydawało , takie sprawiała wrażenie. Z jej słów wnioskuje, iż nie do końca tak było...
-Dlaczego?- spogląda na nią.
-Nie wiem. To po prostu się stało. Byłam z tobą szczęśliwa, wtedy pokłóciliśmy się, gdy byłam w Miami. Nie wiem dlaczego. Po prostu się zdarzyło.- patrzy na niego.- Zdarzyło się raz, a potem choć obiecywała sobie, że ci powiem, to nie mogłam. Bałam się, że cię stracę.- opowiada.-Nie zrobiłam tego raz. Były kolejne spotkania, trochę na początku z przypadku, potem już nie.Zakochałam się w nim.- przyznaje szczerze.-Zakochałam się. Nie wiedziałam co zrobić, bo ślub zbliżał się wielkimi krokami. Zdawałam sobie sprawę, iż gdy się dowiesz nigdy mi tego nie wybaczysz. Kochałam cię, ale kochałam również jego. Nie miałam pojęcia jak wybrnąć z tej sytuacji. Musiałam wybrać i wybrałam nie oszukiwanie ciebie więcej. Musiałam odejść, nie chciałam byś potem się męczył, cierpiał wiedząc, że ożeniłeś się z osobą, która cię zdradzała. -tłumaczy.
-A gdybym ci wybaczył?- szepce.
-Wątpię. Przecież znałam cię jak nikt inny. Kochałam dwóch mężczyzn- jeden za dwa tygodnie miał zostać moim mężem, a drugi zawrócił mi w głowie. Musiałam wybrać. Gdybym została , a prawda wyszłaby na jaw cierpiałbyś bardziej…- mówi patrząc mu w oczy.- O wiele bardziej, obydwoje o tym wiemy. Nie mogłam na to pozwolić. Popełniłam błąd, zdradziłam cię, oszukałam, a potem stwierdziłam, że nie zasługujesz na życie w kłamstwie.
Słucha z dziwnym wyrazem twarzy. Ona nie wie co sobie myśli, nie może się nawet tego domyślać. Czeka na to co powie. W końcu słyszy jego słowa.
-Jesteś szczęśliwa?- spogląda na nią. Naprawdę chce to wiedzieć.
-Byłam przez chwilę.- pada natychmiastowa odpowiedź.- Naprawdę go kochałam, ale zupełnie inaczej niż ciebie. - wyznaje.-Powiem szczerze, że później, wiele razy żałowałam tego co się wydarzyło, ale nie mogłam cofnąć czasu. Później popełniłam wiele błędów, jeszcze gorszych niż ta zdrada.- przyznaje i w tym momencie do pokoju ktoś puka. Kilka sekund później drzwi się otwierają i wchodzi żona Michaela. Podchodzi.
-Dzień dobry. - wita się.-Przepraszam, że przeszkadzam, ale to ważne.- dodaje z przepraszającym uśmiechem.
-Nic się nie stało.- zapewnia Aleksandra.
-Kochanie poznaj Aleksandrę. Aleksandro to jest moja żona Meg.- przedstawia je sobie, one podają sobie dłonie. To dziwna sytuacja. Była miłość i obecna miłość.
-Bardzo mi miło panią poznać.- mówi Megan, a Aleksandra odpowiada uśmiechem.- Chciałam tylko powiedzieć, że jadę do hotelu.- zwraca się do męża.- Wynikła pewna sytuacja w klinice, którą muszę rozwiązać, a bez dokumentacji tego nie zrobię. Nie chciałam byś mnie szukał, bo Piotr również gdzieś wybywa.- mówi.
-Za chwilę przyjadę.- spogląda na nią.
-Dobrze. Miło było panią poznać. Do widzenia.- żegna się kobieta.
-Do widzenia. Mnie również było bardzo miło.- pada odpowiedź.
Wychodzi. Aleksandra spogląda na niego. Uśmiecha się.
-Masz miłą i piękną żonę.- komplementuje.
-Wspaniałą.- przytakuje.
-Przykro mi z powodu waszej córeczki. Czytałam o tym…- mówi mu.
-To nie powinno się wydarzyć, ale niestety tak widocznie miało być. Strata dziecka jest czymś czego nie życzę nikomu.- mówi smutno mężczyzna.- Masz dzieci?- pyta.
-Syna, ale to już dorosły mężczyzna. W lipcu będzie obchodził 25 urodziny. Nie widzieliśmy się od kilku lat. To długa historia, powiem ci, że jestem sobie winna. Niestety dzieci czasem płacą za błędy rodziców…
***
Wracając do domu wstępuje do kwiaciarni. Długo zastanawia się nad bukietem dla Sam, w końcu wybiera ten z czerwonych róż. Jest piękny i dość okazałych rozmiarów. Kwiaciarka podając mu go do ręki uśmiecha się znacząco. Niedaleko ich mieszkania wstępuje jeszcze do sklepu, a chwilę później wychodzi z niego z butelką ulubionego wina jego współlokatorki. Otwierając drzwi mieszkania zastanawia się czy zaskoczy ją kwiatami. W środku jest bardzo cicho, co go zastanawia. Zamyka drzwi po czym kieruje się do kuchni, bo właśnie tam najczęściej bywa jego przyjaciółka o tej porze. Tym razem nikogo w niej nie spotyka, choć na kuchence w garnku jest jeszcze gorąca zupa. W salonie również jej nie ma, dlatego kieruje się do sypialni dziewczyny. Drzwi są uchylone, więc od razu ją zauważa siedzącą okrytą kocem w fotelu w rogu pokoju. Wchodzi do środka.
-Cześć. To dla ciebie.- podchodzi i wręcza jej kwiaty. Przyjmuje je i nachyla głowę, by poczuć ich zapach. Uwielbia róże. Podnosi wzrok, a on w tym momencie zauważa, że płakała.
-Dziękuję Max. Są przepiękne. Wstawię do wazonu.- wstaje , ma zamiar wyjść , jednak kiedy obok niego przechodzi, czuje, iż chłopak łapie ją za rękę. Przygląda jej się badawczo przez chwilę, dopiero za moment słyszy pytanie padające z jego ust.
-Dlaczego płakałaś? Co się stało?
-Nic takiego. Mam po prostu gorszy dzień.- tłumaczy pokrętnie i dodaje spoglądając na bukiet.- Pójdę wstawić je do wody.- wskazuje na kwiaty. Pozwala jej na to.
Zostaje sam w jej sypialni, ma złe przeczucie, bo ona nigdy nie płacze bez powodu. Bierze głęboki oddech po czym idzie za nią do kuchni. Wchodząc stawia przed nią wino. Dziewczyna uśmiecha się delikatnie.
-Moje ulubione. Dziękuję. - zbliża się do niego całując w policzek. Nie pozwala jej się odsunąć, dotyka delikatnie jej brody przytrzymując ją tak, by dziewczyna spojrzała mu w oczy. A kiedy ona ucieka wzrokiem, ma pewność, że nie wylała tych łez z powodu gorszego nastroju. Przytula ją do siebie,a ona nie oponuje. Po chwili słyszy jego ciepły głos tuż nad jej uchem.
-Usiądziemy i powiesz mi co się stało dobrze?- mówi chłopak.- Nie wmawiaj mi, że masz gorszy dzień, bo wiem doskonale iż nie mówisz prawdy. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny, ale to również działa w drugą stronę. Czyż nie zasługuję na odrobinę zaufania?- pyta.
Nie odpowiada, ale pozwala się zaprowadzić do salonu. Siadają na sofie. Nie ponagla jej tylko spokojnie czeka aż sama zacznie mówić. Trwa to jakiś czas zanim pierwsze zdania wydostają się z jej ust.
-Zginęły leki ...- mówi prawie szeptem.- Byłam w dyżurce, bo szukałam jednego z lekarzy...- dodaje.
-Posądzili ciebie tak?- pyta wprost.
-Jakaś pielęgniarka powiedziała, że byłam ostatnią osobą, którą ona widziała wychodzącą w tym czasie z dyżurki. Ochrona szukała w moich rzeczach, sama im zaproponowałam... Nic nie znaleźli, jednak wątpliwość co do mojej osoby została zasiana, leki się nie odnalazły... - opowiada.-Ja nie jestem złodziejką...- po jej policzkach płynął pierwsze łzy. Przytula ją do siebie. Dobrze wie jak lubi pracę w klinice, wie, iż liczy też na to, iż uda jej się po stażu dostać tam etat, tym bardziej, że wszyscy wyrażają pochlebne opinie co do jej osoby. Płacze w jego ramionach, a on stara się ją uspokoić.
-Wierzę ci, oni też uwierzą...- mówi.
-Nie ma mowy. Będą musieli znaleźć winowajcę, boję się , że właśnie mnie obarczą winą.- mówi.- Po co bym miała to robić? Nie mam klucza do tych leków, nawet nie mam pojęcia który z lekarzy ma. Podobno klucz zginął, ale nawet nie wiem komu. Jak szefowa im uwierzy to wylecę z taką opinią...- nie dokończyła, bo cichy szloch wydobywa się z jej gardła.
-Nie myśl tak. Mówiłaś, że to bardzo miła ,mądra i opanowana osoba. Nie było jej dzisiaj ?- pyta.
-Wyjechała. Max... nikt mi nie powiedział, że jestem złodziejką, ale ta pielęgniarka... ona... wskazała na mnie, a przecież mogła kogoś nie widzieć... Nie byłam w stanie zostać , poprosiłam o wolne.- tłumaczy.
Całuje ją w czoło. Nadal trzyma w ramionach. A ona czuje się bezpieczna, w tym momencie właśnie to czuje. Dopóki nie wrócił do domu czuła się fatalnie. Pierwszy raz w życiu znalazła się w podobnej sytuacji, może zbyt emocjonalnie reaguje, ale trudno jest jej zachować trzeźwość myślenia. Od momentu w którym się pojawił, przytulił oraz wysłuchał tego co miała do powiedzenia czuła, że nie jest z tym sama. Tego właśnie w tej chwili potrzebuje- zrozumienia i męskich ramion. Obydwie te rzeczy dostaje właśnie od niego. Chwilę później układa się na plecach, na sofie, głowę kładąc na kolanach bruneta. Dotyka jego policzka.
-Dziękuję...- szepce.
On też gładzi palcami jej policzek po czym nachyla się i delikatnie ją całuje.
**************************************************************************
Podoba się?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
ohohohohooho! Co tu się wydarzyło? Co tu się stanęło.... A właściwie nie stanęło. Pierwszego akapitu w ogóle nie rozumiałam... myślałam że przegapiłam wcześniej jakis rozdział.. no bo jak? już? no wowww! Siedziałam a im dłużej czytałam.. tym bardziej miałam szerszy uśmiech.. az tu nagle... SEN. Serio?? TY ZŁA KOBIETO! JAK MOGŁAŚ! Swoją drogą to Max ma bardzo ciekawe sny. Jakbyś chciała je opisać w osobny opowiadaniu to ja bardzo chętnie przeczytam. :D Czytamy dalej a tam coraz piękniej i chyba najbardziej spodobało mi się ten fragment "Przebierając się w szatni marzy o tym, aby te osiem godzin szybko minęło. Chce bowiem wrócić do domu, do niej !!!" Ojojojojjjjooj! MAAAAAaaaaxxxx! Ty romantyku. I czerwone róże i wino... Jej! Oni sie naprawdę kochają, i to uczucie jest bardzo prawdziwe. Tak mi się wydaje... I naprawdę lubię ich pocałunki. I lubię to opowiadanie. Bardzo.
OdpowiedzUsuńSuper :) czekamy na więcej ;)
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział? :) Ola
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział? Nie mogę się doczekać.
OdpowiedzUsuńKochani pracuję nad nowym rozdziałem. Być może pojawi się już jutro :)
OdpowiedzUsuńRozdział pojawi sie jak tylko uda mi się go przepisać. Przepraszam za zwłokę, ale praktycznie nie bywam w domu.
OdpowiedzUsuń