wtorek, 13 grudnia 2016

16.

W momencie, w którym samolot rozpoczyna podejście do lądowanie, przez moment odrobinę trzęsie, ponieważ w Polsce pogoda tego dnia nie jest najlepsza. Samanta nigdy nie bała się latać, nie boi się nadal, jednak, gdy czuje lekkie turbulencje, spogląda na mężczyznę siedzącego obok niej. Nie musi nic mówić, sam rozumie o co jej chodzi więc chwyta jej dłoń, by w ten sposób choć odrobinę ją uspokoić. I chwilkę później, gdy samolot kołuje po pasie, ponownie na nią spogląda i widzi na jej twarzy uśmiech. Dziewczyna bowiem czuje ulgę, reszta pasażerów zresztą również się ożywia. 
Wysiadają z samolotu, a potem odbierają bagaże, po czym kierują się w stronę wyjścia z lotniska.  Mają szczęście, gdyż zaraz po opuszczeniu hali przylotów, widzą zatrzymującą się nieopodal taksówkę. Podchodzą do niej, poprzedni pasażer wyrównuje rachunek, oni zajmują miejsca na siedzeniu, uprzednio pomagając kierowcy upchnąć walizki do bagażnika. Podają nazwę hotelu, w którym Maxymilian zarezerwował pokój. Nie chce bowiem nocować w domu matki, nie ma pojęcia czy w ogóle nadal tam mieszka. Nic nie wie na ten temat, nie kontaktował się z nią tak długo. Wszystkiego ma zamiar dowiedzieć się od adwokata.  Kiedy taksówka rusza w drogę, Sam niejako wyczuwając jego nastrój robi to samo, co on przed lądowaniem- chwyta jego dłoń. To tak mały gest, a może tak wielki. Dziewczyna bowiem zna już go na tyle dobrze, aby wiedzieć, kiedy potrzebuje rozmowy, a kiedy sama jej obecność wystarczy. Spogląda na nią, a przez jego twarz przemyka ledwo zauważalny uśmiech, który znika równie szybko, jak się pojawił. Tego wieczoru, gdy Sam opowiedziała mu o zdarzeniu w klinice oraz o tym, że wzięła urlop, zaproponowała również, iż mogą skorzystać z tych kilku dni i polecieć do Polski. Nie był entuzjastycznie nastawiony, bał się spotkania z matką, a ona o tym doskonale wiedziała, ale z drugiej strony pragnął mieć to za sobą. Więc tak oto znaleźli się w Polsce. Teraz zmierzają w stronę hotelu, brunet bije się z myślami. Patrzy w okno zastanawiając się jak teraz wyglądałoby jego życie, gdyby nie zdecydował się na opuszczenie kraju, na wyjazd do Londynu? Czy byłby szczęśliwszy pozostając w Ojczyźnie, czy może nie? Być może czasem tęsknił, może odrobinę tęskni nadal za ojczystym krajem, ale nie żałuje. Jego dom jest w Anglii. Z zamyślenia wyrywa go dźwięk telefonu.
-Słucham.- powiedział.
-Witam. Z tej strony mecenas Artur Jakubiak. Dzwonię zapytać, czy możemy odrobinę przesunąć nasze spotkanie?- pyta.- Niestety sprawa w sądzie została przesunięta, później mam spotkanie. Bardzo bym prosił, jeśli to możliwe, o to, abyśmy się spotkali nieco później.-proponuje.
-Oczywiście.-odpowiada Maxymilian.- Dopasuję się do pana.- twierdzi brunet.
-Może być godzina 19?
-Oczywiście. Będę o 19. Do zobaczenia.
-Do widzenia. Przepraszam za zamieszanie.
Rozłączają się. Sam patrzy na niego, więc krótko tłumaczy jej o co chodziło, po czym tonie we własnych myślach. Dziewczyna nie przeszkadza mu, po prostu w milczeniu obserwuje go kątem oka. Kilkanaście minut później kierowca zatrzymuje się w miejscu docelowym. Max reguluje rachunek, obydwoje wchodzą do budynku, a następnie meldują się. W momencie, kiedy kilka minut później znajdują się już w pokoju hotelowym, Maxymilian praktycznie od razu otwiera drzwi na balkon po czym wychodzi na zewnątrz. Kiedy Samanta dołącza do niego, stoi oparty o balustradę i patrzy na panoramę miasta.
-Tęsknisz za Warszawą?- pyta, ponieważ jest ciekawa. Maxymilian przez moment milczy.
-Nie.- zaprzecza.- Mój dom jest w Londynie.- odpowiada.- Urodziłem się tutaj, wychowałem, Polska zawsze będzie moją Ojczyzną, ale w UK znalazłem swoje miejsce, nie planuję powrotu szczerze mówiąc.- spogląda na nią.- Tam poznałem ciebie...- dodaje, a na jej twarzy pojawia się uśmiech.
***
Mecenas Artur Jakubiak wraca do kancelarii. Niestety spotkanie tak się przeciągnęło, iż obawia się, że nawet na 19:00 nie zdąży. Co chwilę nerwowo spogląda na zegarek. Wie doskonale, iż sekretarka zapewne wytłumaczy klientowi jego spóźnienie,jednak to nie zmienia faktu, że nie lubi  być niesłowny. Ma jeszcze 10 minut, niestety korki, jakie panują o tej porze w centrum przyprawiają go coraz częściej o zawroty głowy. Los sprawia jednak, że wchodzi do sekretariatu na dwie minuty przed umówionym spotkaniem. i od razu dostrzega siedzących na sofie kobietę i mężczyznę. Na jego widok obydwoje się podnoszą. Mecenas rozpoznaje Maxymiliana. Jest starszy o kilka lat, ale to ten sam młodzieniec. Nie przypomina już zalęknionego nastolatka sprzed lat, jest dojrzałym mężczyzną. Podchodzi do nich, a Maxymilian uśmiecha się.
-Dzień dobry.- mówi mecenas podając dłoń najpierw Sam, a potem Maxowi.- Myślałem, że nie dotrę na czas.- dodaje.
-Poczekalibyśmy, mamy czas.- tłumaczy brunet, po czym delikatnie obejmuje Sam i ją przedstawia.- Moja przyjaciółka Samanta, Sam poznaj proszę mecenasa Artura Jakubiaka.
-Bardzo mi miło panią poznać.
-Mnie również.
-Zapraszam państwa do gabinetu.- wskazuje w stronę drzwi.
Kilkanaście sekund póxniej siedzą na sofoe w przestronnym i z gustem urządzonym gabinecie adwokata. Jakubiak odkłada aktówkę, wyciąga komórkę po czym zajmuje miejsce w fotelu naprzeciwko.
-Może napijecie się państwo czegoś? Kawa, herbata, woda?
-Dziękujem.- Maxymilian odmawia.- Nie mamy zamiaru zajmować panu dużo czasu. Chcę po prostu dowiedzieć się wszystkiego na temat wizyty mojej matki w pana kancelarii.- patrzy na adwokata.- Przysłała mi list, prosi w nim o spotkanie, wyjawia, że jest chora...- tłumaczy.
-To prawda.- mówi adwokat.- Zjawiła się tutaj prosząc o pana adres. Odmówiłem ponieważ...
-Nie życzyłem sobie tego.- kończy Max.
-Tak. I wtedy właśnie wyjawiła, że jest poważnie chora, ma nowotwór. Nie znam szczegółów, ale swoje szanse na zdrowie określiła na 30%-40%. Powiedziała mi, że czeka ją operacja i chemioterapia. Nie znam terminów, jednak stwierdziła, iż pragnie wyjaśnić i wyprostować niejako pewne sprawy, gdyż rak to trudny przeciwnik więc nie może go zlekceważyć ślepo wierząc, że jej się uda. Bo może być odwrotnie. To skłoniło mnie do podania jej adresu. Miałem zadzwonić i zapytać, ale prosiła, bym tego nie robił. Po ludzku zrobiło mi się żal... Przepraszam, jeśli przez to nadużyłem twojego zaufania.
-Nic się nie stało.- odpowiada Max.- Znam moją matkę, potrafi być bardzo przekonywująca. Dodatkowo, teraz, w tej sytuacji... Proszę podać mi jej adres, pisała, że panu zostawiła.- poprosił.
-Tak, proszę bardzo.- podał kartkę.
-Dziękuję mecenasie.- mówi Max.- Nie będziemy panu zajmować więcej czasu.- Maxymilian ma zamiar się podnieść, ale mecenas powstrzymuje go.
-Muszę jeszcze dodać, że pani Aleksandra ustanowiła mnie wykonawcą jej testamentu.- wyjaśnił.
Maxymilian siedzi w milczeniu. Gdy był w Londynie starał się jakoś odsuwać od siebie myśli, iż jego matka może być poważnie chora. Będąc w Polsce nie potrafi już  ten sposób postępować.  Wstają z Sam i żegnają się z mecenasem. Kiedy opuszczają budynek Sam odzywa się.
-Jedziemy do niej?- pyta.
-Jest późno. Jutro pojedziemy.- pada odpowiedź,a chłopak spogląda na nią. Idą na spacer. Max obejmuje ją, ona jego również i idą w milczeniu. Kiedy znajdują się w parku siadają na jednej z ławek. Maxymilian spogląda na Samantę.
-Nie chciałem jechać do mojej matki, ponieważ chciałbym, abyś najpierw dowiedziała się o mnie czegoś, czego nie wiesz, a powinnaś...- mówi do niej.- Nie chcę, abyś usłyszała to jutro.- przyznaje.- To nie jest łatwe, dlatego do tej pory jakoś trudno mi było to z siebie wydusić, ale zasługujesz na prawdę. nadszedł czas abyś w końcu dowiedziała się dlaczego traktuję ją jak obcą osobę. Nie chodzi tylko o pijanego ojca, o to co robił, o to, że pochłaniała ją praca i nie potrafiła, albo nie chciała mnie przed nim obronić. To nie o to tylko chodzi.- przyznaje.
-Więc o co?- pyta Samanta.
-Sam. ja...- nie kończy zdania. Ona spogląda na niego, a on chwyta jej dłoń. Być może to ostatni raz kiedy mu na to pozwoli, choć ma nadzieję, że nie ostatni. Dziewczyna przybliża się do niego i całuje krótko w usta. szepce.
-Powiedz to wreszcie.- zachęca go.
-Zabiłem mojego ojca.-wyznaje Max. Dziewczyna zamiera na moment. Nie ma pojęcia, co ma powiedzieć. Nie jest pewna czy się nie przesłyszała, Patrzy na niego. I dociera do niej, że to nie koniec tej historii i musi posłuchać jej całej. I jest pewna, że nie siedzi obok niej morderca. On nie jest zdolny nikogo skrzywdzić.
-Co się stało?- pyta szeptem.
-wybuchła awantura. Trochę ją sprowokowałem, bo kiedy na mnie krzyczał powiedziałem mu, zagroziłem, że w końcu komuś powiem, że się nade mną znęca. Bo się znęcał, Sam.- patrzy jej krótko w oczy. Był podpity więc się strasznie wkurzył. Oczywiście zaczęły się wyzwiska od bękartów, nieudaczników, nieuków, bił mnie. Chciałem stamtąd wyjść, uciec, bo miałem dość słuchania, ale przycisnął mnie do ściany i zaczął podduszać. Często tak robił jak był wkurzony, bałem się tego, on o tym wiedział. Wiedział również, że jest dużo silniejszy ode mnie, że sobie nie poradzę. Kiedy brakowało mi powietrza, bałem się, że mnie udusi, ostatkiem sił odepchnąłem go. Nie wiem skąd wziąłem tyle siły, był dużo większy ode mnie. Nie wiem. Jednak okazało się, że zrobiłem to tak mocno, że zatoczył się, a upadając uderzył głową o kant biurka. Niefortunnie. Nagle pojawiła się ogromna, czerwona plama na parkiecie. Spanikowałem, nie wiedziałem co mam zrobić, ale zadzwoniłem odruchowo na pogotowie. Próbowałem też zatrzymać krwawienie.- opowiada.- Miał rozbitą głowę, patrzył na mnie, ale nic nie mówił. Wiedziałem od razu, że coś jest nie tak, podejrzewałem. Po chwili stracił przytomność. Nie odzyskał jej już. Żył jeszcze 6 dni na OIOM-ie w szpitalu. Potem zmarł.- mówi bardzo cicho. Nie patrzy na nią, walczy natomiast ze łzami, ale nie daje rady. Kiedy pojedyncza spływa po jego policzku, szybko ją wyciera. Kilka sekund później czuje, że Sam przysuwa się bliżej i zaraz potem ona przytula się do niego. Wie wtedy, że to co najgorsze ma już za sobą. Jej słowa go w tym jeszcze uświadamiają.
-To był wypadek, broniłeś się.- mówi.- To nie jest twoja wina. Nie jest, dobrze o tym wiesz.- tłumaczy.
-Ciągle to widzę.- przyznaje.- Ciągle mam to przed oczyma.- twierdzi.
Czuje jej usta na swoim policzku. Całuje go i spogląda w oczy.
-Idziemy do hotelu?- pyta.- chyba będzie padać i zrobiło się chłodno.- mówi.
-Tak, chodźmy.- zgadza się.
Wstają z ławki, a on ją obejmuje i szybkim krokiem zmierzają do hotelu. Jest 21:00 kiedy wchodzą do pokoju. Sam zajmuje miejsce na sofie i wyciąga do niego dłoń. Maxymilian rozpina sweter po czym zajmuje miejsce obok niej.
-Opowiedz mi o mamie.- prosi, a on wzdycha. To też trudny temat. I nie mniej bolesny. Jednak chce być szczery.
-Odtrąciła mnie.- mówi.- Była w szoku, kiedy się dowiedziała, co jest zrozumiałe. To rozumiem. Przez kilka pierwszych dni w ogóle praktycznie się do mnie nie odzywała. Najpierw byłem w szpitalu, badali mnie psychologowie. Potem na pogrzebie też zachowywała się jakbym był powietrzem. Domyślałem się, że nie może na mnie patrzeć, że nie wierzy w to, co mówię. Pewnego dnia wykrzyczała mi w twarz, że jestem mordercą. Próbowałem tłumaczyć sobie bólem, żalem po stracie, ale w końcu dotarło do mnie, że ona kochała bardziej jego, nie mnie. Byłem dla niej jedynym winnym tej tragedii, nie liczyły się siniaki, krwiaki, które były jasnym dowodem na to, iż on jak był pijany to był tyranem. Sąd oczywiście uznał, że działałem w obronie własnej. Przeniosłem się do szkoły z internatem, ona zresztą za niego płaciła, nie musiała na mnie patrzeć. Nie oponowała jak podsunąłem taki pomysł. Kiedy skończyłem szkołę wyjechałem z kraju. Uciekłem.- kończy swoją opowieść. Nie chce mówić nic więcej, ma gulę w gardle. Lustruje ją wzrokiem. Sam spogląda na niego i w jej oczach widzi zrozumienie, współczucie i... nie wie co jeszcze, ale w jej spojrzeniu jest tyle ciepła, że czuje ulgę. Nareszcie ona wie o wszystkim.
***
Kiedy gaszą światło jest po 24:00. Wcześniej długo rozmawiali na temat następnego dnia, w którym mają odwiedzić matkę chłopaka. Sam leży w jego ramionach, co już nie jest dziwne, obydwoje bowiem przywykli do spania w jednym łóżku, coraz częściej im się to zdarza. Czuje na swoich włosach oddech bruneta. Już nie dziwi ją dlaczego Max tak chłodni traktuje swoją rodzicielkę. Nie może pojąć jak ta kobieta mogła zostawić syna z mężem skoro wiedziała, że coraz częściej sięga po kieliszek, a swoje frustracje wyładowuje na dziecku bez powodu.Nie rozumie też jej postępowania po tragedii. zastanawia się też, jak można wykrzyczeć nastoletniemu synowi, że jest mordercą. 
Mimowolnie wtula się jeszcze mocniej w jego ramiona. czuje jak Max całuje ją w czubek głowy.
-Może faktycznie to była moja wina.- mówi max cicho.- Nienawidziłem go, Sam.- wyznaje. Dziewczyna odsuwa się od niego.
-Nie jesteś mordercą.- mówi pewnie.- To był odruch. Każdy w twojej sytuacji próbowałby się ratować. Więc nie myśl w inny sposób. Musisz w końcu iść dalej, a przeszłość zostawić za sobą. To trudne, teraz już wiem dlaczego, ale możliwe. Chciałabym pomóc ci zapomnieć, ale nie wiem jak...
-Bądź ze mną.- szepce.- Bądź ze mną, proszę.
***
jest 4:00 rano. Po raz kolejny budzi się, a potem nie może zasnąć. Delikatie wysuwa się spod kołdry, po czym siada na skraju łóżka. Myśli o tym, co ma wydarzyć się rano. Zastanawia się co jego matka mu powie, w jakim w ogóle jest stanie. Ta choroba przeraża go, wie dobrze, w jakich cierpieniach niektórzy umierają. On ma żal do swojej matki, ale nie jest tak bezduszny, by chcieć, aby cierpiała. Wstaje, otula się kocem i wychodzi na balkon. Spogląda na budzące się do życia miasto. Po kilkunastu minutach czuje, że ktoś gładzi go po plecach. Odwraca się i widzi za sobą ubraną w jego sweter Samantę. Wygląda przepięknie z rozmierzwionymi włosami, kiedy patrzy na nią zaspanymi oczyma. I do tego jej piękne, zgrabne nogi.
-Nie możesz pać?- pyta.
-Jakoś nie mogę.- odpowiada.- Zmarzniesz.- mówi.
-Więc mnie obejmij i okryj swoim kocem.- mówi mu. Maxymilian rozchyla poły koca, a ona wtula się w jego ciało. Otula ją, po czym nachyla się i składa na jej ustach zachłanny pocałunek. Ona oddaje ten i każdy następny. Wchodzą do pokoju. Max po omacku zamyka drzwi, gdyż w tym samym czasie całuje dziewczynę. Czuje, że tym razem nie będzie w stanie się jej oprzeć. Z jej strony również nie czuje żadnego oporu. Chwilkę później utwierdza się w tym przekonaniu ponieważ czuje pod koszulką jej błądzące dłonie. Ściąga jej sweter. Sam zostaje w koszulce, w której spała. ma zamiar zapytać czy jest pewna, że chce tego, do czego to zmierza, jednak dziewczyna pozbawia go koszulki po czym na swoim torsie czuje jej wargi. To jest dla niego odpowiedź. tam gdzie czuje jej usta po jego ciele rozchodzi się ciepło. Po chwili to on przejmuje inicjatywę, więc dziewczyna może poddawać się pieszczotom, które Max jej serwuje. Musi przyznać, że on dobrze wie, co zrobić, aby sprawić, by kobieta czuła się pożądana. Kiedy jego usta wędrują po jej szyi, ramionach wyłącza myślenie. Chce po prostu z nim być, poczuć, iż jest z nią najbliżej jak to tylko możliwe. Zamyka oczy pozwalając mu na coraz więcej. Po chwili czuje jego ciepłe dłonie na swoich pośladkach. Mężczyzna unosi ją do góry, a ona obejmuje go w pasie nogami. Maxymilian niesie ją w stronę łóżka, potem delikatnie na nim kładzie. Spogląda mu w oczy. jego wzrok jest inny niż zwykle. Pełen pożądania. W tym momencie Max z rozmierzwionymi włosami przypomina niegrzecznego chłopca. Uwielbia tego mężczyznę. Podciąga jej koszulkę i ściąga ją więc dziewczyna ma na sobie tylko jeszcze jedną część garderoby. Ma wrażenie, że kiedy na nią spogląda, jego oczy stają się jeszcze bardziej ciemne.Znów zaczyna ją całować, błądzić ustami po jej ciele. Co chwilę dziewczyna czuje ogarniające ją nowe fale gorąca. Chwilę później przerywa pocałunek i spogląda mu w oczy.
-Max proszę cię...- szepce.
On rozumie, że nie chce już dłużej czekać, nie może. Więc chwilę później kochają się z pasją.
***
Leży wtulona w nagie ciało bruneta i próbuje uspokoić dudniące serce. Spogląda na chłopaka, który leży z przymrożonymi oczyma. Zegarek wskazuje 6:00 rano. Sam myśli o tym, że jeszcze zdążą się przespać zanim pojadą do mamy Maxa. Oboje potrzebują snu, są zmęczeni, choć to dobry rodzaj zmęczenia. Jeszcze ciaśniej wtula się w jego ciało, składa mały pocałunek na jego torsie. To sprawia, że on otwiera oczy, nachyla się i składa na jej ustach pocałunek. Potem Maxymilian odsuwa się od niej, ale na małą odległość. Spogląda jej w oczy.
-Obiecasz mi coś?- -pyta.
-To zależy co mam obiecać.- mruga do niego.
-Kiedy wrócimy do domu przeniesiesz się do mojej sypialni.- mówi poważnie.
-Zapraszasz mnie do sypialni na stałe? Hmm... to zastanawiające.- śmieje się.
-Tak, zapraszam cię na stałe. I mówię bardzo poważnie.- dodaje. W odpowiedzi Sam jeszcze mocniej przylega do jego ciała. Po chwili już smacznie śpią.
***
Podoba się?


-

2 komentarze:

  1. Omg, kocham ten rozdział. No po prostu kocham. Jak wczoraj zobaczyłam rozdział na blogu z Mario to tak podejrzewałam ze tutaj też coś w krótce się pojawi. I no jejkuu.... To chyba będzie jeden z moich ulubionych rozdziałów. I już nie mogę doczekać się następnych rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny, cudowny, cudowny !!!! ❤ Uwielbiam ich , ich historię, i uczucie, które pomiędzy nimi jest. Mam nadzieję, że szybko pojawi się jakiś Nowy rozdział i nie będziesz kazała nam czekać tak długo. Z wielką niecierpliwością czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń