sobota, 11 marca 2017

22.

Samanta spogląda na zegarek, ponieważ jest zaniepokojona. Maxymiliana ciągle nie ma. Wie wszakże, gdzie jest, dzwonił, iż idzie do klubu zobaczyć się z Lukiem, ale również powiedział, iż niedługo tam zabawi więc dość szybko powinien wrócić do domu. Od ich rozmowy mija już dobre 2,5 godziny. Dzwoniła już z 50 razy, ale za każdym razem odpowiada jej poczta głosowa. Naprawdę zaczyna się na poważnie martwić, ponieważ Maxowi nie zdarzają się takie sytuacje. Jest słownym człowiekiem. Akurat wyciąga telefon , ma dzwonić do Luka, kiedy słyszy dzwonek do drzwi. Prawie biegnie, aby otworzyć. I kiedy widzi  w drzwiach Maxa w pierwszym momencie się cieszy, a potem zamiera. Robi to ponieważ on stoi oparty o ścianę, jego ubranie jest brudne, a koszulka podarta z boku. Ma okrwawiony łokieć, na dłoniach pozasychaną krew. Jego twarz również nie jest w dobrym stanie. Opuchnięta i sina warga, odrapana broda, czerwony policzek. Pod nosem ma zaschniętą krew.
-Max … co ty zrobiłeś? Co się stało do cholery?- zadaje pytanie za pytaniem.
-Pomóż mi proszę.- mówi chłopak.- Tak mnie wszystko boli, że nie mogę się ruszyć…- dodaje z jękiem, a przez jego twarz przepływa grymas bólu.
-To jak tu dotarłeś?- pyta.
-Nie wiem… Szedłem, nie czułem bólu. Teraz boli… bardzo.- mówi i zaczyna się osuwać po ścianie. Nie ma siły.  Sam łapie go pod ramię i wprowadza do mieszkania. Czuje od niego alkohol, ale bardzo pijany nie jest. Prowadzi go do salonu , chce żeby usiadł, ale on broni się przed tym mówiąc, że potem nie da rady wstać. W końcu jednak powoli kładzie się na sofie. Dziewczyna zaczyna oglądać go dokładnie. Zaczyna od twarzy. Stwierdza, że nos jest cały, choć tak nie wygląda, generalnie jest mocno wybijany, podrapany. Kiedy unosi jego rozdartą koszulkę i dotyka jego brzucha, Maxymilian  zwija się z bólu. Niepokoi ją to. Spogląda na niego i nakazuje spokojnie leżeć. Mówi, że się postara, ale kiedy Sam znów dotyka go w tym samym miejscu, on ponownie robi to samo. Prawie składa się w kłębek z bólu. Dziewczyna podejmuje decyzję. Niewiele się zastanawiając bierze z szafy torebkę, sweter Maxymiliana. Pomaga mu usiąść i się ubrać. Oponuje, ale jest nieugięta. Nie ma szans, nie może wyjść, trzasnąć drzwiami, nie może się ruszyć. Idzie z nią do samochodu, choć droga zajmuje im 3 razy dłuższy czas niż normalnie. W momencie, kiedy Sam włącza się do ruchu jadąc do kliniki, Maxymilian ma zamiar wygłosić jej kazanie, za to, że niepotrzebnie wiezie go do szpitala, ale nagle kręci mu się w głowie. Nie mówi jej, czeka aż to minie. 15 minut później są na miejscu. Idą powoli z parkingu na oddział ratowniczy. W samych drzwiach spotykają Megan, która zapewne wychodzi do domu. Kiedy jednak zauważa twarz chłopaka wspartego o ramię ratowniczki, która pracuje u niej, natychmiast bierze go pod drugie ramię. Kiedy wchodzą woła siostrę prosząc o wózek, ale Maxymilian protestuje.
-Jak siadam bardzo boli mnie brzuch…- mówi.
-Oki. Zaraz się położysz. Spokojnie. Powolutku pójdziemy tam dobrze?- wskazuje drzwi. Max kiwa głową.
-Co się stało ? Pobicie tak?- patrzy na Samanthę, a ona kiwa twierdząco głową. Meg nie zadaje kolejnych pytań. Kiedy wchodzą do pokoju, ostrożnie pomagają położyć mu się na łóżku. Szefowa kliniki odkłada torebkę, po czym łapie rękawiczki, ubiera na dłonie i zaczyna badać partnera Sam. W trakcie zleca pielęgniarce badania jakie należy wykonać. Kiedy rozpina chłopakowi guzik od jeansów i zaczyna uciskać brzuch, najpierw od góry , stopniowo przesuwając się w dół, to w pewnym momencie Maxymilian zwija się zaciskając zęby.
-Obrona mięśniowa. Zrobię Ci usg. Możesz mieć mocno poobijane narządy wewnętrzne. Kopniak tak?- spogląda na niego.
-Nie jeden…- mówi cicho spoglądając na ukochaną kobietę stojącą za plecami pani doktor. Samantha wzdycha. Megan zleca pielęgniarce jeszcze dodatkowe badania. Potem zabierają go na USG. 
-Mogę być przy badaniu?- pyta Samanta.
-Oczywiście Sam. Wszystko będzie w porządku.- uspokaja ją szefowa.
30 minut później Sam siedzi na krzesełku na poczekalni. Max ma szyty łuk brwiowy, okazało się, że trzeba założyć  szwy, by się szybciej zagoiło. Megan  siada obok niej.
-Dobrze się czujesz? Jesteś blada.- zauważa.
-Tak. Po prostu się wystraszyłam. Dobrze, że na USG w porządku…- odpowiada spoglądając na panią doktor.
-Skopali go więc jest obolały, trochę opuchnięty, ale to minie. Po prostu przez kilka dni będzie musiał odpocząć , pewnie nie będzie się mógł poruszać, będzie marudził jak każdy facet, ale na szczęście nic złego się nie stało. Jednak dla pewności zostanie tu do jutra. To tak profilaktycznie.- mówi Megan.
Widzą idącą szybko pielęgniarkę. Przystaje przy nich.
-Ten pan krwawi z nosa pani doktor. Naprawdę mocno.- mówi.
-Już idę.- odpowiada lekarka, kazała wołać gdyby coś złego się działo.
Obydwie kierują się do sali zabiegowej. Lekarzowi stażyście, który zszywał ranę, udaje się zatamować krwawienie, jednak w tej sytuacji potrzebne są  dodatkowe badania tym bardziej, że Maxymilian mówi, że rozbolała go głowa. Wzywają laryngologa, ale najpierw robią tomograf. 40 minut później Sam siedzi z nim. Słyszą otwierające się drzwi. Megan uśmiecha się podchodząc do łóżka pacjenta.
-Wszystko w porządku. To tylko pęknięte naczynie . Może krwawić, ale głowa czysta. Zaraz zabiorą cię na obserwację. Jutro pogadamy przed wypisem i powiem Ci co ci wolno , a czego nie oki?- uśmiecha się.
-Tak jest. Dziękuję.- mówi Max.
-Dziękuję pani doktor.- mówi Sam.
Słyszą, że drzwi się otwierają. Do pomieszczenia wchodzi mężczyzna o ciemnych włosach, ubrany w materiałowe dopasowane spodnie i sweter. Podchodzi.
-Przepraszam za wtargnięcie, ale słyszałem , że moja żona tu jest. No i faktycznie zguba się znalazła- twierdzi, a gdy jest już blisko Meg, widzi chłopaka leżącego na łóżku. Zamiera. Zna tę twarz.  Widział ją w klinice w Warszawie. To były ułamki sekund, ale to na pewno była ta twarz. Słyszy głos dziewczyny stojącej obok łóżka chłopaka.
-To nasza wina. Szefowa nam pomogła. Mój chłopak jest trochę poobijany.- tłumaczy Samanta.
-Ale wszystko będzie dobrze. Możemy już jechać do domu kochanie.- mówi szefowa kliniki,  patrzy na Michała, bo ten dziwnie przygląda się Maxymilianowi, a Max jemu. Nastaje cisza, którą po chwili przerywa sam Rainer.
-Czy my się nie spotkaliśmy gdzieś przypadkiem?- pyta.
-Przed kwiaciarnią … - odpowiada Max.
-A w Warszawie kilka dni temu? – drąży Michael. Megan na  te słowa spogląda na męża , potem na Maxymiliana. Przypomina sobie jak mówił , że pewien chłopak wybiegając od Alexandry na niego wpadł. Mógł być jego synem… Zastanawia się w tym momencie, czy to możliwe, by właśnie w tej chwili spotkali się ojciec z synem. Jeśli to prawda, to jednak los potrafi płatać niezłe figle. Słyszała słowa Maxymiliana.
-Wchodził Pan do pokoju mojej matki Alexandry zdaje się…- twierdzi chłopak.
Michał słysząc te słowa czuje jak robi mu się zimno, a po chwili zupełnie odwrotnie, czuje ciepło rozlewające się po całym jego ciele. W pokoju nastaje cisza, którą po chwili przerywa Max.
- Skąd zna Pan moją matkę?
***
Podoba się? 
Wiem, że krótki, ale musiałam przerwać w tym właśnie miejscu ;)

5 komentarzy:

  1. O nie mogę no.... dlaczego zakonczylas w takim momencie? Chcę więcej! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdzial :* ciesze się ze po tak długim czasie dodalas nowy ;) Czekamy na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy bedzie cos nowego bo nie możemy sie juz doczekać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję nad tym, niestety mam mało czasu ponieważ pracuję również nad czymś, co dotyczy mojego życia bardziej osobistego i zawodowego :) Myślę, że najpóźniej w święta się coś pojawi.

      Usuń